Ash stracił zainteresowanie zwłokami. Zastanawiał się bardziej ilu żywych mogło się kryć w obrębie terenu wyznaczonego perymetrem barykad. Jakie zagrożenie mogli stanowić teraz, a jakie za kilka dni, gdy konwój będzie wracał w zapewe uszczuplonym składzie ze żniw w Lexington.
Miejscowi zorientowali się już, że mają do czynienia z dużą grupą uzbrojonych po zęby żniwiarzy i pewnie siedzą cicho. Zastawili kilka zasadzek w dobrze znanych im miejscach. Mogli być śmiertelnie niebezpieczni. Zawsze istniała szansa, że niezapokojeni nie będą próbować się desperacko bronić, ale ryzyko było duże.
Priorytetem było chyba w tej chwili znalezienie bezpiecznej drogi do punktu zbornego i uchwycenie ktoregoś z mostów. Wtedy nawet w razie nagłego ataku mogli schować się za rzeką i spokojnie nawet małymi siłami bronić przeprawy.
Będąc w siłach specjalnych Posterunku, w grupach dalekiego zwiadu, nigdy nie operował w tak wielkich jednostkach, toteż ciężko było mu złapać wprost wszystkie aspekty działania grupy wypadowej. Od siły ognia po logistykę i rzesze cywili sunących za konwojem. Gdyby podróżowali nieiwelką grupką to machnąłby ręką i poszedł swoją drogą, ale dla takiej wielkiej zbieraniny priorytety zmieniały się. Osobiście zadbałby najpierw o zabezpieczenie mostu a potem ruszyłby w teren zagrodzony barykadami z głębokim zwiadem, a potem podjąć stosowne kroki. Znając młodego barona, pewnie rozkaże wystrzelać wszystkich miejscowych na wszelki wypadek.
Przyklęknął w cieniu barykady, mimowolnie kryjąc się przed ewentualnym ostrzałem i spytał Eba:
- Co dalej?
PBF - Podstępna rubież
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Eb oparł się plecami o wrak samochodu i starał się odświeżyć zapamiętaną mapę miasta. Przyszedł Ash i szeptem zapytał.
- Co dalej?
- Nie spodziewałem się stanowisk ludzi tak bardzo na zachód. Wydaja mi się, że okrążenie ich od zachodu jest zbyt ryzykowne, bo spowoduje, że oddalimy się jeszcze dalej od pozostałych grup. Jednak musimy sprawdzić ile kwartałów zostało oddzielonych w ten sposób. Rozdzielać się nie będziemy bo to zbyt ryzykowne - wyjaśnił Radeford.
- Priorytet to dotarcie do miejsca zbiorczego. Tam podejmiemy decyzję co dalej. Pewnie wybierzemy grupę "ochotników" i zbadamy te zapory, reszta wróci do bazy. Jedziemy do 52 i poszukamy objazdu od wschodu.
Wątek techniczny:
Jedziemy przez 52 na Madison ave, lub na przełaj do Jefferson ave lub Monroe ave dalej 15 lub 14 lub 13 -ką l..itd.i Washington ave i punktu zbiorczego. Najlepiej koło tych sklepów z dużymi parkingami i park do Adams ave. Z Adams ave. to już tylko jedna przecznica. Od 52 staramy się wywołać betę.
- Co dalej?
- Nie spodziewałem się stanowisk ludzi tak bardzo na zachód. Wydaja mi się, że okrążenie ich od zachodu jest zbyt ryzykowne, bo spowoduje, że oddalimy się jeszcze dalej od pozostałych grup. Jednak musimy sprawdzić ile kwartałów zostało oddzielonych w ten sposób. Rozdzielać się nie będziemy bo to zbyt ryzykowne - wyjaśnił Radeford.
- Priorytet to dotarcie do miejsca zbiorczego. Tam podejmiemy decyzję co dalej. Pewnie wybierzemy grupę "ochotników" i zbadamy te zapory, reszta wróci do bazy. Jedziemy do 52 i poszukamy objazdu od wschodu.
Wątek techniczny:
Jedziemy przez 52 na Madison ave, lub na przełaj do Jefferson ave lub Monroe ave dalej 15 lub 14 lub 13 -ką l..itd.i Washington ave i punktu zbiorczego. Najlepiej koło tych sklepów z dużymi parkingami i park do Adams ave. Z Adams ave. to już tylko jedna przecznica. Od 52 staramy się wywołać betę.
Ostatnio zmieniony 11 lipca 2012, 20:59 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Midland Trail, 7 maja 2055
Spośród towarzyszących Szaremu najemników wychynął jeden człowiek, starszy wiekiem czarnoskóry mężczyzna w ćwiekowanej skórzanej kurtce. Zarzuciwszy na plecy wiekowy przeciwpiechotny granatnik pamiętający jeszcze czasy nieznanej już praktycznie nikomu wojny w Wietnamie, człowiek zaczął myszkować po placyku z pochyloną ku mokrej ziemi głową i promieniem latarki skaczącym ustawicznie z miejsca na miejsce. Reszta ludzi Szarego trzymała się w ciasnej grupie, z dala od ścian i wybitych okien ciemnego budynku, poszeptując między sobą nerwowo i co rusz spoglądając na dwa zatknięte na pręty owadzie łby.
- Deszcz zatarł prawie wszystkie ślady - oznajmił po chwili Murzyn, wzruszając bezradnie ramionami - Nie wiem, ilu ich było i gdzie poszli, zresztą na asfalcie nie da się odczytać tropu.
- Długo jeszcze? - z ciemności przejścia pomiędzy ścianą sklepu i ogrodzeniem wychynął Esteban, żylasty, ale bardzo zwinny mężczyzna po trzydziestce, noszący krótko przyciętą bródkę i naszyjnik z czegoś, co niepokojąco kojarzyło się Szaremu z kośćmi ludzkich palców. Latynos mówił po angielsku, dając tym samym kolejny dowód na to, że podkomendni Vasqueza rozumieli ten język i potrafili się nim posługiwać, ale w akcie pogardliwego poczucia wyższości woleli komunikować się niemal wszędzie i zawsze po hiszpańsku.
Wątek techniczny
Chemdogu, szukanie śladów w noc i w taką pogodę mija się z celem. Tropiciel nie zdoła niczego wytropić. Chcesz jeszcze przeczesać na piechotę okoliczne zaułki czy wracasz do samochodu? I następne pytanie - jedziecie dalej na autach czy też zrzucasz z pak pasażerów, żeby zasuwali na piechotę jako osłona pojazdów?
Spośród towarzyszących Szaremu najemników wychynął jeden człowiek, starszy wiekiem czarnoskóry mężczyzna w ćwiekowanej skórzanej kurtce. Zarzuciwszy na plecy wiekowy przeciwpiechotny granatnik pamiętający jeszcze czasy nieznanej już praktycznie nikomu wojny w Wietnamie, człowiek zaczął myszkować po placyku z pochyloną ku mokrej ziemi głową i promieniem latarki skaczącym ustawicznie z miejsca na miejsce. Reszta ludzi Szarego trzymała się w ciasnej grupie, z dala od ścian i wybitych okien ciemnego budynku, poszeptując między sobą nerwowo i co rusz spoglądając na dwa zatknięte na pręty owadzie łby.
- Deszcz zatarł prawie wszystkie ślady - oznajmił po chwili Murzyn, wzruszając bezradnie ramionami - Nie wiem, ilu ich było i gdzie poszli, zresztą na asfalcie nie da się odczytać tropu.
- Długo jeszcze? - z ciemności przejścia pomiędzy ścianą sklepu i ogrodzeniem wychynął Esteban, żylasty, ale bardzo zwinny mężczyzna po trzydziestce, noszący krótko przyciętą bródkę i naszyjnik z czegoś, co niepokojąco kojarzyło się Szaremu z kośćmi ludzkich palców. Latynos mówił po angielsku, dając tym samym kolejny dowód na to, że podkomendni Vasqueza rozumieli ten język i potrafili się nim posługiwać, ale w akcie pogardliwego poczucia wyższości woleli komunikować się niemal wszędzie i zawsze po hiszpańsku.
Wątek techniczny
Chemdogu, szukanie śladów w noc i w taką pogodę mija się z celem. Tropiciel nie zdoła niczego wytropić. Chcesz jeszcze przeczesać na piechotę okoliczne zaułki czy wracasz do samochodu? I następne pytanie - jedziecie dalej na autach czy też zrzucasz z pak pasażerów, żeby zasuwali na piechotę jako osłona pojazdów?
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2012, 21:43 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Zbieg Madison Ave i 20-tej Ulicy w Huntington, 7 maja 2055
Barykada wznosiła się nad ludźmi niczym średniowieczny zamkowy mur, mroczna i ociekająca deszczem, przejmująco cicha. Cofnąwszy się od okaleczonego w groteskowy sposób ciała mężczyźni zaczęli wodzić po niej spojrzeniami wypatrując najmniejszego śladu czyjejś obecności. Większość najemników rozsypała się po skrzyżowaniu, przywierając plecami do ścian zrujnowanych budynków i mierząc z broni do czarnych otworów rozbitych okien. Włączone silniki samochodów warczały hałaśliwie, wycieraczki kręciły się z piskiem szorując wytartą gumą po mokrych szybach.
- Możemy spróbować wejść na górę i zobaczyć, co jest po drugiej stronie - zaproponował Joshua Stewart, który gnany swą obsesją na punkcie Radeforda wcisnął się bezceremonialnie do grupy Niebieskich i cały czas przebywał nie dalej niż dziesięć metrów od kaznodziei.
- Nie - powtórzył wielebny kręcąc głową - Punkt zborny jest priorytetem!
Wątek techniczny
Zdecydujcie ostatecznie, czy ktoś chciałby podjąć próbę sforsowania barykady (poprzez wspinaczkę) czy też zgodnie z koncepcją Radeforda ruszacie natychmiast w poszukiwaniu innej drogi (najpierw na najbliższym skrzyżowaniu na zachód od Dwudziestej, a jeśli będzie zablokowane, wracając na 52).
Barykada wznosiła się nad ludźmi niczym średniowieczny zamkowy mur, mroczna i ociekająca deszczem, przejmująco cicha. Cofnąwszy się od okaleczonego w groteskowy sposób ciała mężczyźni zaczęli wodzić po niej spojrzeniami wypatrując najmniejszego śladu czyjejś obecności. Większość najemników rozsypała się po skrzyżowaniu, przywierając plecami do ścian zrujnowanych budynków i mierząc z broni do czarnych otworów rozbitych okien. Włączone silniki samochodów warczały hałaśliwie, wycieraczki kręciły się z piskiem szorując wytartą gumą po mokrych szybach.
- Możemy spróbować wejść na górę i zobaczyć, co jest po drugiej stronie - zaproponował Joshua Stewart, który gnany swą obsesją na punkcie Radeforda wcisnął się bezceremonialnie do grupy Niebieskich i cały czas przebywał nie dalej niż dziesięć metrów od kaznodziei.
- Nie - powtórzył wielebny kręcąc głową - Punkt zborny jest priorytetem!
Wątek techniczny
Zdecydujcie ostatecznie, czy ktoś chciałby podjąć próbę sforsowania barykady (poprzez wspinaczkę) czy też zgodnie z koncepcją Radeforda ruszacie natychmiast w poszukiwaniu innej drogi (najpierw na najbliższym skrzyżowaniu na zachód od Dwudziestej, a jeśli będzie zablokowane, wracając na 52).