PBF - Czas wichrów, czas ognia

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 23 października 2011, 19:09

Amras ruszył za karczmarzem na pietro ciekaw jego propozycji.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 23 października 2011, 19:23

Zajazd w okolicach Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI

Kether zdjął swój futrzany płaszcz i odwiesił go na hak ponad zajmowaną wcześniej ławą. W izbie panowało ogromne ożywienie, miejscowi i goście wciąż przejawiali wielkie wzburzenie. Kilku służących czyściło plamy krwi wciąż znaczące deski podłogi, inni porządkowali poprzewracane meble. Uzbrojeni żołnierze śledzili wszystkie te poczynania zmrużonymi oczami, w których głębi zdawał się skrywać głęboki wstyd powodowany świadomością sromoty, jaką zbrojni tana Gotmunda okryli się podczas niedawnego napadu.

Odłożywszy na bok swój młot oriakanin wysłuchał słów parobka, który szeptał mu coś z ożywieniem pokazując jednocześnie na wiodące na piętro schody, potem kiwnął z aprobatą głową i rozejrzawszy się raz jeszcze po izbie udał się na spotkanie ze szlachcicem.


Wątek techniczny

Coś mi się przypomniało: ten malauk w płytach - Mahtar - nosił na zbroi jakieś znaki heraldyczne czy nie? Ktoś w ogóle miał szansę, by to zauważyć?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 października 2011, 00:57

Aalmangar oczywiście idzie na piętro ciekaw szczegółów misji.

Awatar użytkownika
mordimer00
Reactions:
Posty: 2226
Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44

Post autor: mordimer00 » 24 października 2011, 09:57

Okolice Halladoru, koniec bakis-ranu 9446 KI. Pokój na piętrze.

Tan Gotmund wchodząc do pokoju zamknął za sobą drzwi.
Odwrócił się do Was z uśmiechem na ustach i wskazał ręką na stół:
-"Siadajcie przyjaciele, jeszcze raz chciałbym Wam podziękować za ratunek i pomoc z tymi obwiesiami. Póki co tak mogę Wam odpłacić, ale jeśli macie chwile czasu to chciałbym abyście mnie wysłuchali. Siadajcie i jedźcie, a ja Wam przedstawię moją propozycję" Powiedziawszy to sam nalewa każdemu z Was do kubka wino, po zapachu czuć, że wymieszane z jakimiś korzeniami.
-"Od czego by tu zacząć, cała sprawa wiążę się z moim ojcem, który zdobył na swych wyprawach dużo łupów i skarbów. Odbudował rodzinną siedzibę w Górach Starych Świątyń tuż nad brzegiem Płonącego Jeziora, wtedy ja przyszedłem na świat ale moja matka zmarła w czasie połogu a mój ojciec po jakimś czasie wziął za żonę inną z którą miał drugiego syna. I tak My tam razem żyli wychowując się. I tak nam życie mijało, mój brat wyjechał na Orkus aby brać nauki różnego rodzaju.
Ojcu się zmarło jakieś 7 lat temu, a ja chciałem trochę przerobić jego komnatę, takie wygody tam sprowadzić, no wiecie jak takie kamienie co ciepło w kominku czy na kuchni wydzielają, i gdy rozbijaliśmy ścianę znaleźliśmy szkatułę a w niej miedzianą grawerowaną płytkę i tę książkę"
to mówiąc wyciągnął zza pazuchy książkę i położył ją przed Wami na stole (mała księga, gruba na jakiś palec, dł 10 cm szer 5-6 cm, oprawiona w czarną skórę, na grzbiecie okładki jakieś wygrawerowane runy w dziwnym języku, na okładce widnieje symbol młota z wielką górą w tle)
"I to wydarzenie zmieniło naszą rodzinę, jakiś tydzień później wrócił mój brat, ja znając jego zapędy ukryłem całą sprawę, ale jakoś dowiedział się o moim znalezisku i wtedy zaczęły się dziać u nas dziwne rzeczy, a to jakieś włamania, coś komuś zginęło, w komnatach znajdowano porozrzucane rzeczy, rozwalone sprzęty, nijak go było z tym połączyć gdyż zawsze był widywany z innymi ludźmi, czy to w karczmie, czy na balach, czy łowach, no wiecie zawsze ktoś zaufany go widział i mógł świadczyć, że to nie mógł być". Szlachcic zamoczył usta w krwisto czerwonym winie, westchnął, zamyślił się i:
"Zbadałem w tajemnicy tą płytkę, okazało się, że te dziwne znaki na niej pochodzą ze starego języka krasnoludów, którego członkowie zamieszkiwali niegdyś okolice Orkusów, a inskrypcje na płytkach wskazywały, że chodzi o jakiś tajemniczy skarb i teraz właśnie jechałem do Halldoru do pewnego krasnoluda który miał mi tą księgę przetłumaczyć. A tego ataku na nas dokonał mój brat, całe szczęście, że nie zabrał księgi. Chciałbym abyście mi towarzyszyli do Halldoru, tam odpłacę się za pomoc i ratunek. A może i zechcecie wziąć udział w pewnej wyprawie? Chciałbym pokrzyżować plany mojego brata i nie dopuścić aby zdobył resztę płytek i czy Wy nie zechcielibyście się nad tym zastanowić?"
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."

morgliht
Reactions:
Posty: 379
Rejestracja: 08 czerwca 2011, 13:04

Post autor: morgliht » 24 października 2011, 11:19

Amras z zaciekawieniem wysłuchał opowieści szlachcica, gdy usłyszał opowieść o skarbie od razu pojawił mu się błysk w oczach. Po chwili namysłu pyta się szlachcica.

wątek Techniczny
W trakcie rozmowy zamierzam dowiedzieć się:



1.Chciałbym jeszcze wrócić do dzisiejszego napadu, powiedz panie jak ta tajemnicza kula znalazła się koło Ciebie, bo nie widziałem kto mógł by ją podrzucić, możliwe że mamy styczność z niewidzialną istotą
2. Co do samej drogi do Halldoru to nie ma problemu i myślę że się dogadamy co do ceny za moją eskortę ale co do przyjęcia zadania to mam dodatkowe pytania i warunki:
2.1 Kto dowodził by całą wyprawą i czy jeszcze będą uczestniczyć w nich inne nie zgromadzone w tym pokoju istoty?
2.2 Jakie wynagrodzenie byś mi Panie zaproponował oraz ewentualny podział w łupach?
2.3 Czy była by możliwość uzupełnienie ekwipunku o kilka mniej lub bardziej pospolite przedmioty?
2.4 Czym się zajmował twój brat?
2.5 Gdzie mogą znajdować się pozostałe płytki?

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 24 października 2011, 13:49

Margolas rzucił swe sprzęty w kąt i usiadł przy stole wraz ze swymi kompanami. Jadłem nie gardził i choć najadł się suto już wcześniej, tak wiedział z doświadczenia, że co na talerzu - to wspolne, co w kałdunie - to jego.
Pojadał i popijał słuchając przemowy Gotmunda.

- Mie tam skarby nigdy się wielkie nie marzyły. Ja tam jezdem jak mawiają relalystą, znaczy się twardo nogami na ziemi stoję. Aleć jak ktoś chce tak bogactwa szukać, to mu przeca bronić nie będę - mówiąc to uśmiechnął się szeroko. - Do miasta ochroną służyć mogę, jeśli jednak o dalsze usługi się rozchodzi, tedy chętnie troszku konkretów bym usłyszał. Jak to szanowny pan widzi? Sprzęt na wyprawę zebrać trza przeca? I jak opłacić by mnie chciał?