Radeford z trzaskiem osadził harleya na na wsporniku.Szybkimi susami podbiegł do Smithów i pomógł im dociągnąć Asha do pikapa i ułożyć go na pace. Zaraz potem sięgnął po jego torbę szukając materiałów pierwszej pomocy. Głośno odmawiając modlitwę zabrał się do udzielania pierwszej pomocy.
Wątek techniczny:
W miarę moich skromnych możliwości udzielam Ashowi pierwszej pomocy. Sprawdzam czy oddycha i ma puls. Szukam ran i krwotoków i je opatruje/tamuje. Sprawdzam czy nie ma złamań itp.
PBF - Podstępna rubież
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przestrzeń na tyłach biura Courts Motors, 7 maja 2055
Ashley Tisdale nie dawał znaków życia, leciał Smithom przez ręce. Pochwycony przez Paula i Ebenezera, został czym prędzej ułożony na pace pikapa.
- Co z robotem? - zapytał pan Smith, cofając się o krok od burty Canyona i zmieniając magazynek w swoim Glocku - Załatwiliście go?
- Na cacy - wycedził przez zęby Ebenezer, sprawdzając jednocześnie puls Asha - Oddycha, ale jest nieprzytomny! Co mu się stało?
- Dron wbił się w ścianę prosto na niego - wyjaśnił Smith chowając pistolet za pasek spodni - Musiał dostać łapą maszyny albo spadł mu na głowę jakiś wspornik. Nie zdziwię się, jeśli będzie miał wewnętrzny krwotok albo pękniętą czaszkę.
- Zajebisty optymizm! - sarknął Wilson spoglądając pytająco na Radeforda - Pater, co robimy?
- Ja bym mu udzielił ostatniego namaszczenia - ciągnął dalej niezrażony sarknięciem Paula Smith - Jesteś pan ksiądz, nie ma się co szczypać. Gość może wykitować w każdej chwili, lepiej od razu zdecydować jak podzielimy jego dobytek. Tamci z Patriota to z gęby urodzone hieny, na pewno będą chcieli okraść ciało. My porządni ludzie, musimy być szybsi.
Wątek techniczny
Ash jeszcze żyje, ale wciąż pozostaje nieprzytomny. Ma liczne siniaki i krwawiące otarcia skóry, ale nie widzicie żadnych poważnych obrażeń zewnętrznych - co nie znaczy, że ich nie ma, Tisdale może mieć przecież zmasakrowane organy wewnętrzne! Za chwilę będę testował stosowne umiejętności!
Ashley Tisdale nie dawał znaków życia, leciał Smithom przez ręce. Pochwycony przez Paula i Ebenezera, został czym prędzej ułożony na pace pikapa.
- Co z robotem? - zapytał pan Smith, cofając się o krok od burty Canyona i zmieniając magazynek w swoim Glocku - Załatwiliście go?
- Na cacy - wycedził przez zęby Ebenezer, sprawdzając jednocześnie puls Asha - Oddycha, ale jest nieprzytomny! Co mu się stało?
- Dron wbił się w ścianę prosto na niego - wyjaśnił Smith chowając pistolet za pasek spodni - Musiał dostać łapą maszyny albo spadł mu na głowę jakiś wspornik. Nie zdziwię się, jeśli będzie miał wewnętrzny krwotok albo pękniętą czaszkę.
- Zajebisty optymizm! - sarknął Wilson spoglądając pytająco na Radeforda - Pater, co robimy?
- Ja bym mu udzielił ostatniego namaszczenia - ciągnął dalej niezrażony sarknięciem Paula Smith - Jesteś pan ksiądz, nie ma się co szczypać. Gość może wykitować w każdej chwili, lepiej od razu zdecydować jak podzielimy jego dobytek. Tamci z Patriota to z gęby urodzone hieny, na pewno będą chcieli okraść ciało. My porządni ludzie, musimy być szybsi.
Wątek techniczny
Ash jeszcze żyje, ale wciąż pozostaje nieprzytomny. Ma liczne siniaki i krwawiące otarcia skóry, ale nie widzicie żadnych poważnych obrażeń zewnętrznych - co nie znaczy, że ich nie ma, Tisdale może mieć przecież zmasakrowane organy wewnętrzne! Za chwilę będę testował stosowne umiejętności!
Jack rzucał krótkie przekleństwa i gorączkowo myślał o nawiązaniu komunikacji z siłami głównymi.
- Anioły do Chudego! Mamy tu zabawkę Molocha, chyba udało się zdjąć! Ale nigdy nic nie wiadomo! - wykrzyczał do radia dostrzegając ciągniętego Asha przez towarzyszy - I chyba mamy rannego!
Jeżeli dobrze zrozumiałem Tatuśka, mamy nie ruszać się z miejsca. Czyli zostajemy i czekamy. Nie wiem jak z bandą na motocyklach... Przekazuję tylko co słyszałem.
- Anioły do Chudego! Mamy tu zabawkę Molocha, chyba udało się zdjąć! Ale nigdy nic nie wiadomo! - wykrzyczał do radia dostrzegając ciągniętego Asha przez towarzyszy - I chyba mamy rannego!
Jeżeli dobrze zrozumiałem Tatuśka, mamy nie ruszać się z miejsca. Czyli zostajemy i czekamy. Nie wiem jak z bandą na motocyklach... Przekazuję tylko co słyszałem.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Hurricane Creek Road, 7 maja 2055
Zawiesiwszy karabiny na ramionach najemnicy z Patriota zaczęli przyglądać się dokładniej swej zdobyczy, kopiąc czubkami podkutych butów w masywne obudowy automatycznych działek i szarpiąc za ruchome płyty pancerza w nadziei na odgięcie ich i dobranie się do ukrytej pod spodem elektroniki.
Jakaś ciągnięta siłami mięśni dwóch najemników płyta odskoczyła z metalicznym trzaskiem odsłaniając blok konwektora słonecznego nowej generacji ukrytego pod pancerzem w tylnej częsci korpusu drona. Zawieszony na hydraulicznych wysięgnikach, w czasie przestoju wysuwany był ponad grzbiet drona ładując za pomocą energii słonecznej akumulatory ADRB-a.
- Kurwa, nienaruszony konwektor! - wrzasnął jeden z podwładnych Prestona - Zajebiście, za taki towar opłacało się wypruć cały magazynek!
- Nie pierdol, tylko go wyciągaj! - warknął dowódca szajki prezentując nieprzyjemny grymas, który w połączeniu z rozbitym nosem przydawał mu wyjątkowo paskudnego wyrazu - Chcę go mieć w Jeepie, zanim tu przyjedzie Sutherland i reszta tych dupków!
Strofowany mężczyzna wymamrotał coś pod nosem pochylając się nad gniazdem konwektora, ale jego słowa utonęły nagle w cichym syku sprężonego powietrza.
Powietrze przeszył przeraźliwy wrzask wydarty z ludzkich gardeł, wibrujący nutą namacalnego przerażenia. Z gniazda konwektora buchnęły kłęby cuchnących cierpko oparów, które w mgnieniu oka zasnuły ciemnożółtą kurtyną wierzchnią część drona wyciągając lepkie języki w kierunku ulicy.
- Gaz! - zawył na całe gardło Preston upuszczając swój karabin w desperackiej próbie odskoczenia od robota - Gaaaz!
Jeden z najemników zeskoczył z korpusu drona biegnąc wprost na Kennedy'ego. Preston wrzasnął mimowolnie i rzucił się w bok umykając przed wyciągniętymi ku sobie rękami człowieka. Twarz mężczyzny zdawała się topić, skóra znikała zżerana toksycznym gazem odsłaniając krwiste połacie tkanki i połyskliwe kości. Ludzki skowyt przybrał jeszcze wyższego tonu, po czym przeszedł znienacka w gulgotliwe charczenie. Nieszczęśnik wbił sobie palce w oczodoły, z których wypłynęły stopione kwasem gałki oczne, upadł na brzuch drgając konwulsyjnie w przedśmiertnym spazmie.
- Jezu miłosierny! - wrzeszczał wstrząśnięty Preston wbijając wzrok w widoczną zza żółtawych oparów nogę drugiego mężczyzny, targaną podobnymi drgawkami i stukającą rytmicznie butem w pancerną osłonę korpusu drona - Sammy?!
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że nie popsułem sielankowej atmosfery po wykończeniu arany de hierro? Przykra prawda jest taka, że Moloch radzi sobie coraz lepiej w zastawianiu na ludzi wymyślnych pułapek. Gaz szybko się rozejdzie w powietrzu i po kilku minutach nie będzie już stanowił zagrożenia, ale dla dwóch jego ofiar i tak już za późno na pomoc. Sam konwektor na pewno jest wiele warty, więc jeśli ktoś nadal chce go spróbować zdemontować, zapraszam.
Zawiesiwszy karabiny na ramionach najemnicy z Patriota zaczęli przyglądać się dokładniej swej zdobyczy, kopiąc czubkami podkutych butów w masywne obudowy automatycznych działek i szarpiąc za ruchome płyty pancerza w nadziei na odgięcie ich i dobranie się do ukrytej pod spodem elektroniki.
Jakaś ciągnięta siłami mięśni dwóch najemników płyta odskoczyła z metalicznym trzaskiem odsłaniając blok konwektora słonecznego nowej generacji ukrytego pod pancerzem w tylnej częsci korpusu drona. Zawieszony na hydraulicznych wysięgnikach, w czasie przestoju wysuwany był ponad grzbiet drona ładując za pomocą energii słonecznej akumulatory ADRB-a.
- Kurwa, nienaruszony konwektor! - wrzasnął jeden z podwładnych Prestona - Zajebiście, za taki towar opłacało się wypruć cały magazynek!
- Nie pierdol, tylko go wyciągaj! - warknął dowódca szajki prezentując nieprzyjemny grymas, który w połączeniu z rozbitym nosem przydawał mu wyjątkowo paskudnego wyrazu - Chcę go mieć w Jeepie, zanim tu przyjedzie Sutherland i reszta tych dupków!
Strofowany mężczyzna wymamrotał coś pod nosem pochylając się nad gniazdem konwektora, ale jego słowa utonęły nagle w cichym syku sprężonego powietrza.
Powietrze przeszył przeraźliwy wrzask wydarty z ludzkich gardeł, wibrujący nutą namacalnego przerażenia. Z gniazda konwektora buchnęły kłęby cuchnących cierpko oparów, które w mgnieniu oka zasnuły ciemnożółtą kurtyną wierzchnią część drona wyciągając lepkie języki w kierunku ulicy.
- Gaz! - zawył na całe gardło Preston upuszczając swój karabin w desperackiej próbie odskoczenia od robota - Gaaaz!
Jeden z najemników zeskoczył z korpusu drona biegnąc wprost na Kennedy'ego. Preston wrzasnął mimowolnie i rzucił się w bok umykając przed wyciągniętymi ku sobie rękami człowieka. Twarz mężczyzny zdawała się topić, skóra znikała zżerana toksycznym gazem odsłaniając krwiste połacie tkanki i połyskliwe kości. Ludzki skowyt przybrał jeszcze wyższego tonu, po czym przeszedł znienacka w gulgotliwe charczenie. Nieszczęśnik wbił sobie palce w oczodoły, z których wypłynęły stopione kwasem gałki oczne, upadł na brzuch drgając konwulsyjnie w przedśmiertnym spazmie.
- Jezu miłosierny! - wrzeszczał wstrząśnięty Preston wbijając wzrok w widoczną zza żółtawych oparów nogę drugiego mężczyzny, targaną podobnymi drgawkami i stukającą rytmicznie butem w pancerną osłonę korpusu drona - Sammy?!
Wątek techniczny
Mam nadzieję, że nie popsułem sielankowej atmosfery po wykończeniu arany de hierro? Przykra prawda jest taka, że Moloch radzi sobie coraz lepiej w zastawianiu na ludzi wymyślnych pułapek. Gaz szybko się rozejdzie w powietrzu i po kilku minutach nie będzie już stanowił zagrożenia, ale dla dwóch jego ofiar i tak już za późno na pomoc. Sam konwektor na pewno jest wiele warty, więc jeśli ktoś nadal chce go spróbować zdemontować, zapraszam.
Leon uznał że lepiej pozostać w wozie,toteż nie wysiadał z kabiny.Wsłuchiwał się w radio próbując poskładać fragmenty komunikatu do kupy.Na szczęscie była to stosunkowa prosta wiadomośc wiec,jak mu się zdawało,wiekszość zrozumiał.Patrząc na miotającego obelgi radiooperatora wspominał jak nieraz klął i walił kluczem po wozie,zeby to diabelstwo ruszylo.Z zamyslenia wyrwaly go dzikie wrzaski i skowyt od strony mechanicznego pająka.ze zdumieniem ujrzał gęsty opar unoszący się nad mechanoidem.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad