PBF - Łuski na oczach

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 18 września 2011, 21:52

No tak, teraz dekonspiracja nam już nie grozi. Nie zostawiam jej i nie namawiam, żeby została - może i coś złego się jej przytrafi jak motłoch zobaczy, że uciekała jako jedna z nas, natomiast jeśli chce zostać, nie namawiam jej by biegła razem z nami, może ma już tego dośc na tyle, że stwierdzi, iż cała sprawa z wróżką nie warta jest zachodu.
Skoro Akki biegnie niemal przy nodze, oddam mu swój tobołek, niech pochwyciwszy o w zęby biegnie dalej, tobołek Morienta czy to przekażę tabadance, czy rozsypię go w ucieczce, tak by może część motłochu chciała go wyzbierać, sam natomiast chce pomóc Goldasthowi z ciałem Aldura, we dwóch lżej nam będzie i powinniśmy dotrzymać kroku.
Pozostawienie ciała Aldura jest zdecydowaną ostatecznością (a wtedy przynajmniej kawałek palca uciąć spróbuję, by może kiedyś regeneracji poddać była możliwość, może ktoś z rodziny będzie go szukał.. wiem, że 'tu' wskrzeszenia więc i regeneracje są rzadkością, ale może jako nietypowy kleryk jakoś o to zadbał zawczasu, jeśli się uda to go do statku dotachać to przynajmniej pogrzeb godny na morzu będzie można mu wyprawić.
Nemo Me Impune Lacessit..

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 18 września 2011, 22:46

- uuurwa... mać! - wydyszał ciężko sapiąc.
Popatrzył na umykających marynarzy i szybko zdmuchując krople potu spływające spomiędzy krzaczastych brwi na oczy zaczerpnął haust powietrza.
- Wać... Damy radę... - wystękał w kierunku niemego i bezwładnego ciała - Ostaniem... tu razem, albo... uda się dobiec...
Zacisnął zęby i spoglądając z wysiłku tępo przed siebie wytężył ostatnie siły by dogonić ferajnę.


Nie zostawię Aldura. Mam tylko nadzieję że nie wyrżnę orła... Jak coś szabelka w ruch, kogoś tam może się uda ściąć. Ew. pozostaje skok w morze w ostateczności, tylko z pływaniem kiepsko...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 września 2011, 21:16

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Oplatając palcami ściskany w dłoni amulet Katańczyk wydyszał chrapliwie kilka krótkich słów, w języku zupełnie tutejszym mieszczanom nieznanym i w zwyczajnych okolicznościach bardzo dla nich podejrzanym, ta jednak noc do zwyczajnych nie należała. Krzyki, tupot butów, świszczące oddechy i nieopisane wręcz zamieszanie sprawiły, że nikt nie zwrócił na mamrotanie Morientiego uwagi. Uwaga gnających na złamanie karku Tahargarczyków skupiona była niepodzielnie na plecach umykających pogoni cudzoziemców, zmierzających co sił w nogach ku majaczącemu już w półmroku statkowi.

Powłoka niewidzialnej dla zwykłych śmiertelników, ale wyczuwalnej przez Katańczyka mocy utworzyła przed biegnącym żwawo mężczyzną przeźroczystą tarczę, mogącą przez pewien czas absorbować uderzenia słanych w kierunku pościgu pocisków. Moriento nie miał pojęcia, czy Osmundczycy mieli przy sobie proce ani czy ich kompani na pokładzie statku nie uwijali się już przy nakręcanych korbami wałowych kuszach, wolał jednak ograniczyć jak najbardziej ryzyko nagłej utraty zdrowia - wystrzelony z wałowej kuszy bełt zwykł kończyć się kilkunastocentrymetrowym grotem, taki zaś grot nie szedł w parze z powierzchowną płytką ranką.

Odzyskawszy dzięki niewidocznej magicznej tarczy nieco pewności siebie i poczucia bezpieczeństwa, wciąż trzymający się boku sierżanta Katańczyk obrzucił bacznym wzrokiem swe otoczenie, w szczególności zaś pryzmy pozostawionych tu i ówdzie na nabrzeżu skrzyń, spiętrzone jedna na drugiej beczki i drewniane żurawie załadunkowe osadzone w żelaznych obejmach na krawędzi portowego basenu. Potrzebował czegoś, co odwróci uwagę pościgu, czegoś zdolnego zasiać w szeregach Tabadańczyków ponowne zarzewie paniki lub przynajmniej ich na chwilę zdezorientować. Najlepszym rozwiązaniem byłby naturalnie upadek uciekającego niemrawo krasnoluda, bo dopadnięty przez motłoch Goldasth zaabsorbowałby uwagę mieszczan dostatecznie długo, by sam Moriento zdołał w tym czasie dopaść cudzoziemskiego statku. Pozostając z natury wyrachowanym oportunistą czarodziej bił się w myślach przez ulotną chwilę rozważając pomysł obalenia Goldastha za pomocą magicznego zaklęcia po to, by rzucić go na pastwę rozjuszonego tłumu, zaraz jednak odrzucił ową ideę. Dopadnięty przez pościg brodacz mógł zdradzić motłochowi tożsamość Morientiego, mógł zdążyć wrzasnąć, że oto pomocnik sierżanta jest nikim innym jak tylko jednym z pozostałych podpalaczy, a na takie ryzyko dekonspiracji setyta nie mógł sobie pozwolić.

Pozostawiając ostatecznie los Goldastha w rękach bogów czarodziej zmusił swe nogi do jeszcze szybszego biegu, chociaż w płucach zaczynało mu brakować dechu, a krew dudniła w głowie mężczyzny niczym kowalski młot walący w kowadło.


Wątek techniczny

Tzeentch, mam nadzieję, że nakreślona w fabularce biopsja osobowości Twego bohatera mieści się w Twoim własnym wyobrażeniu postaci! Wykonałem test na ½ UM dla Magicznej Tarczy i wyrzuciłem 29. Czarowanie zakończone sukcesem, aktywacja ochrony na 12 rund (przy czym każdorazowe uaktywnienie Tarczy oznacza skrócenie czasu działania o 1 rundę). Tu pojawia się pewna kwestia do dyskusji poza grą, mianowicie skuteczność Tarczy w tłoku podobnym do tego, jaki ma miejsce na nabrzeżu. Skoro Tarcza absorbuje pociski, jak zadziała na przypadkowo wymierzony w ścisku cios łokciem? Czy nie zużyje jej przypadkowe zderzenie czołowe z innym uczestnikiem wyścigu za krasnoludem?

Teraz kwestia Magicznej Siły. Jeszcze zaklęcia nie testowałem na UM, ale zaraz to zrobię. Widzę tu następujące możliwości: rzucanie w biegu na ½ UM lub zatrzymanie się (połączone z przepuszczeniem do przodu sporej części pościgu) i rzucenie na pełną UM. W pierwszym przypadku nadal jesteś na przedzie grupy, w drugim znajdziesz się na jej tyle (a to znaczy, że kilkudziesięciu Tabadańczyków odgrodzi Cię od osmundzkiego statku). Co do opcji celu, są one następujące: wyrwanie klina spod pryzmy beczek, które potoczą się w poprzek nabrzeża (na przykład zmiatając do basenu część pościgu), przewrócenie pod nogi sterty skrzynek na ryby, obrócenie wokół osi portowego żurawia o niskiej belce załadunkowej (mogącej ściąć biegnących z nóg). Poziom trudności w zasadzie taki sam, liczy się raczej widowiskowość każdego z rozwiązań, poza tym możesz rzucić czar kilka razy obierając za cel kilka różnych obiektów.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 19 września 2011, 21:18

Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa

Obracając się zwinnie w biodrach Hariquiel wyciągnął w bok lewą rękę, obciążoną tobołkiem Morientiego. Mający za sobą wiele miesięcy tresury Akki pojął z miejsca intencje swego pana, kłapnął śnieżnobiałymi zębami łapiąc nimi za tobół i wyrywając go wdzięcznym targnięciem głowy z dłoni elfa. Ciężar bagażu wręcz przygiął zwierzę do nabrzeża, ale muskularne ciało psa podołało wyzwaniu, wystrzeliwując do przodu z szybkością, której uciekający na dwóch kończynach ludzie mogli mu tylko pozazdrościć.

- Jeśliś gotowa od nas odłączyć, nie będę ci miał tego za złe! - rzucił w stronę poczerwieniałej od biegu i płaczu dziewczyny - Lecz bacz na to, że cię ta banda ukrzywdzić gotowa, jeśli im w ręce wpadniesz, nawet miejskim strażnikom!

- Bądź przeklęty, ty elfie ty! - wybuchnęła jeszcze głośniejszym szlochem ciemnowłosa piękność, kładąc szczególnie nieprzyjemny akcent na słowo elf - Jam już ojcu przyobiecała, że się podług wróżki zachowam! Jak mnie do domu tera wrócić bez brzucha?! Toż to wstyd będzie!

- To pędź co sił! - sharamita dyszał już tak ciężko, że ledwie można było jego słowa zrozumieć. Pot, dziwnie na co dzień nie pasujący do wyobrażenia eleganckich i spokojnych elfów, ściekał mu po czole wielkimi kroplami wpadając do oczu i drażniąc je zawartością soli. Młodzieniec obejrzał się ponownie za siebie, na coraz słabszego Goldastha, potem do przodu.

Osmundzki statek tkwił przy kamiennym nabrzeżu, przycumowany do niego sterburtą, wsparty o owinięte grubą warstwą tkaniny odbijacze. Był to duży dwumasztowy galert, o szerokim górnym pokładzie i wysokim dziobie przechodzącym w jakąś rzeźbę, której Hariquiel nie zdążył rozpoznać. Nocujący na nim marynarze musieli z daleka usłyszeć krzyki swych kompanów, zresztą i tak już nie spali pobudzeni rykiem świątynnym rogów. Kilkunastu zeskoczyło na brzeg odwiązując w dzikim pośpiechu liny cumownicze, inni zaś zniknęli pod pokładem sadowiąc się bez wątpienia na ławeczkach wioślarzy.

Biegnący na samym przedzie żeglarze mieli do najbliższego trapu zaledwie kilkanaście metrów, kiedy z jednej z uliczek wypadła pośród stukotu kopyt grupka jeźdźców, szarpiąc na widok uciekających postaci za uzdy koni. Rozpędzone zwierzęta poprzysiadały na zadach, kilka ślizgało się przez chwilę na wilgotnym bruku pośród donośnych przekleństw właścicieli.

- Stać, w imię namiestnika! - huknął donośnie jeden z jeźdźców, rosły mąż w półpancerzu i odkrytym hełmie, wywijający w prawicy długim ciężkim mieczem - Stać, bo będziemy rzezać!

Hariquiel puścił ramię Goldastha, którego właśnie zamierzał wesprzeć siłą swych mięśni, wciągnął w płuca powietrze z sykiem skrajnej desperacji. Jeźdźców było ledwie ośmiu, ale wszyscy mieli nad żeglarzami przewagę wysokości, a w ich dłoniach lśniły odbijające światło pochodni ostrza.

Za plecami elfa w niebo buchnął tryumfalny wrzask pościgu, punktujący radosnym echem krzyki jeźdźca w półpancerzu. Gromada uciekinierów została pochwycona w kleszcze tuż przed celem szaleńczego wyścigu i wszystko wskazywało na to, że bogowie odwrócili od osmundzkich obieżyświatów swe twarze.


Wątek techniczny

Zygi, pies niesie tobołek Morientiego, a dziewczyna jakoś nie chce się odczepić. Znienacka tłum za plecami przestał być problemem, stał się nim zaś tłumek z przodu. Ośmiu jeźdźców w cięższych pancerzach, z mieczami i sprawiających wredne wrażenie. Wyjechali dosłownie na wysokości galerta i jeśli zaczną Was siec, większa część uciekinierów nie zdoła na czas wskoczyć na pokład statku. W tej