Ash nawet niedoslyszal slow Prestona na szczescie dla najemnika, bo gdyby dotarlo do niego co powiedzial, zlamany nos moglby byc najmniejszym z problemow Prestona. Tepym wzrokiem odprowadzil przywodce grupy, po czym cicho wymamrotal do chlopakow:
- Musze obejrzec tego drona... Pomozcie mi sie do niego dostac...
PBF - Podstępna rubież
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Hurricane Creek Road, 7 maja 2055
Salt, Radeford, Kennedy i Szary stali w cieniu rzucanym przez ogrodzenie ciągnące się wzdłuż Hurricane Creek Road, spoglądając na drona i dwa nieruchome ludzkie ciała obdarte chwilę wcześniej z broni, amunicji i rzeczy osobistych przez pozostałych trzech kumpli.
- Okrucieństwo dnia codziennego obnaża paskudną stronę ludzkiej duszy - mruknął z niesmakiem Ebenezer - Lecz nie lękajcie się, bracia moi, dla takich jak oni gorzeją już ognie piekielne, już tam na nich czekają kotły z siarką. Co robimy z tym nadajnikiem?
Pozostali mężczyźni wymienili porozumiewawcze spojrzenia, rozumiejąc doskonale sens pytania kaznodziei. Posługujący się hiszpańskim językiem nieznany mężczyzna nadawał zapętlony komunikat ze źródła znajdującego się nie dalej jak milę od wjazdu na autostradę w Hurricane. Salt przespacerował się z ustawionym na odkrytą wcześniej częstotliwość do spalonego hostelu i wdrapał się na drugie piętro budynku sprawdzając siłę odczytu. Przekaz nie wychwytywany przez urządzenie z wysokości autostrady, przy hostelu przechodził w bardzo urywane strzępy mowy, zaś na odległych o dwie minuty drogi motorem wzgórzach dawał się czytelnie zrozumieć.
- Żaden ze mnie ekspert od komunikacji, ale to jest cholernie duża zmiana siły sygnału na tak małym dystansie - oznajmił Salt wracając do reszty towarzyszy i posyłając zmartwione spojrzenie ku zaparkowanemu kilkanaście jardów dalej pikapowi. Ash gramolił się właśnie nieporadnie z paki Canyona, pilnowany przez rozmawiających półgłosem Smithów - Co mu dokładnie jest?
Radeford zrozumiał sens pytania, kiedy podążył za wzrokiem Salta.
- Wstrząs mózgu, ale czaszka chyba nie pękła - oznajmił bez większego przekonania - I chyba ma złamane żebro, przynajmniej jedno. Musiałby go obejrzeć jakiś porządny lekarz.
- Co za los! - pokręcił głową Salt - Najbardziej oberwał właśnie nasz medyk.
- Najbardziej oberwali tamci dwaj - skorygował przyjaciela Ebenezer pokazując dłonią na dwa martwe ciała przy dronie - Co dokładnie z tym sygnałem?
- Musi być nadawany na resztkach mocy, ale gdzieś z okolicy - wyjaśnił Salt - I gdzieś na północ od autostrady, skoro na jej wysokości już go nie łapię. Obstawiam, że źródło jest gdzieś na tych wzgórzach.
- Liczycie, że ten gość jeszcze żyje? - odezwał się Leon otwierając narzędziową skrzynkę i popatrując na drona okiem doświadczonego łupieżcy elektroniki - Nie sądzę. Na parkingu Chevroleta, tam z przodu, znalazłem kawał upierdzielonej ludzkiej czaszki, bez reszty ciała. O ile nie jest mutantem, bez połowy głowy długo nie pociągnął.
- Zawsze jest nadzieja, że komuś można pomóc - odparł ze zwyczajową emfazą Radeford - Pomagać trzeba, albowiem jest to obowiązkiem każdego chrześcijanina, jeśli zaś nie ma komu, można pomóc sobie samemu. Muszę wam tłumaczyć jak potrzebny nam ten radionadajnik?
Wątek techniczny
Prawda jest taka, że dodatkowe radio byłoby na wagę złota, tylko wpierw trzeba je jeszcze znaleźć. Jeśli chcecie naprawdę się za to zabrać, zadeklarujcie, kto bierze w akcji udział i dorzućcie jakieś opcjonalne informacje i lecimy dalej z zabawą.
Co do Leona, widzę niezbite przekonanie, iż trujący gaz był jedyną zarezerwowaną dla intruzów pułapką!
Na bazie wcześniejszych deklaracji przyjmę, że Kennedy zyska przy demontażu pomoc Asha.
A rozgłośnia Woku... cóż, to chyba będzie dobry kierunek...
Salt, Radeford, Kennedy i Szary stali w cieniu rzucanym przez ogrodzenie ciągnące się wzdłuż Hurricane Creek Road, spoglądając na drona i dwa nieruchome ludzkie ciała obdarte chwilę wcześniej z broni, amunicji i rzeczy osobistych przez pozostałych trzech kumpli.
- Okrucieństwo dnia codziennego obnaża paskudną stronę ludzkiej duszy - mruknął z niesmakiem Ebenezer - Lecz nie lękajcie się, bracia moi, dla takich jak oni gorzeją już ognie piekielne, już tam na nich czekają kotły z siarką. Co robimy z tym nadajnikiem?
Pozostali mężczyźni wymienili porozumiewawcze spojrzenia, rozumiejąc doskonale sens pytania kaznodziei. Posługujący się hiszpańskim językiem nieznany mężczyzna nadawał zapętlony komunikat ze źródła znajdującego się nie dalej jak milę od wjazdu na autostradę w Hurricane. Salt przespacerował się z ustawionym na odkrytą wcześniej częstotliwość do spalonego hostelu i wdrapał się na drugie piętro budynku sprawdzając siłę odczytu. Przekaz nie wychwytywany przez urządzenie z wysokości autostrady, przy hostelu przechodził w bardzo urywane strzępy mowy, zaś na odległych o dwie minuty drogi motorem wzgórzach dawał się czytelnie zrozumieć.
- Żaden ze mnie ekspert od komunikacji, ale to jest cholernie duża zmiana siły sygnału na tak małym dystansie - oznajmił Salt wracając do reszty towarzyszy i posyłając zmartwione spojrzenie ku zaparkowanemu kilkanaście jardów dalej pikapowi. Ash gramolił się właśnie nieporadnie z paki Canyona, pilnowany przez rozmawiających półgłosem Smithów - Co mu dokładnie jest?
Radeford zrozumiał sens pytania, kiedy podążył za wzrokiem Salta.
- Wstrząs mózgu, ale czaszka chyba nie pękła - oznajmił bez większego przekonania - I chyba ma złamane żebro, przynajmniej jedno. Musiałby go obejrzeć jakiś porządny lekarz.
- Co za los! - pokręcił głową Salt - Najbardziej oberwał właśnie nasz medyk.
- Najbardziej oberwali tamci dwaj - skorygował przyjaciela Ebenezer pokazując dłonią na dwa martwe ciała przy dronie - Co dokładnie z tym sygnałem?
- Musi być nadawany na resztkach mocy, ale gdzieś z okolicy - wyjaśnił Salt - I gdzieś na północ od autostrady, skoro na jej wysokości już go nie łapię. Obstawiam, że źródło jest gdzieś na tych wzgórzach.
- Liczycie, że ten gość jeszcze żyje? - odezwał się Leon otwierając narzędziową skrzynkę i popatrując na drona okiem doświadczonego łupieżcy elektroniki - Nie sądzę. Na parkingu Chevroleta, tam z przodu, znalazłem kawał upierdzielonej ludzkiej czaszki, bez reszty ciała. O ile nie jest mutantem, bez połowy głowy długo nie pociągnął.
- Zawsze jest nadzieja, że komuś można pomóc - odparł ze zwyczajową emfazą Radeford - Pomagać trzeba, albowiem jest to obowiązkiem każdego chrześcijanina, jeśli zaś nie ma komu, można pomóc sobie samemu. Muszę wam tłumaczyć jak potrzebny nam ten radionadajnik?
Wątek techniczny
Prawda jest taka, że dodatkowe radio byłoby na wagę złota, tylko wpierw trzeba je jeszcze znaleźć. Jeśli chcecie naprawdę się za to zabrać, zadeklarujcie, kto bierze w akcji udział i dorzućcie jakieś opcjonalne informacje i lecimy dalej z zabawą.
Co do Leona, widzę niezbite przekonanie, iż trujący gaz był jedyną zarezerwowaną dla intruzów pułapką!
A rozgłośnia Woku... cóż, to chyba będzie dobry kierunek...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ash, Ty ledwo chodzisz możesz spojrzeć ale niczego nie próbuj odkręcać ani tym bardziej nosić, ja pomogę Leonowi z demontażem. Jack, Eb i Szary, może skoczycie poszukać źródła sygnału i tego Latynosa? Z drugiej strony może lepiej się nie rozdzielać...
Techniczny:
Ile na oko czasu nam zajmie demontaż Konwertora i ew. innych części i jak są duże? Na pace będzie jechał ranny Ash, musi mieć miejsce.
Techniczny:
Ile na oko czasu nam zajmie demontaż Konwertora i ew. innych części i jak są duże? Na pace będzie jechał ranny Ash, musi mieć miejsce.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times