PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Kryjówka spiskowców. Pokój jadalny. Hallador.
Czytając nakaz rady miejskiej i przysłuchując się słowom Gotmunda, blondyn spojrzał znad pergaminu po twarzach osób zakłócających spokój jego domowi:
-Nic nie wiem o żadnym napadzie na Wasze czcigodne osoby, i żadnego udziału w takim procederze nigdy nie brałem i tu daję słowo szlacheckie, a co do tego gdzie się wybrali wiem tylko, że udali się do portu a dalej nawet nie pytałem, nie moja sprawa. I czy w tej sytuacji mogę wrócić już do swych przyjaciół i spokojnie zjeść posiłek w moim domu?
Blondyn złożył pergamin i oddał go w ręce Gotmunda:
-Żegnam Was i do zobaczenia w innych okolicznościach- dodał po czym odwracając się ruszył do swojego miejsca za stołem.
Gotmund coraz bardziej czerwieniejąc na twarzy ukłonił się w stronę biesiadujących mamrocąc pod nosem:
-Przepraszamy za najście i prosim o wybaczenie.
Gotmund nakazał opuścić swoim ludziom ten dom, gdy wsiadali na konie w drzwiach ukazał się gospodarz domu-blondyn szeroko uśmiechając się w stronę odjeżdżających osób.
Na ulicy Gotmund zaklął głośno i ruszył w stronę posiadłości swojego wuja.
Czytając nakaz rady miejskiej i przysłuchując się słowom Gotmunda, blondyn spojrzał znad pergaminu po twarzach osób zakłócających spokój jego domowi:
-Nic nie wiem o żadnym napadzie na Wasze czcigodne osoby, i żadnego udziału w takim procederze nigdy nie brałem i tu daję słowo szlacheckie, a co do tego gdzie się wybrali wiem tylko, że udali się do portu a dalej nawet nie pytałem, nie moja sprawa. I czy w tej sytuacji mogę wrócić już do swych przyjaciół i spokojnie zjeść posiłek w moim domu?
Blondyn złożył pergamin i oddał go w ręce Gotmunda:
-Żegnam Was i do zobaczenia w innych okolicznościach- dodał po czym odwracając się ruszył do swojego miejsca za stołem.
Gotmund coraz bardziej czerwieniejąc na twarzy ukłonił się w stronę biesiadujących mamrocąc pod nosem:
-Przepraszamy za najście i prosim o wybaczenie.
Gotmund nakazał opuścić swoim ludziom ten dom, gdy wsiadali na konie w drzwiach ukazał się gospodarz domu-blondyn szeroko uśmiechając się w stronę odjeżdżających osób.
Na ulicy Gotmund zaklął głośno i ruszył w stronę posiadłości swojego wuja.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Hallador, stolica Karminu. Kapitanat.
Amras z Aalmangarem dowiedzieli się iż opisywani osobnicy wyruszyli nad ranem na statku Latający Jeleń w stronę wysp Orkusa Wielkiego. Było ich wszystkich kilkanaście osób.
Dowiedziawszy się tego wszystkiego obydwaj ruszyli do posiadłości kuzyna Gotmunda, rozmawiając ze sobą w czasie drogi.
Przeciskając się przez tłum w porcie do ich uszu doszedł dziwny pomruk gawiedzi a wszyscy znajdujący się dookoła zaczęli podnosić głowy do góry jednakowoż rozdziawiając swe zdziwione gęby.
Elfy spoglądając po sobie odwróciły się w stronę w którą wszyscy się wpatrywali, w tym samym czasie do ich uszu doszedł dźwięk trąb dobiegający z samego kapitanatu.
Po chwili oczom wszystkich gapiów wpatrujących się w niebo ukazał się kadłub okrętu płynącego w powietrzu w kierunku portu i powoli zniżającego swój lot.
W całym porcie zaczęło się dziwne poruszenie i większość zgromadzonych tam osób zaczęła przesuwać się jak najbliżej latającego okrętu aby wszystko dokładnie widzieć.
Spoglądając w stronę latającego statku dojrzeliście dwa maszty z dziwnymi żaglami, jakby ogromnymi workami, jakby napompowanymi czymś, w chwili zniżania swojego lotu zmniejszającymi swoją objętość.
Amras z Aalmangarem dowiedzieli się iż opisywani osobnicy wyruszyli nad ranem na statku Latający Jeleń w stronę wysp Orkusa Wielkiego. Było ich wszystkich kilkanaście osób.
Dowiedziawszy się tego wszystkiego obydwaj ruszyli do posiadłości kuzyna Gotmunda, rozmawiając ze sobą w czasie drogi.
Przeciskając się przez tłum w porcie do ich uszu doszedł dziwny pomruk gawiedzi a wszyscy znajdujący się dookoła zaczęli podnosić głowy do góry jednakowoż rozdziawiając swe zdziwione gęby.
Elfy spoglądając po sobie odwróciły się w stronę w którą wszyscy się wpatrywali, w tym samym czasie do ich uszu doszedł dźwięk trąb dobiegający z samego kapitanatu.
Po chwili oczom wszystkich gapiów wpatrujących się w niebo ukazał się kadłub okrętu płynącego w powietrzu w kierunku portu i powoli zniżającego swój lot.
W całym porcie zaczęło się dziwne poruszenie i większość zgromadzonych tam osób zaczęła przesuwać się jak najbliżej latającego okrętu aby wszystko dokładnie widzieć.
Spoglądając w stronę latającego statku dojrzeliście dwa maszty z dziwnymi żaglami, jakby ogromnymi workami, jakby napompowanymi czymś, w chwili zniżania swojego lotu zmniejszającymi swoją objętość.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Ulice Halladoru.
Zanim dotarliście do posiadłości po ulicach miasta rozeszła się wieść o przybyciu latającego statku, większość mieszkańców ruszyła w stronę portu, ze wszystkich kamienic, karczm wychodzili ludzie spiesząc się w stronę portu, kilka patroli straży miejskiej przyspieszyło krok w stronę nabrzeża.
Wracacie do posiadłości czy jedziecie do portu?
Zanim dotarliście do posiadłości po ulicach miasta rozeszła się wieść o przybyciu latającego statku, większość mieszkańców ruszyła w stronę portu, ze wszystkich kamienic, karczm wychodzili ludzie spiesząc się w stronę portu, kilka patroli straży miejskiej przyspieszyło krok w stronę nabrzeża.
Wracacie do posiadłości czy jedziecie do portu?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Ulice Halladoru.
Gotmund odwracając się w siodle zwrócił się do Kethera i Margolasa:
-Jeśli chcecie zobaczyć ten statek to droga wolna tylko pamiętajcie z rana wyruszamy, a jeszcze trzeba ekwipunek zebrać, więc abyście tylko dzisiaj wrócili. Dam Wam w razie czego dwóch ludzi do ochrony.
Wyznaczył dwóch ludzi i krzyknął na resztę swoi
Gotmund odwracając się w siodle zwrócił się do Kethera i Margolasa:
-Jeśli chcecie zobaczyć ten statek to droga wolna tylko pamiętajcie z rana wyruszamy, a jeszcze trzeba ekwipunek zebrać, więc abyście tylko dzisiaj wrócili. Dam Wam w razie czego dwóch ludzi do ochrony.
Wyznaczył dwóch ludzi i krzyknął na resztę swoi