Ostatnia rubież Duviku, noc
Eithart odwrócił się w stronę towarzyszy i przywołał ich do siebie ochrypłym krzykiem, kątem oka wciąż obserwując zbliżających się niebezpiecznie ożywieńców. Było ich sześciu: sześciu duvikańskich mężczyzn, którzy jeszcze niedawno byli istotami z krwi i kości, a teraz zmierzali sztywnym krokiem w stronę gorlamity i jego druhów wyciągając w ich stronę rozcapierzone palce.
Eithart czuł narastające zawroty głowy, całe jego ciało zdawało się płonąć nienaturalnym ogniem topiącym krew w żyłach. Mężczyzna wiedział, co było źródłem tego przemożnego, wysysającego energię z mięśni zmęczenia i wiedział, że pozostało mu niewiele czasu. Sanna czaiła się gdzieś w ciemnościach nocy szykując kolejny zbrodniczy podstęp, a w Duviku było jeszcze wiele zwłok do ożywienia.
Z głębi osady wciąż dobiegały przerażone okrzyki i nie sposób było się oprzeć wrażeniu, że dźwięczała w nich teraz jeszcze silniejsza nuta grozy.
- Musimy ich rozsiec! - wrzasnął na całe gardło kapłan, o niczym nie marząc równie gorąco jak o kubku czystej wody - Rozsiec, a potem odnaleźć Sannę!
Wątek techniczny
Raz jeszcze przypomnę, że przed sobą macie sześć ludzkich martwiaków, a za sobą dwa ożywieńcze arkany. Grupkę tworzą Eithart, Uhra, Mordil i dwaj duvikańscy wojownicy. Za arkanami znajduje się następna grupa obrońców: Trehant i trzej duvikańscy wojownicy. Da się z tego wykombinować epicki kocioł bitewny, tylko będę potrzebował jaśniejszych deklaracji (jakby nie było, wszyscy jesteście już tej nocy odporni na strach przed martwiakami).
Treant, znalazłeś kołczan strzał. Duvikanie nie zaoponowali przed okaleczeniem kompana, bo byli zbyt zszokowani wydarzeniami, w których właśnie uczestniczą... ale Ty też przeżyłeś niemały wstrząs, ponieważ przecinając ścięgna tego biedaka odkryłeś, że mimo swych ran wciąż jeszcze żył.
PBF - Grzechy ojców
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Raz maty rodziła Mama Dunia Baba Sun! Hyr na onych łatać ichne! Ruszta się chopy! Jak my ich ne powstrzymać obe Wasze rodziny i dzieci mordować! W wasza nie być honora? Nie chcieć się zemścić na onych? Przecie to już nie Wasza ziomki jeno ożywone trupy! Ruszta dupska i za mnoju do boju!
Mimo swoich ran ruszam w stronę martwych duvikańskich żołnierzy, lecz najpierw rzucam w dwóch najbliższych każdym z moich toporków a potem wyciągam swój topór chowając się za tarczą ide w bój powstrzymać kolejnych atakujących
Mimo swoich ran ruszam w stronę martwych duvikańskich żołnierzy, lecz najpierw rzucam w dwóch najbliższych każdym z moich toporków a potem wyciągam swój topór chowając się za tarczą ide w bój powstrzymać kolejnych atakujących
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
- Dorwijmy wreszcie tę przeklętą Sannę! Musi gdzieś tam być z przodu. Rozglądajcie się uważnie i gdy tylko dostrzeżecie animowane zwłoki, zaraz dajcie mi znać. Jeśli tylko się da, zbierajcie włócznie, którymi będzie można razić te stwory z oddali.
Wątek techniczny
Strzelam z łuku do wszystkich martwiaków, jakie napotkamy po drodze do przerwanej strachem linii obronnej. W miarę możliwości, staram się odzyskać choć część strzał, gdy zwłoki opuści już animująca je nekromancja. Jeśli amunicji będzie mi jednak ubywać, to będę szukał kolejnych porzuconych pocisków. Spróbuję także odnaleźć małą tarczę, gdyby przyszło mi jednak walczyć w zwarciu.
Wątek techniczny
Strzelam z łuku do wszystkich martwiaków, jakie napotkamy po drodze do przerwanej strachem linii obronnej. W miarę możliwości, staram się odzyskać choć część strzał, gdy zwłoki opuści już animująca je nekromancja. Jeśli amunicji będzie mi jednak ubywać, to będę szukał kolejnych porzuconych pocisków. Spróbuję także odnaleźć małą tarczę, gdyby przyszło mi jednak walczyć w zwarciu.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uliczki Duviku, noc
Skela biegł główną uliczką Duviku, przeskakując ponad nieruchomymi ciałami i omiatając czujnym wzrokiem przestrzeń wokół siebie. Wszędzie dookoła dostrzegał nadciągających gdzieś z góry arkanów, odrywających się zwinnie od chropowatych ścian tuż nad dachami osady i zeskakujących wprost na zabudowania. Niektóre z nich dzierżyły młoty podobne do broni widzianej w rękach pierwszego mrówkoluda, inne wymachiwały dziwacznymi laskami zakończonymi rzeźbami w postaci pazurzastych dłoni lub włóczniami o rozszczepionych ostrzach. Tropiciel odmawiał w biegu błagalną modlitwę do swego patrona, bo górujące ponad nimi chitynowe sylwety zdawały się poruszać z szybkością niewspółmiernie większą od ociężałych ruchów swych ożywieńczych ziomków.
I wybornie też walczyły. Na oczach lawirującego pomiędzy opłotkami Skeli chitynowe martwiaki padały jeden po drugim pod ciosami broni żywych mrówkoludzi, miażdżone młotami i przebijane po wielokroć włóczniami. W powietrzu niosły się dziwne posykiwania, klekoty i pomruki wydawane z zakończonych żuwaczkami gardzieli stworów i chociaż tropicielowi wydawało się, że rozpoznaje znaczenie niektórych z tych dźwięków, szczerze wolał uniknąć w tej chwili spotkania z jakimkolwiek arkanem.
W miejscu osadził go cichy, ale zdesperowany okrzyk. Wrył się podeszwami w sypki piaszczysty grunt u wejścia do jednego z domostw, opuścił ostrze swej włóczni dostrzegając znajomą twarz Sury Hoshuna. Duvikański kowal uśmiechnął się z ulgą na widok tropiciela, wciąż jednak trzymał kurczowo rękojeść uniesionej przed sobą szabli.
- Co się dzieje, Skela?! - syknął starszy wioski nie potrafiąc oderwać pełnego chorobliwej fascynacji wzroku od potężnego arkana, który przewalił się środkiem uliczki pośród łoskotu uderzających w skałę kończyn - Co tu robią te bestie?
Tropiciel otworzył usta chcąc coś odpowiedzieć, w tej samej jednak chwili zza progu domostwa wysunęła się niemal bezgłośnie jakaś postać, która oplotła szyję zaskoczonego Hoshuna w mocarnym uścisku i przyłożyła mu do gardła ubroczone w krwi ostrze noża.
Skela spojrzał w rozpalone gorączką szaleństwa oczy jednego z esajańskich więźniów.
- Ichne wędrawny - wyszeptał porozumiewawczo Esajanin nie rozluźniając chwytu i nie zwracając uwagi na posapywanie przerażonego kowala - Smiertny nocin w tej mistinie. Uchodnym samoj czy s mnoj?
Karawannik nie odrywał spojrzenia od twarzy Skeli, najwyraźniej oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że Sura Hoshun miał pecha. Ten Esajanin musiał się w bitewnym zamieszaniu uwolnić z tymczasowego więzienia i szuka teraz okazji do ucieczki poza Duvik, a ponieważ najwyraźniej nie chce tego robić sam, szuka towarzysza do pomocy. Venar, co teraz?
Skela biegł główną uliczką Duviku, przeskakując ponad nieruchomymi ciałami i omiatając czujnym wzrokiem przestrzeń wokół siebie. Wszędzie dookoła dostrzegał nadciągających gdzieś z góry arkanów, odrywających się zwinnie od chropowatych ścian tuż nad dachami osady i zeskakujących wprost na zabudowania. Niektóre z nich dzierżyły młoty podobne do broni widzianej w rękach pierwszego mrówkoluda, inne wymachiwały dziwacznymi laskami zakończonymi rzeźbami w postaci pazurzastych dłoni lub włóczniami o rozszczepionych ostrzach. Tropiciel odmawiał w biegu błagalną modlitwę do swego patrona, bo górujące ponad nimi chitynowe sylwety zdawały się poruszać z szybkością niewspółmiernie większą od ociężałych ruchów swych ożywieńczych ziomków.
I wybornie też walczyły. Na oczach lawirującego pomiędzy opłotkami Skeli chitynowe martwiaki padały jeden po drugim pod ciosami broni żywych mrówkoludzi, miażdżone młotami i przebijane po wielokroć włóczniami. W powietrzu niosły się dziwne posykiwania, klekoty i pomruki wydawane z zakończonych żuwaczkami gardzieli stworów i chociaż tropicielowi wydawało się, że rozpoznaje znaczenie niektórych z tych dźwięków, szczerze wolał uniknąć w tej chwili spotkania z jakimkolwiek arkanem.
W miejscu osadził go cichy, ale zdesperowany okrzyk. Wrył się podeszwami w sypki piaszczysty grunt u wejścia do jednego z domostw, opuścił ostrze swej włóczni dostrzegając znajomą twarz Sury Hoshuna. Duvikański kowal uśmiechnął się z ulgą na widok tropiciela, wciąż jednak trzymał kurczowo rękojeść uniesionej przed sobą szabli.
- Co się dzieje, Skela?! - syknął starszy wioski nie potrafiąc oderwać pełnego chorobliwej fascynacji wzroku od potężnego arkana, który przewalił się środkiem uliczki pośród łoskotu uderzających w skałę kończyn - Co tu robią te bestie?
Tropiciel otworzył usta chcąc coś odpowiedzieć, w tej samej jednak chwili zza progu domostwa wysunęła się niemal bezgłośnie jakaś postać, która oplotła szyję zaskoczonego Hoshuna w mocarnym uścisku i przyłożyła mu do gardła ubroczone w krwi ostrze noża.
Skela spojrzał w rozpalone gorączką szaleństwa oczy jednego z esajańskich więźniów.
- Ichne wędrawny - wyszeptał porozumiewawczo Esajanin nie rozluźniając chwytu i nie zwracając uwagi na posapywanie przerażonego kowala - Smiertny nocin w tej mistinie. Uchodnym samoj czy s mnoj?
Karawannik nie odrywał spojrzenia od twarzy Skeli, najwyraźniej oczekując natychmiastowej odpowiedzi.
Wątek techniczny
Nie da się ukryć, że Sura Hoshun miał pecha. Ten Esajanin musiał się w bitewnym zamieszaniu uwolnić z tymczasowego więzienia i szuka teraz okazji do ucieczki poza Duvik, a ponieważ najwyraźniej nie chce tego robić sam, szuka towarzysza do pomocy. Venar, co teraz?