Areszt Komendy Głównej Policji; Arkham; popołudnie 25 listopada 1920;
Policyjne auto zajechało na tyły komendy, gdzie jak dobrze wiedział Will znajdowało się wejście do aresztu śledczego. Gruby policjant trzymając rękę na rewolwerze zaprowadził do osobnych cel. Will wiedział co ich czeka. Żmudne przesłuchania, wypytywanie o coraz mniejsze szczegóły, weryfikowanie zeznań, aż w końcu któryś z nich się złamie i wypali coś głupiego. Brendi i Gillingham mogli przynajmniej liczyć na jakotakie traktowanie. Detektyw był jednak metysem, więc spodziewał się, że czekają go także dodatkowe atrakcje i pewno nieraz dostanie pałką przez plecy. Prawo nie chroniło go w takim stopniu jak białych. Został odprowadzony do bocznego skrzydła przepełnionego kolorowymi przestępcami. Przynajmniej mógł liczyć na jakiekolwek towarzystwo. Chłopaki pewno dostali jednoosobowe cele.
Wątek techniczny
Alex i Paul zostali umieszczeni w pojedynczych celach o całkiem przyzwoitym standardzie. Policjant zaoferował możliwośćc skontaktowania się ze wskazanym prawnikiem.
Ewentualna prośba Willa o adwokata spotyka się wyśmianiem skwitowanym tezą kto chciałby bronić brudasa. Niemniej jednak dostaje konstytucyjne prawo do telefonu.
Kontaktujecie się z kimś?
ZC - Tajemnica Domu Westonów
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Komenda Główna Policji; Arkham; ranek 26 listopada 1920;
Will został ponownie zaprowadzony na przesłuchanie. W półmroku pomieszczenia dostrzegł dwie osoby. Spodziewał się Jacksona i stenotypisty. W pokoju jednak siedzieli Alex, Paul. Znaleźli się tam dosłownie minutę wcześniej.
- Cholera, konfrontacja? Co ten debil wymyślił? - Hutchinson zastanawiał się co strzeliło do głowy Jacksonowi,że kazał całą trójkę umieścić w jednym pomieszczeniu, gdzie mogli ustalić fakty i zeznania, tym samym przeszkadzając prokuraturze. Odpowiedź nasunęła się sama chwilę później. Do sali wtargnął czerwony ze złości szkocki detektyw klnąc na cały świat:
- Fucking idiots! For God's sake, kto kazał ich umieścić razem?! - gdy tylko zamknął drzwi, zwrócił się do aresztowanych: - Dobra, nie wiem jak się tu znaleźliście, ale...
- Jackson! Do mnie do biura! Natychmiast! - detektywowi przerwał dobrze znany Willowi, charakterystyczny, wysoki głos komendanta Tubbsa. Policjant oniemiał, odwrócił się jednak na pięcie, nie śmiąc się przeciwstawić poleceniu przełożonego, wyszedł z salki i zamknął drzwi na klucz.
- Cokolwiek się stało, wygląda na to, że ten fucking wanker stracił to śledztwo. - oznajmił przeklinając z brytyjska Hutchinson.
Wątek techniczny
Wygląda na to, że zostaliście sami. Chcecie coś ustalić. Na korytarzu wydaje się być zupełnie cicho, choć niewykluczone, że na zewnątrz może być wartownik. Wydaje się, że jeżeli ktoś będzie szedł do pokoju przesłuchań to odgłos butów powinien was zaalarmować co najmniej kilka sekund wcześniej.
Will został ponownie zaprowadzony na przesłuchanie. W półmroku pomieszczenia dostrzegł dwie osoby. Spodziewał się Jacksona i stenotypisty. W pokoju jednak siedzieli Alex, Paul. Znaleźli się tam dosłownie minutę wcześniej.
- Cholera, konfrontacja? Co ten debil wymyślił? - Hutchinson zastanawiał się co strzeliło do głowy Jacksonowi,że kazał całą trójkę umieścić w jednym pomieszczeniu, gdzie mogli ustalić fakty i zeznania, tym samym przeszkadzając prokuraturze. Odpowiedź nasunęła się sama chwilę później. Do sali wtargnął czerwony ze złości szkocki detektyw klnąc na cały świat:
- Fucking idiots! For God's sake, kto kazał ich umieścić razem?! - gdy tylko zamknął drzwi, zwrócił się do aresztowanych: - Dobra, nie wiem jak się tu znaleźliście, ale...
- Jackson! Do mnie do biura! Natychmiast! - detektywowi przerwał dobrze znany Willowi, charakterystyczny, wysoki głos komendanta Tubbsa. Policjant oniemiał, odwrócił się jednak na pięcie, nie śmiąc się przeciwstawić poleceniu przełożonego, wyszedł z salki i zamknął drzwi na klucz.
- Cokolwiek się stało, wygląda na to, że ten fucking wanker stracił to śledztwo. - oznajmił przeklinając z brytyjska Hutchinson.
Wątek techniczny
Wygląda na to, że zostaliście sami. Chcecie coś ustalić. Na korytarzu wydaje się być zupełnie cicho, choć niewykluczone, że na zewnątrz może być wartownik. Wydaje się, że jeżeli ktoś będzie szedł do pokoju przesłuchań to odgłos butów powinien was zaalarmować co najmniej kilka sekund wcześniej.
Ostatnio zmieniony 16 czerwca 2012, 13:25 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Cześć chłopaki, mam nadzieję, że u was dają lepsze jedzenie - Will spojrzał na towarzyszy niedoli. Zastanawiał się czy to wspólna spotkane nie jest tylko wymyślną sztuczką. Jackson podkopał trochę morale, każdego z nich, mówiąc, że ma na nich obciążające zeznania, wyciągnięte od pozostałych. Może chciał sprowokować kłótnię, z której dowiedziałby się więcej szczegółów o zdarzeniach w piwnicy.
Detektyw chciał jednak wykorzystać ten czas do ustalenie wspólnej wersji wydarzeń. Takiej, która uchroni ich przed ciężkim wyrokiem oraz wariatkowem.
- I jak tam chłopaki powiedzieliście jak było? Jeżeli tak to śniadanie zjemy w restauracji. Co nas podkusiło z tymi egzorcyzmami, istne szaleństwo - Will mrugnął okiem do Alexa i Paula.
- Za bardzo poddaliśmy się atmosferze i mrocznej historii tego domu. Niemniej jednak tego zaschniętego trupa w piwnicy znaleźliśmy. Musi być, że to sam Weston. Pamiętacie jak usunęliśmy te dechy i jedna dziabnęła mnie w bark. Przyszło mi w tedy na myśl, czy zamknęliśmy drzwi na górze. Jak bym wtedy poszedł sprawdzić, może staruch nie wlazł by do domu. Cholera to musiał być ten sam drań co kręcił się koło zgliszczy sekciarskiego kościoła. To, że wleźliśmy do tamtych podziemi musiał odebrać za bluźnierczy czyn. Dlatego włamał się do Alexa i starał się go zabić. Dlatego też, wlazł nam do piwnicy. Biedny Kirdegard, stał najbliżej schodów. Gdyby nie to, każdy z nas mógłby teraz leżeć w szpitalu z dziurą między łopatkami - Will pokręcił smutno głową.
- Staruch nic już nikomu nie zrobi. Nie mam pojęcia jak mogłem w niego chybić za pierwszym razem, na szczęście druga kula go powaliła, a cios w łeb zakończył jego parszywą egzystencję. Myślę, że Kirdegard miał sporo szczęścia, że kula nie trafiła w serce. Opatrzyliśmy go niemal natychmiast. Co nie Alex? Znasz się trochę na pierwszej pomocy.
- Nie trzeba było jednak wpadać w szał i wyładowywać frustracji na tym zgniłku - Will mrugnął do Alexa. Ja rozumiem, że atmosfera była nieco nerwowa. Trupy, strzelanina, ranni. Nie każdy jest stworzony do akcji, jakby żywce wyciągniętych z dzikiego zachodu. Trochę nas poniosło. Być może i to jego trup w piwnicy odpowiadał za wszystkie tragedie w tym domu. Słyszałem, że jak trup gnije, to powstają różne jady i gazy. Może to właśnie to zatruwało tam atmosferę. Jednak, żeby okładać go gołymi rękoma - Will mrugnął do Paula.
- Ja też bez winy nie jestem, bo mu łopatą przyłożyłem.
Detektyw chciał jednak wykorzystać ten czas do ustalenie wspólnej wersji wydarzeń. Takiej, która uchroni ich przed ciężkim wyrokiem oraz wariatkowem.
- I jak tam chłopaki powiedzieliście jak było? Jeżeli tak to śniadanie zjemy w restauracji. Co nas podkusiło z tymi egzorcyzmami, istne szaleństwo - Will mrugnął okiem do Alexa i Paula.
- Za bardzo poddaliśmy się atmosferze i mrocznej historii tego domu. Niemniej jednak tego zaschniętego trupa w piwnicy znaleźliśmy. Musi być, że to sam Weston. Pamiętacie jak usunęliśmy te dechy i jedna dziabnęła mnie w bark. Przyszło mi w tedy na myśl, czy zamknęliśmy drzwi na górze. Jak bym wtedy poszedł sprawdzić, może staruch nie wlazł by do domu. Cholera to musiał być ten sam drań co kręcił się koło zgliszczy sekciarskiego kościoła. To, że wleźliśmy do tamtych podziemi musiał odebrać za bluźnierczy czyn. Dlatego włamał się do Alexa i starał się go zabić. Dlatego też, wlazł nam do piwnicy. Biedny Kirdegard, stał najbliżej schodów. Gdyby nie to, każdy z nas mógłby teraz leżeć w szpitalu z dziurą między łopatkami - Will pokręcił smutno głową.
- Staruch nic już nikomu nie zrobi. Nie mam pojęcia jak mogłem w niego chybić za pierwszym razem, na szczęście druga kula go powaliła, a cios w łeb zakończył jego parszywą egzystencję. Myślę, że Kirdegard miał sporo szczęścia, że kula nie trafiła w serce. Opatrzyliśmy go niemal natychmiast. Co nie Alex? Znasz się trochę na pierwszej pomocy.
- Nie trzeba było jednak wpadać w szał i wyładowywać frustracji na tym zgniłku - Will mrugnął do Alexa. Ja rozumiem, że atmosfera była nieco nerwowa. Trupy, strzelanina, ranni. Nie każdy jest stworzony do akcji, jakby żywce wyciągniętych z dzikiego zachodu. Trochę nas poniosło. Być może i to jego trup w piwnicy odpowiadał za wszystkie tragedie w tym domu. Słyszałem, że jak trup gnije, to powstają różne jady i gazy. Może to właśnie to zatruwało tam atmosferę. Jednak, żeby okładać go gołymi rękoma - Will mrugnął do Paula.
- Ja też bez winy nie jestem, bo mu łopatą przyłożyłem.
- Daj spokój Will - Paul mówił szeptem, nie chciał żeby ktoś podsłuchał, ale też nie miał ochoty do rozmowy- to był jakiś koszmar, idealny materiał, a ja nawet zdjęcia nie zrobiłem. Następnym razem będę chodził z aparatem w pełnej gotowości... Teraz módlmy się żeby pastor przeżył, bo ten wanker Jackson tylko szuka na mnie haka...