Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.
Wszyscy w duchu byli bardzo zadowoleni z zawartości wręczonych im mieszków. Po rozmowie z Gotmundem wychodziło na to, że dopiero jutrzejszego dnia będzie wiadomo coś więcej w sprawie księgi.
Aalmangar pierwszy zareagował wspominając szlachcicowi o udaniu się na rynek razem z Gilrael, Amras wypytywał o coś służącego, Kether mówił coś o swojej dawno nie widzianej rodzinie.
Watek tech:
Teraz czas na PW do każdego bo każdy w inne miejsce się udaje:-))
PBF - Czas wichrów, czas ognia
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.
W mieście widać było iż wystraszeni mieszkańcy mimo wszystko podporządkowali się straży i wykonywali swoje pracę. Widać było nerwowość i strach w oczach zwykłych obywateli, co rusz na ulicy dało się dostrzec patrole straży i wojska, oddziały piechoty maszerujące w stronę portu. Do miasta z okolicznych wsi ściągano zapasy, duże ilości zbóż, bydła, które rozlokowywano przed murami. Miasto szykowało się do walki, pod rusztowaniami cały czas pracowali ludzie naprawiający mury, a tam gdzie blanki były gotowe polewano je wodą z roztopionego śniegu, gdzieniegdzie na murach zrobiła się już dość gruba warstwa lodu.
Kether przed wyjściem został zaczepiony przez żołnierza, który chciał kupić zbroję od kleryka, po wymianie ruszył w stronę świątyni.
Amras wychodzący właśnie od płatnerza spoglądał na kilka nowych blaszek wymienionych na jego zbroi, gdy wychodząc na ulicę tylko cudem uniknął potrącenia przez konny oddział, w ostatniej chwili odskoczył na bok w jego ustach już formowały się słowa straszliwej elfickiej klątwy gdy po drugiej stronie ulicy zauważył wyróżniająca się postać malauka-Methara idącego w towarzystwie bogato ubranego osobnika kryjącego się pod kapturem. Elfowi o mały włos serce nie wyskoczyło z piersi gdy głowa malauka odwróciła się w jego stronę, ale po chwili patrzał już gdzie indziej idąc dalej w swoją stronę.
W mieście widać było iż wystraszeni mieszkańcy mimo wszystko podporządkowali się straży i wykonywali swoje pracę. Widać było nerwowość i strach w oczach zwykłych obywateli, co rusz na ulicy dało się dostrzec patrole straży i wojska, oddziały piechoty maszerujące w stronę portu. Do miasta z okolicznych wsi ściągano zapasy, duże ilości zbóż, bydła, które rozlokowywano przed murami. Miasto szykowało się do walki, pod rusztowaniami cały czas pracowali ludzie naprawiający mury, a tam gdzie blanki były gotowe polewano je wodą z roztopionego śniegu, gdzieniegdzie na murach zrobiła się już dość gruba warstwa lodu.
Kether przed wyjściem został zaczepiony przez żołnierza, który chciał kupić zbroję od kleryka, po wymianie ruszył w stronę świątyni.
Amras wychodzący właśnie od płatnerza spoglądał na kilka nowych blaszek wymienionych na jego zbroi, gdy wychodząc na ulicę tylko cudem uniknął potrącenia przez konny oddział, w ostatniej chwili odskoczył na bok w jego ustach już formowały się słowa straszliwej elfickiej klątwy gdy po drugiej stronie ulicy zauważył wyróżniająca się postać malauka-Methara idącego w towarzystwie bogato ubranego osobnika kryjącego się pod kapturem. Elfowi o mały włos serce nie wyskoczyło z piersi gdy głowa malauka odwróciła się w jego stronę, ale po chwili patrzał już gdzie indziej idąc dalej w swoją stronę.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
Amraus wychodząc od płatnerza zastanawiał się w jaki sposób wredny mały gnom wściubił mu do zbroi książkę o konserwacji pancerzy, przecież nie chciał jej kupić ale ten mały wredny typ jakimś sposobom przekonał go że, takiemu żołnierzowi jest potrzebna. Rozmyślając o swoim nie przemyślanym zakupie o mało nie wpadł na czterorękiego potwora. Widząc go odruchowo opuścił głowę i ręką chwycił się za nos udając że go czyści, ma nadzieję że dla malauków wszystkie elfy wyglądają jednakowo.
Pamiętając że malauk jest dobrym wojownikiem i że odgrywa w tej intrydze ważną rolę dzielny elf postanawia śledzić tych osobników.
Wątek techniczny
Idę w pewnej odległości za tymi osobnikami, mieszam się w tłum jak się da to ukrywam się za przeszkodami terenowymi, innymi humanoidami, wozami itp.
Pamiętając że malauk jest dobrym wojownikiem i że odgrywa w tej intrydze ważną rolę dzielny elf postanawia śledzić tych osobników.
Wątek techniczny
Idę w pewnej odległości za tymi osobnikami, mieszam się w tłum jak się da to ukrywam się za przeszkodami terenowymi, innymi humanoidami, wozami itp.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.
Amras kryjąc się za przechodniami, wozami czy po prostu idąc za malaukiem i zakapturzoną postacią przeszedł kilka ulic nie spuszczając ich z zasięgu wzroku, podążał za nimi jak cień, śledząc każdy ich ruch. Klucząc między kolejnymi uliczkami szedł tak za nimi dobre pół godziny, gdy dostrzegł, że zatrzymali się przed jedną z wielu kamienic na tej ulicy, nad wejściem wisiał szyld, przedstawiający otwartą książkę.
Obydwie postaci ruszyły w stronę wejścia, Amras udając, że się zgubił zaczął rozglądać się po okolicy. Dostrzegł jak przed samym wejściem malauk odwrócił się w stronę ulicy spoglądając na dwóch półorków siedzących przy stoliku sprzedawcy win a jeden z nich pokiwał w stronę Methara głową, postaci zniknęły za drzwiami. Amras ruszył dalej przechodząc koło kamienicy dostrzegł za szybą kamienicy postać malauka i zakapturzonego osobnika stojącego w pomieszczeniu z regałami wypełnionymi starymi księgami, i ogólnie różnego rodzaju starociami, zauważył też jak tajemniczy osobnik położył na ladzie małą szkatułkę podobną do tej, którą ukradziono z kufra Gotmunda.
Amras kryjąc się za przechodniami, wozami czy po prostu idąc za malaukiem i zakapturzoną postacią przeszedł kilka ulic nie spuszczając ich z zasięgu wzroku, podążał za nimi jak cień, śledząc każdy ich ruch. Klucząc między kolejnymi uliczkami szedł tak za nimi dobre pół godziny, gdy dostrzegł, że zatrzymali się przed jedną z wielu kamienic na tej ulicy, nad wejściem wisiał szyld, przedstawiający otwartą książkę.
Obydwie postaci ruszyły w stronę wejścia, Amras udając, że się zgubił zaczął rozglądać się po okolicy. Dostrzegł jak przed samym wejściem malauk odwrócił się w stronę ulicy spoglądając na dwóch półorków siedzących przy stoliku sprzedawcy win a jeden z nich pokiwał w stronę Methara głową, postaci zniknęły za drzwiami. Amras ruszył dalej przechodząc koło kamienicy dostrzegł za szybą kamienicy postać malauka i zakapturzonego osobnika stojącego w pomieszczeniu z regałami wypełnionymi starymi księgami, i ogólnie różnego rodzaju starociami, zauważył też jak tajemniczy osobnik położył na ladzie małą szkatułkę podobną do tej, którą ukradziono z kufra Gotmunda.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Miasto Hallador, koniec bakis-ranu 9446 KI.
Przechodnie i kramarze nadstawiali ucha. Ulicą niosła się piękna pieśń. Chwilę później oczom plebsu, mieszczaństwa i garstki szlachty ukazała się dość osobliwa grupa. Przepięknej urody kobiecie przygrywał i przyśpiewywał trubadur. W krok za tą, wyraźnie rozbawioną parą szło kilku żołnierzy będących zupełnym przeciwieństwem elfa i półelfki. Skupieni i bacznie rozglądający się wokoło, bez wątpienia tworzyli ochronę szlachcianki i jej grajka. Kobieta zatrzymała się przed sklepem jednego z uznanych w Halladorze krawców, uśmiechnęła sie do elfa i weszła do środka. Trubadur nie zrażony dokończył pieśń kilkunastorgu przechodniom, którzy zatrzymali się by wysłuchać wokalno-muzycznych popisów. Elf skłonił się kurtuazyjnie, po czym zakrzyknął:
- Moi drodzy, zajrzyjcie dziś do Mitrylowego Smoka, będę tam chwalił pieśnią waleczne czyny ludu Osmundu i przypominał legendarnych bohaterów Halladoru! Przyjdzcie i weźcie Wasze rodziny! Nie zapomnicie wieczoru barda El Aalmangara! - po czym czmychnął do sklepu.
Gnom El Farod w istocie był najlepszym krawcem Halladoru, a wręczone mu przez elfa 5 sztuk platyny jeszcze zwiększyły zaangażowanie rzemieślnika. Podczas gdy Gilreal oglądała wnoszone przez pachołków na sklep suknie, krawiec z zaciętą miną brał miarę z Aalmangara, w myślach tworząc kreacje, która miała przyćmić wszystko co do tej pory stworzył.
W końcu szlachcianka wybrała suknie. A trochę to potrwało. Gilreal przymierzała co rusz pytając się jak wygląda. Żołnierze kwitowali to obojętnymi minami, choć Aalmangar widział jak oczy wyłażą im z orbit na widok kobiety w odważnych kreacjach, subtelnie podkreślających atuty półelfki. Choć on zresztą sam wodził oczyma za kształtami Gilreal, to świetnie to maskował. Bard żywo komentował i doradzał. Zakupy były dla niego takim samym żywiołem jak śpiew, taniec czy błazeńskie figle. Półelfka szybko doceniła rady trubadura. Widać, że znał się na pięknie, a jego uwagi pokrywały się z tym co myślała ona sama.
Suknia była przepiękna. Granatowy kolor pokreślał oczy, dyskretne i gustowne srebrne ozdoby komponowały się z całością. Kreacja wyglądała jak uszyta pod półelfkę, a ona sama czuła się w niej doskonale. Spytała El Faroda:
- Powiedz Farodzie ile chcesz za tą kreację? - Kupiec odparł: - Jak dla pięknej małżonki Tana Gilreala, mojego dobroczyńcy to po kosztach. 35 sztuk złota. Szlchcianka wskazała jednemu z żołnierzy by wypłacił kwotę kupcowi. Wtedy wtrącił się Aalmangar:
- Pani, pozwól mnie, skromnemu bardowi, sprawić tę godną Ciebie ozdobę Twej piękności, jako wyraz szczerej przyjaźni, a także szacunku dla Twej osoby. Wiedz bowiem, że jedynie twa mądrość przewyższa twe piękno. - Elf skłonił się, po czym wręczył Farodowi cztery platynowe monety. Kupiec dawno nie miał tak dobrego dnia...
Wątek techniczny
Po wyjściu od Faroda, kontynuuje śpiewy i rozgłaszanie, gdzie będzie można mnie znaleźć wieczorem. Po powrocie do kamienicy, zaczynam przygotowania do recitalu, proponuję reszcie kompanów wypad do Mitrylowego Smoka. No i oczywiście składam tę samą propozycję Gilreal
Przechodnie i kramarze nadstawiali ucha. Ulicą niosła się piękna pieśń. Chwilę później oczom plebsu, mieszczaństwa i garstki szlachty ukazała się dość osobliwa grupa. Przepięknej urody kobiecie przygrywał i przyśpiewywał trubadur. W krok za tą, wyraźnie rozbawioną parą szło kilku żołnierzy będących zupełnym przeciwieństwem elfa i półelfki. Skupieni i bacznie rozglądający się wokoło, bez wątpienia tworzyli ochronę szlachcianki i jej grajka. Kobieta zatrzymała się przed sklepem jednego z uznanych w Halladorze krawców, uśmiechnęła sie do elfa i weszła do środka. Trubadur nie zrażony dokończył pieśń kilkunastorgu przechodniom, którzy zatrzymali się by wysłuchać wokalno-muzycznych popisów. Elf skłonił się kurtuazyjnie, po czym zakrzyknął:
- Moi drodzy, zajrzyjcie dziś do Mitrylowego Smoka, będę tam chwalił pieśnią waleczne czyny ludu Osmundu i przypominał legendarnych bohaterów Halladoru! Przyjdzcie i weźcie Wasze rodziny! Nie zapomnicie wieczoru barda El Aalmangara! - po czym czmychnął do sklepu.
Gnom El Farod w istocie był najlepszym krawcem Halladoru, a wręczone mu przez elfa 5 sztuk platyny jeszcze zwiększyły zaangażowanie rzemieślnika. Podczas gdy Gilreal oglądała wnoszone przez pachołków na sklep suknie, krawiec z zaciętą miną brał miarę z Aalmangara, w myślach tworząc kreacje, która miała przyćmić wszystko co do tej pory stworzył.
W końcu szlachcianka wybrała suknie. A trochę to potrwało. Gilreal przymierzała co rusz pytając się jak wygląda. Żołnierze kwitowali to obojętnymi minami, choć Aalmangar widział jak oczy wyłażą im z orbit na widok kobiety w odważnych kreacjach, subtelnie podkreślających atuty półelfki. Choć on zresztą sam wodził oczyma za kształtami Gilreal, to świetnie to maskował. Bard żywo komentował i doradzał. Zakupy były dla niego takim samym żywiołem jak śpiew, taniec czy błazeńskie figle. Półelfka szybko doceniła rady trubadura. Widać, że znał się na pięknie, a jego uwagi pokrywały się z tym co myślała ona sama.
Suknia była przepiękna. Granatowy kolor pokreślał oczy, dyskretne i gustowne srebrne ozdoby komponowały się z całością. Kreacja wyglądała jak uszyta pod półelfkę, a ona sama czuła się w niej doskonale. Spytała El Faroda:
- Powiedz Farodzie ile chcesz za tą kreację? - Kupiec odparł: - Jak dla pięknej małżonki Tana Gilreala, mojego dobroczyńcy to po kosztach. 35 sztuk złota. Szlchcianka wskazała jednemu z żołnierzy by wypłacił kwotę kupcowi. Wtedy wtrącił się Aalmangar:
- Pani, pozwól mnie, skromnemu bardowi, sprawić tę godną Ciebie ozdobę Twej piękności, jako wyraz szczerej przyjaźni, a także szacunku dla Twej osoby. Wiedz bowiem, że jedynie twa mądrość przewyższa twe piękno. - Elf skłonił się, po czym wręczył Farodowi cztery platynowe monety. Kupiec dawno nie miał tak dobrego dnia...
Wątek techniczny
Po wyjściu od Faroda, kontynuuje śpiewy i rozgłaszanie, gdzie będzie można mnie znaleźć wieczorem. Po powrocie do kamienicy, zaczynam przygotowania do recitalu, proponuję reszcie kompanów wypad do Mitrylowego Smoka. No i oczywiście składam tę samą propozycję Gilreal