Odrapany wóz Leona wtoczył się za konwojem do centrum Princeton,ustawiając sie koło sobie juz znanych wozów,pickupa i czarnego forda.Silnik zgasł,zazgrzytały zawiasy i nieco zakurzony kierowca wynurzył sie z pojazdu mrużąc oczy i rozgladając sie po zapchanym placu.W życiu nie widział tak licznej zbieraniny pod bronią.Wyciągnął swój podręczny bagaż,otrzepał się i sierował sie w stronę pickupa.
-Zdaje się że szykuje się niezły burdel-
Spojrzał na siedzącego przy wozie:
-Idz szukać pestek,jestem spłukany,popilnuje-
PBF - Podstępna rubież
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
- Dobra Leon, skoro zostajesz rzuć okiem na pikupa. My zaś Panowie chodźmy na zakupy. Jack wisisz mi 18 kapsli, to dobry moment by mi je oddać.
Techniczny:
Chcę się rozejrzeć wśród najemników i popytać, może któryś mi opchnie kamizelkę kevlarową + ew. hełm (chciałbym taką za 2 pancerza oprócz tnących, to chyba cywilna). Jak nie będzie to trudno, jakby mieli katanę też spróbuje ją kupić.
Techniczny:
Chcę się rozejrzeć wśród najemników i popytać, może któryś mi opchnie kamizelkę kevlarową + ew. hełm (chciałbym taką za 2 pancerza oprócz tnących, to chyba cywilna). Jak nie będzie to trudno, jakby mieli katanę też spróbuje ją kupić.
Ostatnio zmieniony 19 kwietnia 2012, 18:15 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Jack wyszczerzył żeby do pamiętliwego Paula i wyciągnął zza pazuchy metalowe przedmioty. Przeliczył powoli i wybierając co ładniejsze podał na wyciągniętej ręce.
- To jesteśmy kwita, dzięki za pożyczkę i załatwienie kulek. Poszukajmy jakichś ciekawostek...
Skoro szykuje się większa rozróba, również chętnie rozejrzę się za czymś na grzbiet i ochronę uszu przed psami
- To jesteśmy kwita, dzięki za pożyczkę i załatwienie kulek. Poszukajmy jakichś ciekawostek...
Skoro szykuje się większa rozróba, również chętnie rozejrzę się za czymś na grzbiet i ochronę uszu przed psami
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Princeton, 6 maja 2055
Zgromadzeni w Princeton ludzie przynależeli w większości do kilku paramilitarnych gangów, ale było wśród nich również wielu samotnych strzelców, skuszonych wizją ekspedycji organizowanej przez młodego Sutherlanda. Już sama włóczęga po centrum miasta wystarczyła, by kurierzy pojęli w całej rozpiętość wizję przedsięwzięcia, tym samym zaś jasne stało się, dlaczego baron zgromadził w Princeton zmotoryzowaną armię.
- Mówię wam, to będą dobre żniwa - oświadczył z niezrozumiałą pewnością siebie zaniedbany włóczęga w obdartym stroju, noszący na plecach kontrastujący z całokształtem osoby automatyczny karabin, błyszczący czystością - Nikt dotąd nie ruszał Lexington, przynajmniej nikt z Federacji. To cholernie duże miasto, zawalone gamblami. Wywieziemy stamtąd fortunę.
- Kto wywiezie, ten zarobi - wtrącił kucający obok mężczyzna w blaszanym napierśniku domowej roboty, nadziewając na metalowy pręt złapanego gdzieś zdziczałego kota - Sutherland obiecał stałą stawkę dla najemnych kompanii, bez potrącania działek tych, którzy zginą, ale my będziemy mieli przejebane. Dam se łeb uciąć, że nas będą pchali przodem. Frajerzy zawsze mają przesrane.
- Sam jesteś frajer! - warknął obdartus odsłaniając w gniewnym grymasie poczerniałe pieńki zepsutych zębów - Ode mnie się odpierdol! Ja potrafię o siebie zadbać, szmaciarzu!
Gotowy do pieczenia zdobyczy na rożnie właściciel śmiecowej zbroi poderwał się z głośnym szczękiem postukujących o siebie elementów pancerza, ale zaraz cofnął dłoń od wiszącego przy pasie noża, ukucnął ponownie spoglądając w stronę nadchodzącego ulicą patrolu.
Pięciu niedbale ogolonych drabów sprawiałoby wrażenie zwykłych bandziorów, gdyby nie jednolita kolorystyka ich kuloodpornych kamizelek i czarnych chust na głowach. Wszyscy nosili na ramionach opaski w barwie krwistej czerwieni zdradzające przynależność do Czarnych Żmii, paramilitarnej bojówki walczącej regularnie pod rozkazami appalachańskich baronów. Kurierzy zdążyli się już zorientować, że to właśnie Czarne Żmije pełniły w Princeton rolę służb porządkowych; zauważyli też szybko, że najemnicy z konwoju z Peterstown wcale się z tego tytułu nie ucieszyli rozpoczynając wyważoną rywalizację ze Żmijami na wyzwiska oraz demonstracyjne obnoszenie się z bronią.
- Nie robić zadymy - oznajmił jeden z bojówkarzy spoglądając nie wieszczącym niczego dobrego wzrokiem na człowieka w blaszanej zbroi - Za kradzież obcięcie ucha, za napad lub zabójstwo stryczek. Pan Sutherland nie będzie się certolił z żadnymi leszczami, jasne?
Wątek techniczny
Sprawa zaczyna się powoli wyjaśniać. Wasz pryncypał szykuje tzw. żniwa - zbiorowy wyjazd na szabrowanie większego miasta. Tym razem padło na położony blisko trzysta mil na zachód Lexington, drugie co do wielkości przed Wojną miasto stanu Kentucky. Nigdy nie byliście w tamtych stronach, nie wiecie praktycznie nic na temat lokalnych społeczności czy specyficznych zagrożeń. Wieść niesie, przynoszona głównie przez wędrujących przez środkowe stany Indian, że to obszary skrajnie wyjałowione bronią chemiczną, silnie skażone różnymi nieprzyjaznymi ludziom środkami.
Aravenie, nikt nie zamierza rozstać się z kamizelką lub kataną (katany mówiąc szczerze nawet nigdzie na zauważyłeś), ale z boku rynku jest małe targowisko pełne złomu wszelakiego rodzaju. Jeśli chcecie się pobawić w gambling, możecie tam zajrzeć. Co więcej, otwiera się teraz pewne pole do popisu dla 8ART-a, ponieważ w takim skupisku ludzi na pewno przebywa mnóstwo chorych na rozmaite paskudztwa biedaków, więc odpowiednio się reklamując Ash na pewno będzie miał do 19.00 sporą menażerię potencjalnych klientów do obejrzenia.
Zgromadzeni w Princeton ludzie przynależeli w większości do kilku paramilitarnych gangów, ale było wśród nich również wielu samotnych strzelców, skuszonych wizją ekspedycji organizowanej przez młodego Sutherlanda. Już sama włóczęga po centrum miasta wystarczyła, by kurierzy pojęli w całej rozpiętość wizję przedsięwzięcia, tym samym zaś jasne stało się, dlaczego baron zgromadził w Princeton zmotoryzowaną armię.
- Mówię wam, to będą dobre żniwa - oświadczył z niezrozumiałą pewnością siebie zaniedbany włóczęga w obdartym stroju, noszący na plecach kontrastujący z całokształtem osoby automatyczny karabin, błyszczący czystością - Nikt dotąd nie ruszał Lexington, przynajmniej nikt z Federacji. To cholernie duże miasto, zawalone gamblami. Wywieziemy stamtąd fortunę.
- Kto wywiezie, ten zarobi - wtrącił kucający obok mężczyzna w blaszanym napierśniku domowej roboty, nadziewając na metalowy pręt złapanego gdzieś zdziczałego kota - Sutherland obiecał stałą stawkę dla najemnych kompanii, bez potrącania działek tych, którzy zginą, ale my będziemy mieli przejebane. Dam se łeb uciąć, że nas będą pchali przodem. Frajerzy zawsze mają przesrane.
- Sam jesteś frajer! - warknął obdartus odsłaniając w gniewnym grymasie poczerniałe pieńki zepsutych zębów - Ode mnie się odpierdol! Ja potrafię o siebie zadbać, szmaciarzu!
Gotowy do pieczenia zdobyczy na rożnie właściciel śmiecowej zbroi poderwał się z głośnym szczękiem postukujących o siebie elementów pancerza, ale zaraz cofnął dłoń od wiszącego przy pasie noża, ukucnął ponownie spoglądając w stronę nadchodzącego ulicą patrolu.
Pięciu niedbale ogolonych drabów sprawiałoby wrażenie zwykłych bandziorów, gdyby nie jednolita kolorystyka ich kuloodpornych kamizelek i czarnych chust na głowach. Wszyscy nosili na ramionach opaski w barwie krwistej czerwieni zdradzające przynależność do Czarnych Żmii, paramilitarnej bojówki walczącej regularnie pod rozkazami appalachańskich baronów. Kurierzy zdążyli się już zorientować, że to właśnie Czarne Żmije pełniły w Princeton rolę służb porządkowych; zauważyli też szybko, że najemnicy z konwoju z Peterstown wcale się z tego tytułu nie ucieszyli rozpoczynając wyważoną rywalizację ze Żmijami na wyzwiska oraz demonstracyjne obnoszenie się z bronią.
- Nie robić zadymy - oznajmił jeden z bojówkarzy spoglądając nie wieszczącym niczego dobrego wzrokiem na człowieka w blaszanej zbroi - Za kradzież obcięcie ucha, za napad lub zabójstwo stryczek. Pan Sutherland nie będzie się certolił z żadnymi leszczami, jasne?
Wątek techniczny
Sprawa zaczyna się powoli wyjaśniać. Wasz pryncypał szykuje tzw. żniwa - zbiorowy wyjazd na szabrowanie większego miasta. Tym razem padło na położony blisko trzysta mil na zachód Lexington, drugie co do wielkości przed Wojną miasto stanu Kentucky. Nigdy nie byliście w tamtych stronach, nie wiecie praktycznie nic na temat lokalnych społeczności czy specyficznych zagrożeń. Wieść niesie, przynoszona głównie przez wędrujących przez środkowe stany Indian, że to obszary skrajnie wyjałowione bronią chemiczną, silnie skażone różnymi nieprzyjaznymi ludziom środkami.
Aravenie, nikt nie zamierza rozstać się z kamizelką lub kataną (katany mówiąc szczerze nawet nigdzie na zauważyłeś), ale z boku rynku jest małe targowisko pełne złomu wszelakiego rodzaju. Jeśli chcecie się pobawić w gambling, możecie tam zajrzeć. Co więcej, otwiera się teraz pewne pole do popisu dla 8ART-a, ponieważ w takim skupisku ludzi na pewno przebywa mnóstwo chorych na rozmaite paskudztwa biedaków, więc odpowiednio się reklamując Ash na pewno będzie miał do 19.00 sporą menażerię potencjalnych klientów do obejrzenia.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Weszli w tłum. Dwie setki nieogolonych i nieumytch ciał darły się, rozmawiały, otwierały puszki z żarciem dla kotów, ktoś oddawał na uboczu potrzeby fizjologiczne. Kilku gości popijało samogon z brudnej butelki, a jakiś typek wdychał łapczywie powietrze z foliowej siatki. Rozpreżenie najemników było widoczne.
- Trzymajmy się razem. W takim tłumie nabuzowanych gości niełatwo o zadymę. - Znacząco wskazał na gościa trachającego klej, czy jakieś inne chemiczne świństwo.
Wątek techniczny
W miarę możliwości chciałbym zaopatrzeć się w amunicję do strzelającego arsenału. Co mogę kupię, resztę spróbuje spłacić usługami medycznymi: usuwaniem czyraków, swędzących wysypek, tudzież doszywaniem uszu odgryzionych przez bezpańskie pieski;)
Keth, mam nadzieję, że nie zagalopowałem się z kolorytem obozowiska;)
- Trzymajmy się razem. W takim tłumie nabuzowanych gości niełatwo o zadymę. - Znacząco wskazał na gościa trachającego klej, czy jakieś inne chemiczne świństwo.
Wątek techniczny
W miarę możliwości chciałbym zaopatrzeć się w amunicję do strzelającego arsenału. Co mogę kupię, resztę spróbuje spłacić usługami medycznymi: usuwaniem czyraków, swędzących wysypek, tudzież doszywaniem uszu odgryzionych przez bezpańskie pieski;)
Keth, mam nadzieję, że nie zagalopowałem się z kolorytem obozowiska;)