Jestem spowrotem.
Jeśli Moriento zobaczy co się działo, lub jeśli dostrzeże uciekających towarzyszy, to bardzo chętnie za nimi podąży. Ale poczekajmy na rozwój wydarzeń
PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Dobiegające do uszu mężczyzn wrzaski ucichły znienacka, toteż zdyszany tęgi sierżant zwolnił kroku sapiąc i ruszając ustami niczym wyrzucona na brzeg ryba. Wszędzie wokół trzaskały otwierane okiennice, coraz więcej zaniepokojonych mieszkańców pojawiało się na ulicy pokrzykując w stronę stróżów prawa albo na siebie wzajemnie. Krążące z ust do ust plotki nabierały coraz bardziej niewiarygodnego kształtu, strasząc miejscowych nagłym najazdem wroga. Jedni twierdzili, że w pałacu dokonano przewrotu, a namiestnik już został ścięty; inni zarzekali się na wszystkie świętości, że podobno do portu wdarli się malauccy piraci. Przysłuchujący się tym bzdurom Moriento wyczuwał w głosach Tahargarczyków rosnącą panikę, widział to też w zdeterminowanych ruchach mieszczan barykadujących swe domostwa i napinających pośpiesznie kusze.
- Bitka to była ani chybi, ale chyba ustała - oświadczył zupełnie niepotrzebnie jeden ze strażników, spoglądając z ukosa na sierżanta - Nie ma co gnać na złamanie karku...
- Trza tych, co się bili ucapić! - warknął podoficer zdejmując z głowy hełm i ocierając mokre od potu czoło - Prawo jest prawem, a tam ktosik je złamał.
Przez strażników przebiegł niechętny pomruk rozczarowania, ale nikt nic więcej nie odrzekł, czując widać respekt przed autorytetem swego dowódcy. Moriento poczuł zimny dreszcz na karku uświadamiając sobie, co czekało go z rąk tych ludzi, gdyby przypadkiem na jaw wyszło, że idący z nimi człek jest w istocie rzeczy jednym ze zbrodzieniów odpowiedzialnych za śmierć lub uszczerbek na zdrowiu tak wielu miejskich strażników.
Niepokojąca cisza została przerwana równie raptownie, co nastała; gdzieś niedaleko buchnęły znów w ciemność nocy dzikie wrzaski i lamenty, wyraźnie świadczące o tym, że jedna ze stron niedawnej bitki postanowiła oddać przeciwnikom pola.
- Żwawo! - ryknął iście niedźwiedzim głosem sierżant, nasadzając ponownie na głowę hełm - A wy, włóczykije, brać po pałce od moich! Dzisiejszej nocy przysłużycie się namiestnikowi, bo będziecie zbrodzieniów pomagali łapać! Jak wam nakażę, możecie pałkami głuszyć, jeno z uczuciem, ubić nikogo wam nie lza!
Wątek techniczny
Tak oto nasz Katańczyk wszedł w posiadanie następnego egzemplarza oręża - solidnej dębowej pałki (model standardowy tabadańskiej straży miejskiej). Co więcej, awansował na początkującego łapacza przestępców, stąd do stopnia kapitana już niedaleka droga!
Dobiegające do uszu mężczyzn wrzaski ucichły znienacka, toteż zdyszany tęgi sierżant zwolnił kroku sapiąc i ruszając ustami niczym wyrzucona na brzeg ryba. Wszędzie wokół trzaskały otwierane okiennice, coraz więcej zaniepokojonych mieszkańców pojawiało się na ulicy pokrzykując w stronę stróżów prawa albo na siebie wzajemnie. Krążące z ust do ust plotki nabierały coraz bardziej niewiarygodnego kształtu, strasząc miejscowych nagłym najazdem wroga. Jedni twierdzili, że w pałacu dokonano przewrotu, a namiestnik już został ścięty; inni zarzekali się na wszystkie świętości, że podobno do portu wdarli się malauccy piraci. Przysłuchujący się tym bzdurom Moriento wyczuwał w głosach Tahargarczyków rosnącą panikę, widział to też w zdeterminowanych ruchach mieszczan barykadujących swe domostwa i napinających pośpiesznie kusze.
- Bitka to była ani chybi, ale chyba ustała - oświadczył zupełnie niepotrzebnie jeden ze strażników, spoglądając z ukosa na sierżanta - Nie ma co gnać na złamanie karku...
- Trza tych, co się bili ucapić! - warknął podoficer zdejmując z głowy hełm i ocierając mokre od potu czoło - Prawo jest prawem, a tam ktosik je złamał.
Przez strażników przebiegł niechętny pomruk rozczarowania, ale nikt nic więcej nie odrzekł, czując widać respekt przed autorytetem swego dowódcy. Moriento poczuł zimny dreszcz na karku uświadamiając sobie, co czekało go z rąk tych ludzi, gdyby przypadkiem na jaw wyszło, że idący z nimi człek jest w istocie rzeczy jednym ze zbrodzieniów odpowiedzialnych za śmierć lub uszczerbek na zdrowiu tak wielu miejskich strażników.
Niepokojąca cisza została przerwana równie raptownie, co nastała; gdzieś niedaleko buchnęły znów w ciemność nocy dzikie wrzaski i lamenty, wyraźnie świadczące o tym, że jedna ze stron niedawnej bitki postanowiła oddać przeciwnikom pola.
- Żwawo! - ryknął iście niedźwiedzim głosem sierżant, nasadzając ponownie na głowę hełm - A wy, włóczykije, brać po pałce od moich! Dzisiejszej nocy przysłużycie się namiestnikowi, bo będziecie zbrodzieniów pomagali łapać! Jak wam nakażę, możecie pałkami głuszyć, jeno z uczuciem, ubić nikogo wam nie lza!
Wątek techniczny
Tak oto nasz Katańczyk wszedł w posiadanie następnego egzemplarza oręża - solidnej dębowej pałki (model standardowy tabadańskiej straży miejskiej). Co więcej, awansował na początkującego łapacza przestępców, stąd do stopnia kapitana już niedaleka droga!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 29 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Obita, pokrwawiona i szczerze przerażona biegiem wydarzeń tłuszcza rzuciła się do ucieczki na podobieństwo stada psów umykających przed bawołem opasem, pospołu klnąc bluźnierczo i wzywając pomocy wszystkich bez mała bogów. Zaraz też okazało się, że Osmundczycy nie w ciemię byli bici, bo nie czekawszy na polecenia sami rzucili się ratować poturbowanych kompanów, zarzucając ich sobie na plecy i ramiona z zamiarem jak najszybszego odwrotu na nabrzeże. Hariquiel odniósł wrażenie, że nikt z zamorskich żeglarzy nie postradał w nieszczęśliwej bitce życia, ale kilku marynarzy jęczało przeraźliwie lub wisiało z półprzytomnym wzrokiem w ramionach swych druhów.
Goldasth stęknął głucho podnosząc ważące niemało ciało Aldura, ale ustał na nogach; co więcej, kiedy ruszył z miejsca, robił kroki niewiele mniejsze od obciążonego jedynie tobołkami elfa.
- Dobrze nogami przebierajcie, bo pewnikiem zara ktosik się nam na łeby zwali! - wysapał krasnolud dołączając do wycofujących się śpiesznie żeglarzy. Cudzoziemcy pochowali czym prędzej broń, by nie przyciągać niepotrzebnych spojrzeń błyskiem stali, ale i tak ich obszarpane odzienie i ranni kompani sprawiali, że cała grupa aż się prosiła o poszczucie strażą miejską.
- Gdzie ty mnie wleczesz?! - jęknęła z łzami w oczach piękna Tabadanka, ciągnąc za rękaw skórzanej kurty Hariquiela z siłą wystarczającą, by szwy pod pachą puściły z suchym trzaskiem - Mnie wcale w podróż niekwapno! Tyś się miał jeno ze mną przespać, ty uszasty czarownisty przeklętniku!
Szeroko otwarte ciemne oczy dziewczyny skakały od twarzy elfa do jego wciąż spowitej nieziemskimi płomieniami dłoni i z powrotem, przepełnione złością, rozczarowaniem i strachem pospołu.
- Żeś mnie z opresji wybawiła, wciąż żem ci wdzięczny i gotów niebios przychylić, dziewko, ale nie pośrodku ulicy - sarknął sharamita wychwytując doskonałym słuchem pierwsze dźwięki nadciągającej łapaczom odsieczy, pobrzękującej złowróżbnie żelazem broni i pancerzy - Jeśli tedy wciąż ci w głowie stan brzemienny, musisz ze mną na tę osmundzką krypę! Jak już z portu wypłyniemy, okażę ci swą wdzięczność, a i pewnie parę rzeczy ciekawych nauczę.
- Kiedy ty przed świtem obwieszony zostaniesz! - ciemnowłosa piękność aż tupnęła ze złości obutą w wąski trzewik stopką, tryskając z oczu iskrami - Tako wróżka powiedziała: obwieszony przed świtaniem na konopnej linie! Tedy kiedy się pokładać będziem?!
Wątek techniczny
Sytuacja wciąż napięta, trzeba brać nogi czym prędzej, a piękna wybawczyni elfa wciąż tylko o jednym! Co do Goldastha, nie będę utrudniał sprawy, doniesie ciało Aldura do statku. Jakieś dodatkowe deklaracje? Zygi, gasisz już rękę?
Obita, pokrwawiona i szczerze przerażona biegiem wydarzeń tłuszcza rzuciła się do ucieczki na podobieństwo stada psów umykających przed bawołem opasem, pospołu klnąc bluźnierczo i wzywając pomocy wszystkich bez mała bogów. Zaraz też okazało się, że Osmundczycy nie w ciemię byli bici, bo nie czekawszy na polecenia sami rzucili się ratować poturbowanych kompanów, zarzucając ich sobie na plecy i ramiona z zamiarem jak najszybszego odwrotu na nabrzeże. Hariquiel odniósł wrażenie, że nikt z zamorskich żeglarzy nie postradał w nieszczęśliwej bitce życia, ale kilku marynarzy jęczało przeraźliwie lub wisiało z półprzytomnym wzrokiem w ramionach swych druhów.
Goldasth stęknął głucho podnosząc ważące niemało ciało Aldura, ale ustał na nogach; co więcej, kiedy ruszył z miejsca, robił kroki niewiele mniejsze od obciążonego jedynie tobołkami elfa.
- Dobrze nogami przebierajcie, bo pewnikiem zara ktosik się nam na łeby zwali! - wysapał krasnolud dołączając do wycofujących się śpiesznie żeglarzy. Cudzoziemcy pochowali czym prędzej broń, by nie przyciągać niepotrzebnych spojrzeń błyskiem stali, ale i tak ich obszarpane odzienie i ranni kompani sprawiali, że cała grupa aż się prosiła o poszczucie strażą miejską.
- Gdzie ty mnie wleczesz?! - jęknęła z łzami w oczach piękna Tabadanka, ciągnąc za rękaw skórzanej kurty Hariquiela z siłą wystarczającą, by szwy pod pachą puściły z suchym trzaskiem - Mnie wcale w podróż niekwapno! Tyś się miał jeno ze mną przespać, ty uszasty czarownisty przeklętniku!
Szeroko otwarte ciemne oczy dziewczyny skakały od twarzy elfa do jego wciąż spowitej nieziemskimi płomieniami dłoni i z powrotem, przepełnione złością, rozczarowaniem i strachem pospołu.
- Żeś mnie z opresji wybawiła, wciąż żem ci wdzięczny i gotów niebios przychylić, dziewko, ale nie pośrodku ulicy - sarknął sharamita wychwytując doskonałym słuchem pierwsze dźwięki nadciągającej łapaczom odsieczy, pobrzękującej złowróżbnie żelazem broni i pancerzy - Jeśli tedy wciąż ci w głowie stan brzemienny, musisz ze mną na tę osmundzką krypę! Jak już z portu wypłyniemy, okażę ci swą wdzięczność, a i pewnie parę rzeczy ciekawych nauczę.
- Kiedy ty przed świtem obwieszony zostaniesz! - ciemnowłosa piękność aż tupnęła ze złości obutą w wąski trzewik stopką, tryskając z oczu iskrami - Tako wróżka powiedziała: obwieszony przed świtaniem na konopnej linie! Tedy kiedy się pokładać będziem?!
Wątek techniczny
Sytuacja wciąż napięta, trzeba brać nogi czym prędzej, a piękna wybawczyni elfa wciąż tylko o jednym! Co do Goldastha, nie będę utrudniał sprawy, doniesie ciało Aldura do statku. Jakieś dodatkowe deklaracje? Zygi, gasisz już rękę?
Sam efekt trwał będzie 5 rund, więc już pewnie sama dogasła, jeśli jednak nie to zaciskając dłoń w pięść nie tyle "zgaszę ogień" co przyjmę jego moc ponownie do siebie, w końcu sharamicie nie przystoi nic gasić.
- Wróżka nie mówiła nic o który ranek chodzi, więc wybacz że Cię rozczarowuję, jednak nie spieszno mi zaciskać cokolwiek wokół szyi. Wystarczy emocji na dziś i nie masz co w płacz czy złość wpadać, bo to jeno na zdrowiu się odbije, jako wszystkie smutki. Ruszmy na statek, a tam będzie jako rzekłem - pomyśl ile lin na statku znajdziesz, może to nie o wisielca chodziło, a o elfa żagle wciągającego - rzucił elf lekko już zirytowany, jednak wciąż próbujący zachować pełną sympatię w głosie. - Ruszajmy szybko, bo i z przyjemności i z dziecka nic nie będzie, a jak tłuszcza wróci to pewnie i na linie nie będzie co wieszać..
- Wróżka nie mówiła nic o który ranek chodzi, więc wybacz że Cię rozczarowuję, jednak nie spieszno mi zaciskać cokolwiek wokół szyi. Wystarczy emocji na dziś i nie masz co w płacz czy złość wpadać, bo to jeno na zdrowiu się odbije, jako wszystkie smutki. Ruszmy na statek, a tam będzie jako rzekłem - pomyśl ile lin na statku znajdziesz, może to nie o wisielca chodziło, a o elfa żagle wciągającego - rzucił elf lekko już zirytowany, jednak wciąż próbujący zachować pełną sympatię w głosie. - Ruszajmy szybko, bo i z przyjemności i z dziecka nic nie będzie, a jak tłuszcza wróci to pewnie i na linie nie będzie co wieszać..
Nemo Me Impune Lacessit..