- Ufff, Pomiot Horrora, sporo ich idzie. Trza się zbierać w troki gdy tyłek jeszcze cały.
Fauval ze stęknięciem zdjął z siebie kolczugę, usiadł na chwilę w cieniu lasu i opatrzył swe rany (umiejętność leczenie). Następnie znów założył pancerz i zabrał się za pomaganie innym rannym.
O ile dobrze mi się wydaje to mam 39 ran, a nie 44. Jak tam z możliwością zdrowienia? Zdążę chociaż jeden test wykonać?
Edit Araven: Załóżmy, że po leczeniu masz 34 nie 44 - bardzo udane użycie leczenia (1xdziennie). Co do testów zdrowienia patrz niżej, zadeklaruj proszę czy zostajesz z Darionem, czy ratując siebie odjeżdżasz z konnymi do stanicy? W razie zostania z Darionem uchodzicie w las, by was zagony Alerów nie ogarnęły bo wkrótce pewnie sie tu zjawią Co do obrażeń ja liczę i te z ran zadanych brobnią i te z wyczerpania za używanie uniku 1 pkt. za każdy unik, za drugi atak 2 pkt. żyw, mnie wyszło 44 ale zrobimy jak wyżej masz 34 po leczeniu.
PBF - Travarskie pogranicze
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Techniczny:
Co do zdrowienia - jako adepci macie możliwość wykonywania tzw. testów zdrowienia - wymaga to minumum 1 minuty medytacji, macie dwa albo 3 takie testy co zależy od Waszej żywotności - na kartach sprawdźcie. Technicznie sugeruje by każdy opisał swoją medytację w trakcie zdrowienia z wykorzystaniem elementów rytuału karmicznego (sam rytuał macie opisany przy Dyscyplinie waszego herosa). Im lepszy opis zrobicie i przedstawicie tym silniejsze efekty zdrowienia uzyskacie od MG
. Testy zdrowienia to taka jakby ograniczona regeneracja. Każdy ma także 3 mikstury leczenia silne az 12 stopni czyli 2k10 obrażeń leczą oraz dodatkowo 1 ciężką ranę, na razie nikt takowej rany nie otrzymał. Mikstury radzę zachować na później na razie testów zdrowienia użyć, ale Wasza wola.
Co do zdrowienia - jako adepci macie możliwość wykonywania tzw. testów zdrowienia - wymaga to minumum 1 minuty medytacji, macie dwa albo 3 takie testy co zależy od Waszej żywotności - na kartach sprawdźcie. Technicznie sugeruje by każdy opisał swoją medytację w trakcie zdrowienia z wykorzystaniem elementów rytuału karmicznego (sam rytuał macie opisany przy Dyscyplinie waszego herosa). Im lepszy opis zrobicie i przedstawicie tym silniejsze efekty zdrowienia uzyskacie od MG
Ostatnio zmieniony 13 stycznia 2012, 09:33 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Gdy przygotowania do zwiadu nadal trwały Darion wymknął się w głąb lasu. Szedł tak długo aż przestał słyszeć dźwięki dochodzące z obozowiska. Przysiadł w wykrocie powalonego burzą wiatrołomu. W cieniu sterczących pionowo korzeni człowiek pogrążył się w medytacji. Oddech wyrównał się, a zmysły wyostrzyły. Szum otoczenia rozdzielił się na pojedyncze dźwięki. Nieopodal jakiś mały drapieżnik przekradał się szukając zdobyczy zwietrzywszy człowieka wycofał się cicho.
W myślach Dariona pojawiła się wizja zdarzenia, która nawiedzało go i prześladowało od wielu lata.
"Młody człowiek w ciemnym korytarzu starożytnego kaeru. Przed nim jego mistrz T'skrang pracuje nad niebezpieczną kompleksową pułapką wrót skarbca. W tle stoi piątka pozostałych poszukiwaczy przygód. Jeden z nich obiecuje T'skrangowi większe udziały w skarbie jak poradzi sobie z pułapką.
Nagle coś idzie nie tak. Otwiera się zapadnia i złodziej znika w jej czeluściach, wrota do komnaty zaczynają się opuszczać, a z ścian sycząc wlatują kłęby zielonkawego gazu.
Piątka ucieka mimo nawoływań młodego człowieka, że trzeba ratować T'skranga. Jeden z nich, troll, obraca się i szyderczo mówi, że takiego kiepskiego złodzieja nie warto ratować. Uciekli wszyscy. Młody człowiek dusząc się i dławiąc zagląda do zapadni. Na jej głębokim dnie leży mistrz, jego noga jest nienaturalnie wygięta. T'skrang spokojnym głosem mówi, że to już ostatnia lekcja młodego złodzieja. Nikomu nie ufać. Złodziej może mieć wielu "przyjaciół", ale zawsze umiera samotnie. Każe uciekać uczniowi. Młody człowiek niechętnie opuszcza komnatę słysząc ostatnie słowa "Darionie nikomu nie ufaj. Nigdy!"".
Echo dawnych słów nadal brzmi w głowie.
-Nie zaufam mistrzu - powiedział do siebie, a kropla potu spłynęła po jego skroni.
Darion wstał i jak drapieżnik podchodzi zwierzynę on począł skradać się do obozowiska.
Wątek techniczny:
Wykorzystuję test zdrowienia.
W myślach Dariona pojawiła się wizja zdarzenia, która nawiedzało go i prześladowało od wielu lata.
"Młody człowiek w ciemnym korytarzu starożytnego kaeru. Przed nim jego mistrz T'skrang pracuje nad niebezpieczną kompleksową pułapką wrót skarbca. W tle stoi piątka pozostałych poszukiwaczy przygód. Jeden z nich obiecuje T'skrangowi większe udziały w skarbie jak poradzi sobie z pułapką.
Nagle coś idzie nie tak. Otwiera się zapadnia i złodziej znika w jej czeluściach, wrota do komnaty zaczynają się opuszczać, a z ścian sycząc wlatują kłęby zielonkawego gazu.
Piątka ucieka mimo nawoływań młodego człowieka, że trzeba ratować T'skranga. Jeden z nich, troll, obraca się i szyderczo mówi, że takiego kiepskiego złodzieja nie warto ratować. Uciekli wszyscy. Młody człowiek dusząc się i dławiąc zagląda do zapadni. Na jej głębokim dnie leży mistrz, jego noga jest nienaturalnie wygięta. T'skrang spokojnym głosem mówi, że to już ostatnia lekcja młodego złodzieja. Nikomu nie ufać. Złodziej może mieć wielu "przyjaciół", ale zawsze umiera samotnie. Każe uciekać uczniowi. Młody człowiek niechętnie opuszcza komnatę słysząc ostatnie słowa "Darionie nikomu nie ufaj. Nigdy!"".
Echo dawnych słów nadal brzmi w głowie.
-Nie zaufam mistrzu - powiedział do siebie, a kropla potu spłynęła po jego skroni.
Darion wstał i jak drapieżnik podchodzi zwierzynę on począł skradać się do obozowiska.
Wątek techniczny:
Wykorzystuję test zdrowienia.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Wątek techniczny.
Darion leczy jednym testem zdrowienia razem z premią od MG za klimatyczny opis wszystkie swoje obrażenia. Krasnolud pierwszym testem może wyleczyć 11 obrażeń, drugim 8, trzecim pozostałe. Goldhart takoż premiowa kość zdrowienia od MG otrzymał i za jednym testem zdrowienia do pełni sił wrócił. Aktualnie Darion i Goldhart mają po 2 testy zdrowienia do wykorzystania, a krasnolud ma jeden test. Po przespaniu minimum 6 godzin nastepnego dnia odzyskacie testy zdrowienia jakie wam przysługują. Ilość potrzebnych do wyleczenia testów wszyscy Adepci zdołali zmniejszyć opisując medytację w sposób jakoś związany z ich Dyscyplinami, co da mu ode mnie kość narracyjną od MG wzmacniającą efekt zdrowienia. Zakladam, że wszyscy uczestnicza w zwiadzie, jak Ktoś odjechał proszę to zadeklarować. Macie żywność i wodę na jakieś 3 dni
VIII dzień miesiąca Strassa (początek zimy na razie łagodnej) 401 rok po Pogromie.
Około 10 rano, krajobraz po bitwie. Ambegen wycofał swoich Ludzi do stanicy w Erwie. Wy zapadliście w lasy. Jako zaprawieni w bojach i doświadczeni awanturnicy, zdolaliście uniknac wykrycia jak na razie. Za ludźmi Ambegena ruszyły jakieś 4 setki konnych. Zaś zwiadowcy Srebrnych Alerów, kręcą się po okolicy. Ci nie przypominają łupieżców a regularne wojsko raczej, są lepiej i bardziej jednolicie uzbrojeni od bandy z jaką walczyliście kilka godzin wcześniej. Jak na razie ustaliliście, że główne siły Alerów rozbiły się wokół wzgórza z menhirami. Alerowie rozpoczeli tam jakieś prace ziemne, być może fortyfikują to miejsce, albo czegos szukają. Po kilku godzinach, bliżej wieczora w okolice wzgórza zaczęły ściagać coraz liczniejsze watahy przeważnie dwunożnych zwierzoludzi, ich cechą wspólną jest rudawa lub brunatna barwa i wiele psich cech, wiekszość ma psie lub psopodobne paszcze i łapy. Kieruje nimi instynkt i żądza mordu, grupy mają różną liczebność, ale ściągają coraz liczniej jakby coś je tutaj wabiło... Licząca kilka osobników grupka wykryła was ale szybko zginęła od waszych strzal i ostrzy, ubiliście we dwóch siedmiu psowatych w dwóch osobnych starciach, nie odnosząc obrażeń. To ich na pograniczu, nazywa się złotymi Alerami, bardziej pasowała by nazwa rudymi. Srebrno Alerowie też muszą walczyć i to coraz częściej. Byliście także świadkami walki widzianej juz przez was grupy ponad 30-stu kozłoludów pod wodzą minotaura z około 50 psowatymi Alerami. Kozłoludy zdecydowanie zwyciężyły a dw topór minotaura siał spustoszenie wsród psowatych, wielu niemalże przecinając na pół. Pomagacie którejś z trzech stron tego konfliktu? Co robicie?
Darion leczy jednym testem zdrowienia razem z premią od MG za klimatyczny opis wszystkie swoje obrażenia. Krasnolud pierwszym testem może wyleczyć 11 obrażeń, drugim 8, trzecim pozostałe. Goldhart takoż premiowa kość zdrowienia od MG otrzymał i za jednym testem zdrowienia do pełni sił wrócił. Aktualnie Darion i Goldhart mają po 2 testy zdrowienia do wykorzystania, a krasnolud ma jeden test. Po przespaniu minimum 6 godzin nastepnego dnia odzyskacie testy zdrowienia jakie wam przysługują. Ilość potrzebnych do wyleczenia testów wszyscy Adepci zdołali zmniejszyć opisując medytację w sposób jakoś związany z ich Dyscyplinami, co da mu ode mnie kość narracyjną od MG wzmacniającą efekt zdrowienia. Zakladam, że wszyscy uczestnicza w zwiadzie, jak Ktoś odjechał proszę to zadeklarować. Macie żywność i wodę na jakieś 3 dni
VIII dzień miesiąca Strassa (początek zimy na razie łagodnej) 401 rok po Pogromie.
Około 10 rano, krajobraz po bitwie. Ambegen wycofał swoich Ludzi do stanicy w Erwie. Wy zapadliście w lasy. Jako zaprawieni w bojach i doświadczeni awanturnicy, zdolaliście uniknac wykrycia jak na razie. Za ludźmi Ambegena ruszyły jakieś 4 setki konnych. Zaś zwiadowcy Srebrnych Alerów, kręcą się po okolicy. Ci nie przypominają łupieżców a regularne wojsko raczej, są lepiej i bardziej jednolicie uzbrojeni od bandy z jaką walczyliście kilka godzin wcześniej. Jak na razie ustaliliście, że główne siły Alerów rozbiły się wokół wzgórza z menhirami. Alerowie rozpoczeli tam jakieś prace ziemne, być może fortyfikują to miejsce, albo czegos szukają. Po kilku godzinach, bliżej wieczora w okolice wzgórza zaczęły ściagać coraz liczniejsze watahy przeważnie dwunożnych zwierzoludzi, ich cechą wspólną jest rudawa lub brunatna barwa i wiele psich cech, wiekszość ma psie lub psopodobne paszcze i łapy. Kieruje nimi instynkt i żądza mordu, grupy mają różną liczebność, ale ściągają coraz liczniej jakby coś je tutaj wabiło... Licząca kilka osobników grupka wykryła was ale szybko zginęła od waszych strzal i ostrzy, ubiliście we dwóch siedmiu psowatych w dwóch osobnych starciach, nie odnosząc obrażeń. To ich na pograniczu, nazywa się złotymi Alerami, bardziej pasowała by nazwa rudymi. Srebrno Alerowie też muszą walczyć i to coraz częściej. Byliście także świadkami walki widzianej juz przez was grupy ponad 30-stu kozłoludów pod wodzą minotaura z około 50 psowatymi Alerami. Kozłoludy zdecydowanie zwyciężyły a dw topór minotaura siał spustoszenie wsród psowatych, wielu niemalże przecinając na pół. Pomagacie którejś z trzech stron tego konfliktu? Co robicie?
Ostatnio zmieniony 13 stycznia 2012, 21:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Jęknął opuszczając miecz i rozglądając się dookoła po pobojowisku. Z cichym sykiem schylił się powoli ku leżącym na ziemi ciałom starannie wycierając o odzienie poległych broń. Prostując się z trudem zaciskał zęby starając się nie doprowadzać do nadmiernego krwawienia odniesionych ran. Ciężkim krokiem powlókł się poprzez pobojowisko szukając dziewczyny. Odebrał od niej łuk skinieniem głowy dziękując za przechowanie, podszedł do wierzchowca trzymając się za rozciętą głowę. Z juków wyciągnął kilka przedmiotów, rzucił derkę na ziemię rozwijając ją kopniakiem i osunął się z głuchym jękiem.
Powoli rozwinął kawałek lnianego płótna, rozdarł zębami na kilka długich pasów i zawiązał prowizoryczne opatrunki. Cicho westchnąwszy ułożył się wygodnie na leżącej tkaninie, miecz ułożył na piersi i spoglądając w niebo powoli odpłynął w niebyt...
.[center]..ciemność...
...niosąca ukojenie rozedrganego umysłu...
...ciemność spowita ciepłem...
...obmywającym ciało delikatnym powiewem...
...wypełniona ciszą, obojętnością i żalem...
...i słowa...
...nie ma już nic...
...wypalone pole...
...na nim suchy krzew...
...targany mrocznymi wiatrami...
...tęsknie wypatruje kropli deszczu...
...usychając traci nadzieję...
...życie obok przemija...
...czas...
...czas jest wrogiem...
...nadchodzi koniec...
...i nie ma już nic...
...tylko wiatr na pustyni życia...
[/center]
...drgnął. Powieki uniosły się ku górze, w oczy wbił się promień zimnego słońca. Zaczerpnął głęboki oddech i podniósł się powoli walcząc z niemocą poranionego ciała. Rozejrzał się dookoła i podjął decyzję.
Nie wiem na ile pomoże w leczeniu medytacja, jak słabo, wypadałoby spożytkować miksturę leczącą. Do sprawnego włóczenia się po lesie na zwiadzie raczej potrzebna pełna kondycja.
Optuję za opcjami:
- Nie wdawać się w pomoc kozłoludziom, jakoś nie przekonało mnie ich obnoszenie się z głowami ludzi i nieludzi.
- Jeżeli warunki pozwolą przeczekać do zmroku i powoli wracać do stanicy.
- Możemy też pod osłoną nocy próbować podkraść się do wspomnianego miejsca budowy obozu/czegoś... Przy tej opcji można by "zasięgnąć języka"
Powoli rozwinął kawałek lnianego płótna, rozdarł zębami na kilka długich pasów i zawiązał prowizoryczne opatrunki. Cicho westchnąwszy ułożył się wygodnie na leżącej tkaninie, miecz ułożył na piersi i spoglądając w niebo powoli odpłynął w niebyt...
.[center]..ciemność...
...niosąca ukojenie rozedrganego umysłu...
...ciemność spowita ciepłem...
...obmywającym ciało delikatnym powiewem...
...wypełniona ciszą, obojętnością i żalem...
...i słowa...
...nie ma już nic...
...wypalone pole...
...na nim suchy krzew...
...targany mrocznymi wiatrami...
...tęsknie wypatruje kropli deszczu...
...usychając traci nadzieję...
...życie obok przemija...
...czas...
...czas jest wrogiem...
...nadchodzi koniec...
...i nie ma już nic...
...tylko wiatr na pustyni życia...
[/center]
...drgnął. Powieki uniosły się ku górze, w oczy wbił się promień zimnego słońca. Zaczerpnął głęboki oddech i podniósł się powoli walcząc z niemocą poranionego ciała. Rozejrzał się dookoła i podjął decyzję.
Nie wiem na ile pomoże w leczeniu medytacja, jak słabo, wypadałoby spożytkować miksturę leczącą. Do sprawnego włóczenia się po lesie na zwiadzie raczej potrzebna pełna kondycja.
Optuję za opcjami:
- Nie wdawać się w pomoc kozłoludziom, jakoś nie przekonało mnie ich obnoszenie się z głowami ludzi i nieludzi.
- Jeżeli warunki pozwolą przeczekać do zmroku i powoli wracać do stanicy.
- Możemy też pod osłoną nocy próbować podkraść się do wspomnianego miejsca budowy obozu/czegoś... Przy tej opcji można by "zasięgnąć języka"