PBF - Czas wichrów, czas ognia

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 11:00

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Amras przebrawszy się wyruszył w stronę karczmy, wypytując się spotkanych po drodze przechodniów jak trafić do Mitrylowego Smoka, zajęło mu to kilkanaście minut aż w końcu dotarł na ulicę na której znajdowała się owa oberża.
Elf ujrzał dwupiętrową kamienicę otoczoną niewielkim murkiem wykonanym z białych kamieni, na placu przed nią stało kilka powozów z których wysiadali właśnie jacyś bogato odziani ludzie, którzy wchodzili do środka.
Amras przyspieszył kroku chcąc jak najszybciej dostać się do środka i ogrzać. Woźnice odprowadzali powozy gdzieś na tył karczmy.
Elf wchodząc do środka zauważył w drzwiach stojących dwóch ludzi z mieczami u boku w schludnych ubraniach z narzuconymi na nie szubami futrzanymi.
Jeden z nich poinformował Amras iż trzeba zostawić swoją broń przy wejściu i wskazał stojącego wewnątrz człowieka za którymi na ścianie widniały haki na których wisiała różnego rodzaju broń.
Elf niewiele myśląc odpiął od pasa swój miecz i oddał sztylet w zamian dostał żelazną tabliczkę z wybitym na niej numerem.
Amras wszedł do środka i jego oczom ukazał się drewniany wystrój, kilkanaście okrągłych stolików przy każdym 4 stołki, kilka alkierzy ustawionych w kącie karczmy, na przeciwległej ścianie od wejścia stał kontuar za którym kręcił się człowiek z nadwagą właśnie wycierał kilka kufli, za nim na ścianie na półkach stały różnego rodzaju butle i dzbanki.
Po lewej stronie od lady ustawione były schody na górę, które przechodził w taras nad ladą, na tym korytarzu znajdowało się kilka drzwi.
W środku było kilku gości a w jednym z alkierzy Amras dostrzegł Gotmunda z Gilrael i dwóch żołnierzy stojących przed alkierzem (skąd ja znam tą scenę).
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 11:16

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Kether usłyszał od krasnala zapewnienie wykonania pracy w terminie i jak ma się z nim skontaktować po wykonaniu pracy? Czy jeśli go nie będzie akurat w mieście to co wtedy?
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 11:25

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI. Karczma Mitrylowy Smok.

Aalmangar wyglądał zza drzwi sprawdzając ilość gości w zajeździe, w pewnym momencie zauważył wchodzących do środka Gilrael z Gotmundem, w otoczeniu dwóch żołnierzy, którzy udali się w kierunku wskazanego im przez służącą alkierza, po paru chwilach do środka wszedł Amras rozglądając się uważnie po wnętrzu i ruszył w stronę Gotmunda.

Wątek tech:
8ART i co dalej proszę abyś sam opisał swój występ bo nie wiem co zamierzasz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 03 listopada 2011, 12:42

Amras widząc Tan Gotmunda usmiecha przyjaźnie się do niego i kłania.
Wodzi wzrokiem po gościach szukając kleryka półolbrzyma i elfa, z którymi miał sposobność poznać się wcześniej. Znajdując ich przysiada się do nich i opowiada co go na mieście spotkało.
Wątek techniczny
Opowieść zgodna z pisem 237. Po za tym czekam na występ.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 listopada 2011, 13:58

Karczma Mitrylowy Smok w Halladorze, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Aalmangar uderzył w struny mandoliny i zaczął od wesołych pieśni biesiadnych. Gdy już towarzystwo było dostatecznie rozbawione wszedł w reperuar bardziej poważny i po krótkim wstępie zaczął śpiewać "Pieśń o rycerzu Rohandzie" - poetycką opowieść o bohaterskich czynach Osmundzkiego szlachcica. Potem przypomniał zebranym jeszcze kilka legend o miejscowych bohaterach. Wiedział, że uderza w odpowiednie struny. Mieszkańcy Halladoru żyli w strachu przed najazdem sharanów, więc przypomnienie im jak walczą Osmundczycy było jak najbardziej na miejscu. Nagrodzony gromkimi brawami zaintonował kilka ckliwych przypowieści miłosnych, po czym zwrócił się znów ku pieśniom bardziej wesołym i zabawie odpowiadającym. W końcu przestał grać i oznajmił zgromadzonym:

- Szacowna publiczności, to już niestety koniec pieśni. Niniejszym żegnam Was. Grał i śpiewał dla Was El Aalmangar -pierwszy poeta Osmundu! - i nic więcej nie mówiąc skłonił się nisko i poszedł na górę karczmy zuzpełnie ignorując brawa publiki. Nikt nie dostrzegł małego gestu jaki wykonał elf w kierunku karczmarza. Gdy tylko bard zniknął z pola widzenia właściciel zajazdu zakomunikował krzycząc na całe gardło tubalnym, niskim głosem:

- To już koniec występu ale nie koniec atrakcji! Zostancie z nami a nie pożałujecie! - W tym samym momencie do karczmy wpadło kilku mlodych chłopców z naręczami kwiatów. Zwinnie uwijając się po sali rozdawali każdej damie po jednej róży, zaznaczając, że to prezent od El Aalmangara. Na stole Gilreal wylądował kosz kwiatów.

Tymczasem elf w pokoju na górze uwijał się jak w ukropie. Wdział szybko błazeńskie szaty, wybielił twarz i nałożył stosowny makijaż. Rzec można, że nawet nie wyglądał już jak Aalmangar, ba, nie wyglądał nawet jak elf! Wykonał kilkanaście rozciągających ćwiczeń i wyszedł na balkon, rociągający się wzdłuż karczmy. Rozejrzał się, po czym zwinnie zeskoczył ku ogólnemu zdziwieniu na środek karczmy.

Zaczęły się żarty, akrobacje, żonglowanie maczugami. Błazen stroił krotochwile z karczmarza, po czym zaraz obśmiewać począł tych co sami się śmiali. Daleko jego żartom było jednak od grubiaństwa czy niestosowności, którą mógłby urazić niewiasty. Błazen naśladował głosy, przedrzeźniał i wykonywał sztuczki. Zaśpiewał także krótką i prześmiewczą pieśń o tchórzliwym malauckim rycerzu, co miast konie żreć, jak na malauków przystało, to insze rzeczy z nimi czynił, co już w detalach nie przystoi opisywać. Ów tchórzliwy malauk w pieśni pierzchnął wraz ze swymi żołdakami po tym jak z osmundzkim szlachcicem zadarł i przegoniony tak został, że tylko smród po nim został. Pieśń wzbudziła salwy śmiechu. Potem kuglarz powoli coraz mniej żartował a coraz więcej czasu spędzał z róznymi goścmi karczmy, a to przepijając do nich, a to polityce prawiąc, a z innymi o pogodzie paskudnej rozmawiając. Tak też powoli występ naturalnie się skończył, choć dobra zabawa trwała dalej.


Wątek techniczny

Używam w trakcie występów następujących umiejek: Uniżony Ton, Legendoznawstwo, Dworność, Charakteryzacja, Muzyczne Wyczucie, Trik, Naśladowanie głosu, być może Pieśni Heroicznych i zawodowych zdolności błazna i aktora. Celem jest wywarcie jak najlepszego wrażenia na publice.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 17:49

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI. Karczma Mitrylowy Smok.

Występ Aalmangara wzbudził ogromne oklaski i brawa, wszyscy byli zachwyceni. Szczególnie kobiety wzdychały do elfa i wpatrywały się w niego rozmarzonym wzrokiem. Bard był dosłownie rozchwytywany każdy chciał zamienić z nim kilka słów czy wypić kieliszek wina. Służące krążyły pośród gości co chwila donosząc trunki i jadło, karczmarz tylko zacierał ręce na samą myśl dzisiejszego zarobku.
W alkierzu Gotmund rozmawiał z Gilrael i Amrasem, dyskutowali o różnych sprawach o polityce, pogodzie, podnoszonych cenach ogólnie o wszystkim i o niczym.
Amras wyglądał na zmartwionego, coś siedziało mu na myśli i chciał jak najszybciej podzielić się nią ze swoimi towarzyszami, których nigdzie nie widział. Nawet trunki i jadło choć przednie nie rozpromieniło go.

Wątek tech:
Czy nasz rozchwytywany bard wraca ze wszystkimi czy co innego ma w planach na dzisiejszy wieczór???
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 03 listopada 2011, 21:02

Dziś jem i pijem jutro gnijem. Jeśli jakaś piękna panna afektem darzy tedy Aalmangar amorów nie szczędzi. Jak się poszczęści to noc dziś z białogłową spędzi, a może nawet z dwiema...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 listopada 2011, 21:05

Wątek techniczny

Umówię się na odbiór pod koniec kart-ranu, powiedzmy: 8-10 dnia miesiąca. Jeśli bym do tego czasu nie wrócił, krasnolud będzie się musiał zgłosić do świątyni Oriaka, gdzie zostawię dla niego zapłatę za całość inwestycji.

Potem Kether wraca do domu rodzinnego i pozostanie tam aż następnego dnia rana, kiedy to wróci do posiadłości kuzyna tana Gotmunda. Życzę wszystkim udanej zabawy na mieście :)

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 21:18

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Czyli zakładamy, że tą noc każdy z Was spędza osobno:-))
Margolas u swoich znajomych, Aalmangar dzięki swojemu urokowi i udanemu występwoi spędza miłą i sympatyczną noc w towarzystwie dwóch łmłodych i chetnych do zabawy dziewczyn.
Kether spędza resztę dnia i noc w rodzinnym domu, wśród swoich bliskich ciesząc się ich towarzystwem i opowiadając o swoich ostatnich transakcjach.
Amras wraca razem z Gotmundem i Gilrael do domu jego kuzyna.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 21:56

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Margolas po pożywnym śniadaniu wyruszył w stronę miasta, dzień zapowiadał się pięknie. Świeże i rześkie powietrze zapowiadało dzisiaj ciepły dzień jak na tą pore roku, na niebie nie było żadnych chmur.
Półolbrzym nie spiesząc się jechał w kierunku miasta, mijał ciągnące w tym samym kierunku wozy, minął go też orszak konnych zbrojnych pędzących ile sił w stronę miasta.
Aalmangar obudził się między dwoma nagimi, młodymi dziewczynami, uśmiechnął się na wspomnienie wczorajszej nocy i.....
Kethera obudził zapach świeżo pieczonego chleba i zapachu żurku jego matki, w czasie śniadania spoglądał na swoją rodzinę ciesząc się iż mimo wszystko są tacy szczęśliwi, uśmiechał się pod nosem i zajadał się żurkiem z kiełbasą.
Amras jako jedyny spędził noc w posiadłości kuzyna Gotmunda. Po rannym śniadaniu razem z szlachecką parą.
Po śniadaniu Gotmund poprosił go o rozmowę, siedząc w małej biblioteczce, w której ustawione były cztery wygodne fotele wokół dużego dębowego stołu, na ścianach stały regały wypełnione wieloma księgami, w kominku płonął ogień i w pokoju rozchodziło się ciepło.
Amras znajdował się sam z Gotmundem, szlachcic napełnił dwa kielichy winem i zwrócił się do elfa:
-"Amrasie dzisiaj mamy udać się z książką do świątyni Gotam-gora, aby mój znajomy przetłumaczył tą książkę, miałem nadzieję, iż reszta Twoich przyjaciół tutaj będzie z nami no ale cóż, może wiesz gdzie się podziali? Jeśli chcesz to możesz mi towarzyszyć? Jeśli tak to wyruszamy za pół godziny, więc?"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 listopada 2011, 21:57

Wątek techniczny

Jak najbardziej potwierdzam. Niestety nie zdołam napisać odpowiedniej wstawki przedstawiającej dom rodzinny Kethera, bo nie wyrabiam się czasowo z innymi aktualizacjami. Najchętniej wróciłbym do akcji w chwili, kiedy o poranku wszyscy BG spotkają się ponownie w posiadłości Gotmundów.


EDIT: Mordimer mnie ubiegł swoim postem. Czy możemy przyjąć, że zdążyłem wrócić na czas, by wyprawić się z tanem do świątyni Gotam-gora?

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 03 listopada 2011, 22:23

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Amras po krótkiej rozmowie z Gotmundem, poszedł szybkim krokiem aby przygotować się do wyjazdu. Zabrał swoją broń i ruszył w stronę stajni aby okulbaczyć swego konia.
W stajni pomógł mu stajenny, przy innych koniach też kręciło się kilku stajennych chłopców razem z żołnierzami szykującymi się do drogi i gdy Amras wyprowadzał swego konia zauważył jak w stronę stajni nadjeżdża półolbrzym, podnosząc rękę na powitanie
-"A gdzie to się z samego rana wybierasz elfie co?"
W tym samym czasie na teren posiadłości wszedł Kether pogwizdując sobie od razu skierował swoje kroki w stronę stajni i kręcących się tam osób.
Amras po krótkiej rozmowie wytłumaczył im gdzie się wybierają. Kether kazał także i swojego konia osiodłać po czym ruszył do domu aby zabrać resztę swojego ekwipunku.
Margolas zeskoczył z siodła przeciągając swoje potężne ciało oznajmiając: -"To kiedy jedziemy?"
Ostatnio zmieniony 03 listopada 2011, 22:30 przez mordimer00, łącznie zmieniany 1 raz.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 04 listopada 2011, 08:25

Po wczorajszym pełnym dziwnych histori Amras był bardzo ciekaw, co przyniesie dzisiejszy dzień. Spakował swoje rzeczy i udał się z Tan Gotmundem i resztą toważyszy do świątyni Gotam-gora.

Wątek techniczny
Tan Gotmund jeśli nie zna mojej wczorajszej przygoty to z chęcia mu opowiem

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 04 listopada 2011, 10:43

Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.

Cały Wasz oddział składał się z 8 osób, Amras, Kether i Margolas do tego Gotmund i 4 jego żołnierzy.
Ruszyliście konno, jak Kether zauważył jechaliście w stronę zachodniej części miasta. Po drodze mijaliście masę ludzi zdążających w stronę portu, zwylki przechodnie ustępowali Wam drogi, lecz i Wy musieliście kilka razy przepuścić oddziały wojska zmierzające w stronę portu.
Po kilkunastu minutach jazdy dojechaliście przed świątynie Gotam-gora, a raczej przed bramę prowadzącą do świątyni.
Przy bramie stało czterech krasnoludzkich strażników, uzbrojonych w topory i młoty, mieli na sobie kolczugi, na głowach stożkowe hełmy, a na to wszystko narzucone płaszcze podbite futrem z symbolami Gotam-gora, przezroczystego kryształu i szczytu góry.
Jeden ze strażników podszedł do Gotmunda i po krótkiej wymianie zdań ruszyliście dalej. Po przekroczeniu bramy zauważyliście alejkę wiodąca prosto do małego budynku z portalem w kształcie wejścia z którego schodziło się do świątyni zgodnie z tradycją umieszczonej pod ziemią, po obydwu stronach alejki porozstawiane były różnego rodzaju rzeźby i posągi przedstawiające krasnoludzkich i gnomich kapłanów i bohaterów tychże ras w najbardziej okazałych formach. Za rzeźbami po obydwu stronach alejki, w odległości kilkudziesięciu kroków znajdowały się dwa rzędy piętrowych budynków z kominów których unosił się dym, Gotmund skierował swego konia w stronę budynków po prawej stronie, reszta podążyła za nim.
Gdy dojechaliście z jednego budynku wyszło dwóch brodatych ubranych w długie kapłańskie szaty krasnoludów, Gotmund zeskoczywszy z siodła szybko wyjaśnił cel Waszej wizyty, wydał rozkaz aby żołnierze zajęli się końmi a Wy abyście szli z nim.
Wewnątrz ujrzeliście korytarz ciągnący się w lewą stronę i biegnący do samego końca budynku czyli jakieś 100-150 metrów. Wszędzie widać było symbole Gotam-gora czy to w kształcie kryształu czy szczytu góry, na ścianach wisiały obrazy przedstawiające chwilę tworzenia rasy krasnali prze stwórcę, idąc korytarzem zauważyliście co jakieś 25 metrów schody po prawej stronie prowadzące w dół do podziemi, zaprowadzeni zostaliście do ostatniego pokoju na samym końcu korytarza, po wejściu do środka ujrzeliście urządzony z gustem pokój w którym na głównej ścianie widniało malowidło przedstawiające rzeźbiącego ze skały krasnoluda Gotam-gora, na środku pokoju stało biurko z krzesłem ustawionym za nim, po drugiej stronie stały dwa krzesła, na podłodze leżał dywan, na ścianach wisiały obrazy przedstawiające krasnoludów, w środku znajdował się regał z książkami oraz malutki ołtarzyk z symbolem Gotam-gora.
W środku pokoju na krześle za biurkiem siedział krasnolud w długą zaplecioną w jeden warkocz siwą brodą, ubrany był w szaty kapłańskie w niebieskim kolorze, na biurku leżały jakieś papiery i książki, obok niego stał dość wysoki jak na krasnoluda przedstawiciel tej rasy, ubrany był po wojskowemu w ubranie podróżne wysokie buty, na rękach miał karwasze a za pasem sztylet w bogato zdobionej pochwie, obok biurka stał oparty topór obusieczny, młody krasnolud miał blond włosy i takiego samego koloru krótką brodę sięgającą do końca szyi, gdy weszliście zajmował się paleniem fajki.
Bacznie się Wam przyglądał po czy starszy z kapłanów poprosił Was o wejście i wyjawienie z czy przychodzicie.
Gotmund ukłoniwszy się z szacunkiem usiadł za biurkiem i zaczął opowiadać o swoim rodzicu o jego wyprawach o tajemniczym znalezisku, miedzianej tabliczce i książce którą chciałby aby przetłumaczono dla niego w tej świątyni, w zamian za tą przysługę podaruję datek na świątynie.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 04 listopada 2011, 12:23

Amras nie należał do znawców teologi Gotam- gora i mitologi krasnoludzkiej więc słuchał z zaciekawieniem, co mają do powiedzenia kapłani i Tan Gotmund.

ODPOWIEDZ