ZC - Tajemnica Domu Westonów

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 29 marca 2012, 18:30

Apartament Prezydencki hotelu Miscatonic, Arham, 20 listopada 1920

- Panie Hutchinson.Podjąłbym próbę rozwiązania tej sytuacji dużo wcześniej. Byłem jednak pochłonięty innymi sprawami w Teksasie. Dużo bardziej ważnymi rzeczami, przy której sprawa tajemniczego domu odziedziczonego po równie enigmatycznym kuzynie Westonie zdawała się bardzo błahą. - Wyjaśnił zdawkowo Corbitt, zamyślił się na chwilę, przyglądając się beznamiętnie cygarowemu dymowi wypuszczonemu z ust. Wypił do dna niemal pół szklaneczki whisky, złożył dłonie podobnie jak do modlitwy i przemówił ponownie:

- Tak jak zaznaczyłem już wcześniej, jestem w stanie ponieść koszta nieprzewidzianych komplikacji, w granicach zdrowego rozsądku. A jeżeli sprawa zostanie w miarę szybko i definitywnie rozwiązana przemyślę kwestie Waszej premii. Zapewniam, nie będziecie czuć się poszkodowani. Co do kwestii poprzednich lokatorów, będę mógł Wam dać listę jutro rano. Możecie sprawdzić co wiedzą. Z pewnością informacje z pierwszej ręki mogą być kluczowe. Mój człowiek Jessie przyniesie jutro rano listę do Pańskiego biura. Klucze do domu mogę Wam wręczyć za chwilę. Alexandrze jak mniemam znasz adres. - Bibliotekarz kiwnął głową twierdząco. Corbitt kontynuował. - W na wypadek jakichkolwiek kłopotów wypiszę Wam upoważnienie do wizytacji domu.

Paul od dłuższego czasu wiercił się w fotelu, chcąc zadać pytanie. Nie chciał jednak być nieuprzejmy i niecierpliwie czekał. W końcu nadarzyła się okazja:

- Mam pytanie Panie Corbitt, czy wynajmem domu zajmował się pan osobiście czy zrobił pan to przez specjalna agencje, lub wyznaczonego człowieka? Chodzi mi o osoby odpowiedzialne za remonty, rachunki, skargi na sąsiadów.

Walter dokończył kolejną szkalneczkę scotcha i pospieszył z odpowiedzią, być może nie taką jakiej oczekiwał dziennikarz:

- Wie pan co? Wynjamem domu zajmuje się współwłaścicielka nieruchomości, moja krewniaczka Pani Brendi. Ja osobiście byłem ostatni raz w Arkham dobre dwadzieścia lat temu. Laureen zaaranżowała wszystko po egzekucji testamentu Westona i to ile mi wiadomo poprzez agenta. Proszę jej spytać o szczegóły. Natomiast jeśli chodzi o skargi sąsiadów to jedyne jakie kiedykolwiek słyszałem dotyczyły jeszcze poprzedniego właściciela: Roberta Westona. Nie znam jednak żadnych szczegółów i nawet nie domyślam się gdzie możnaby znaleźć jakieś dane na ten temat, jeśli Panowie uważają, że taka wiedza jest niezbędna.
Życzę Panom powodzenia. Wasz sukces będzie pracował także dla mnie. Panowie o ile wybaczą, chciałbym jeszcze zamienić słowo z krewniakiem.

Corbitt wstał i leciutko zataczając się, odciągnął Alexa na bok. W oddechu mężczyzny czuć wyraźnie było zapach alkoholu i cygar. W końcu w trakcie długiego wieczora opróżnili dwu pintową butelkę whisky i wszyscy mieli już trochę w czubie. Starzec swym pytaniem wprowadził Alexa w conajmniej zdumienie:

- Aleksandrze, czy też masz ochotę na jakieś rozrywki z paniami. Jest tu jakiś dobry burdel?

Pytanie w swej intencji miało dotrzeć tylko do uszu bibliotekarza, lecz będąc podpitym Corbitt niemal je wykrzyczał do ucha krewniaka. Paul zakrztusił resztką whisky, a Willowi niemal wypadło cygaro z ust.


Wątek techniczny

Na koniec taka mała wstawka rodzajowa na rozluźnienie atmosfery, a mająca także oddać nieco chcarkter Waszego zleceniodawcy. Czy któryś z badaczy ewentulanie śpieszy z odpowiedzią? Wygląda na to, że stary kaleka jeszcze ma niemało siły w lędźwiach, albo chociaż na takie miano pretenduje.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 marca 2012, 14:36

Biuro Williama Hutchinsona, Arkham, ranek 21 listopada 1920

Świadomość wracała do Wiliama Hutchinsona potężnym dudnieniem w głowie. Detektyw spróbował przełknąć ślinę, ale czuł w ustach jedynie ohydny smak cygar i pitej wczoraj whisky, bourbona i Bóg jeden tylko wie czego jeszcze. Powoli dotarło do niego, że dudnienie w bolącej jak diabeł głowie, to nic innego jak dość nachalne pukanie do drzwi. Zaschnięte powieki Hutchinsona otwarły się z trudem. Był w w swoim gabinecie. Ciało podniosło się z największym trudem znad biurka. Dostrzegł Paula i Alexa przedstawiających obraz nędzy i rozpaczy. Dziennikarz drzemał w dziwnej pozycji na fotelu pochrapując cicho i tuląc się do pustej butelki, a Alex leżał wpół na sofie, wpół na podłodze, pozbawiony koszuli, lecz wciąż z krawatem związanym na szyi w perfekcyjnego windsora. Hutchinson ruszył w stronę drzwi wciąż jeszcze zataczając się i potrącając tu i uwdzie leżące na podłodze przedmioty. W końcu po chwili, która zdawała się wiecznością, przekręcił klucz i otworzył drzwi.

Przed gabinetem stał Jessie, który zresztą odwiedził już raz biuro detektywa. Wielki jak dąb Teksańczyk uśmiechnął się tylko z politowaniem, bez słowa wręczył Williamowi grubą kopertę, po czym odwrócił się i odszedł. Hutchinson dziękował Bogu, że nie musiał odbyć z wysłannikiem Corbitta rozmowy. Chyba zbytnio nie był w stanie. Wrócił na krzesło za biurkiem i zasnął w mgnieniu oka...


Wątek techniczny

Pozwoliłem sobie ruszyć akcję do przodu. Zabalowaliście z Corbittem niemal do białego rana. Czeka was ewentualna rekonstrukcja wydarzeń, bo całości nie pamiętacie.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 30 marca 2012, 14:44

Bar White Sparrow, wczesne popołudnie 21 listopada 1920

Trzech mężczyzn jadło późny brunch bez wyraźnego apetytu. Kelenerka podchodziła co chwilę i dolewała kolejną dawkę kawy do filiżanek. Na stole przed mężczyznami leżała kartka z lakoniczną informacją o najemcach domu Corbitta. Paul popijał kawę i beznamiętnie bawił się serwetką, w końcu przerwał ciszę:

- Do diabła, jak mnie łeb boli... Wczoraj straciłem chyba z piętnaście dolców na drinki.

- Ja straciłem koszule, nawet nie wiem gdzie... - cicho odrzekł Alex, porawiając ciut za dużą koszulę, pożyczoną od Williama trochę wcześniej. William wtrącił się zbolałym głosem:

- Jak to nie pamiętasz? Zostawiłeś ją chyba w Malibu Lights jak mi się zdaje, po tym jak szarpaliśmy się z tymi elegancikami z Philadelphii.

William jak przez mgłę, pamiętał, zajście z klubu nocnego. Kilku podchcmielonych fagasów poczęło się naśmiewać z "wieśniaków z prowincji". Urażona duma przyjaciół nie wytrzymała. Doszło do szarpaniny. Ktoś rozdarł koszulę Aleksa niemal na pół. Mafijni wykidajło rozdzielili pijanych mężczyzn i delikatnie, acz stanowczo wyprosili z klubu. Ale jak znaleźli się w biurze detektywa, tego już nie pamiętał.

- Chyba się musimy jakoś do tego zabrać Panowie - wskazał na kartkę Paul.

- Może obejrzymy ten dom wpierw? - zasugerował detektyw. Bibliotekarz począł sprawdzać raptownie kieszenie spodni i płaszcza.

- Pięknie. Klucze do domu Westona też gdzieś zgubiłem. Dobrze, że chociaż swoje są na miejscu. Wuj ma duplikaty, ale nie będę go dziś nachodził. Pewnie nie ma dziś zbyt dobrego samopoczucia.


Wątek techniczny

No to jak Panowie zabieracie się za śledztwo? Macie listę najemców i dane agenta nieruchomości. Być może da Wam to dostęp do informacji z pierwszej ręki. Klucze do domu póki co przepadły, (nieudany rzut na szczęście z wynikiem 79) ale są spokojnie do odzyskania - wuj ma duplikaty. Sugeruje Wam burze mózgów w barze, którą możecie poprowadzić zarówno w wątku fabularnym jak i technicznym. Czekam na wasze pomysły i deklaracje.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 31 marca 2012, 07:33

Wątek techniczny:

Po pierwsze trzeba sprawdzić poprzednich mieszkańców domu.
Ciekawią mnie szczególnie ci co wytrzymali dwa lata. Trzeba się dowiedzieć czy są w Arkhem.

Po drugie trzeba pogadać z pośrednikiem. Mieszkańcy domu musieli się żalić zanim się wyprowadzali. My musimy się dowiedzieć co było przyczyną.

Po trzecie
, sąsiedzi. Trzeba z nimi pogadać. W zasadzie to oni mogą być przyczyną wyprowadzek, a jeśli nie to ich wścibstwo może rzucić nieco światła na sprawę.

Po czwarte jak tylko odnajdziemy klucze :), warto zasymilować, że wprowadzamy się do domu. Pozwiedzamy dom, wniesiemy kilka waliz. Zobaczymy co się stanie.[/color]
Ostatnio zmieniony 31 marca 2012, 07:45 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
czegoj
Site Admin
Reactions:
Posty: 3844
Rejestracja: 18 listopada 2008, 23:34
Has thanked: 5 times
Been thanked: 11 times
Kontakt: