Wątek techniczny
Zygi, bardzo ładnie rozpisana deklaracja! Jeśli o Ciebie chodzi, mam komplet informacji, ale zaczekam jeszcze chwilę na Avnara i Goldwina. Lada dzień wróci też Tzeentch i mam nadzieję, że ruszy się również akcja poświęcona Morientiemu!
Jeśli Avnar i Goldwin nic dzisiaj nie napiszą, przyjmę, że ich postacie będą się biernie bronić, bez odwołań do zdolności profesyjnych czy czarów.
Rzut taktyczny na potencjalne pole bitwy: czternastu żeglarzy z ostrą stalą kontra prawie trzydziestu mieszczan, w większości miejscowych łotrzyków, dzierżących przeróżny oręż. Nie widać ani śladu przedstawicieli prawa, ale też tylko patrzeć, kiedy zgiełk i wrzawa ściągnie na miejsce strażników albo żołnierzy.
PBF - Łuski na oczach
Padl mi komp wiec zostala tylko komorka...
Moriento zdal sie na miejscowych drabow. Niechaj oni mowia, aby obcy akcent nie zdradzil przybysza. Gdy trzeba co najwyzej kroktie zdania rzucac bedzie... - Do domu wracam. Zmeczonym po robocie - rzucil wzruszajac ramionami. Pilnowal tylko aby stal nie blyszczala.
Moriento zdal sie na miejscowych drabow. Niechaj oni mowia, aby obcy akcent nie zdradzil przybysza. Gdy trzeba co najwyzej kroktie zdania rzucac bedzie... - Do domu wracam. Zmeczonym po robocie - rzucil wzruszajac ramionami. Pilnowal tylko aby stal nie blyszczala.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Słysząc zdawkowe wyjaśnienia Katańczyka strażnicy przenieśli podejrzliwy wzrok na dwóch stojących z niewinnymi minami drabów, wciąż nie odwieszając na pasy swych pałek.
- Prawdziwie rzecze ten nasz druh, panie oficerze - odparł natychmiast ten, który chwilę wcześniej dobył na Morientiego kordelasa - Chwilkę my tu rozprawiali jak nam dzionek minął, ażeście nas podeszli tak chwacko.
- Chwilkę żeście o dzionku rozprawiali? - powtórzył złym głosem sierżant - Przecie zara świtać będzie! Nie łżyjcie mi tutaj, bo wam grzbiety nakażę wygarbować! Cosik mi się widzi, żeście zwykłe uliczne kradzieje!
- Panie, na wszystkich bogów miłosiernych, nie bijcie! - zawrzasnął fałszywie piskliwym głosem drugi z łotrzyków, składając dłonie niczym do modlitwy - Pomiłujcie, a nie krzywdźcie niewinnych!
- Stul gębę, włóczykiju, bo mnie uszyska od tych jęków bolą - parsknął podoficer unosząc władczo rękę i ucinając tym gestem błagania rzezimieszka - Wasze szczęście, że my dzisiaj po nocy wielkich zbrodzieniów ścigamy, tedy się nam do pomocy zdacie. Dajcie im parę pochodni, niechaj po kątach świecą.
Na nic się zdały protesty obu opryszków. Szturchnięci kilka razy przez strażników umilkli w końcu, biorąc posłusznie w dłonie wręczone im łuczywa i odpalając je od pochodni jednego ze stróżów prawa.
- Bierz i ty - sarknął na nieruchomego Morientiego sierżant - Będziem szukali zbiegów, co pomordowali tuzin strażników miejskich, a w miasto uciekli. Mało kto pośpi tej nocy, bo już przyszły rozkazy z pałacu namiestnika, coby od poszukiwań nie odstąpić, póki się ich nie schwyta.
- Toż to dopiero! - stęknął szczerze zdumiony opryszek - A co to za zbrodzienie, panie? I siła ich?
- Powiada się, że to cała dzika banda. Wszyscy oni elfy z Osmundu, a na dodatek jeszcze krasnoludy. Ubili zacnego rajcę Raffura i jego służbę, puścili z dymem faktorię, ale podobno chcieli całe miasto spalić. Oj, będą z nich skórę darli kaci, pomalutku, po kawałeczku, a czerwonym żelazem przypiekać.
- A dużo dają za ich głowy, panie? - zainteresował się natychmiast drugi rzezimieszek, z chciwym błyskiem w ciemnych, oświetlonych blaskiem pochodni oczach - Jakowaś nagroda?
- Dla ciebie, poćpiego, nagrodą samą w sobie jest to, że nam możesz pomóc - warknął nieprzyjaźnie sierżant - Dalej, koniec mielenia ozorem, trza szukać tych drani nim ktoś nas ubiegnie!
Wątek techniczny
Tzeentch niewątpliwie się ucieszył, że Moriento nie jest już sam i może podróżować ciemnymi ulicach bez ryzyka, iż ktoś ponownie go napadnie. Szkopuł w tym, że odłączenie się od towarzyszy spaceru może zostać przez nich bardzo źle odebrane. Jakieś nowe deklaracje?
Słysząc zdawkowe wyjaśnienia Katańczyka strażnicy przenieśli podejrzliwy wzrok na dwóch stojących z niewinnymi minami drabów, wciąż nie odwieszając na pasy swych pałek.
- Prawdziwie rzecze ten nasz druh, panie oficerze - odparł natychmiast ten, który chwilę wcześniej dobył na Morientiego kordelasa - Chwilkę my tu rozprawiali jak nam dzionek minął, ażeście nas podeszli tak chwacko.
- Chwilkę żeście o dzionku rozprawiali? - powtórzył złym głosem sierżant - Przecie zara świtać będzie! Nie łżyjcie mi tutaj, bo wam grzbiety nakażę wygarbować! Cosik mi się widzi, żeście zwykłe uliczne kradzieje!
- Panie, na wszystkich bogów miłosiernych, nie bijcie! - zawrzasnął fałszywie piskliwym głosem drugi z łotrzyków, składając dłonie niczym do modlitwy - Pomiłujcie, a nie krzywdźcie niewinnych!
- Stul gębę, włóczykiju, bo mnie uszyska od tych jęków bolą - parsknął podoficer unosząc władczo rękę i ucinając tym gestem błagania rzezimieszka - Wasze szczęście, że my dzisiaj po nocy wielkich zbrodzieniów ścigamy, tedy się nam do pomocy zdacie. Dajcie im parę pochodni, niechaj po kątach świecą.
Na nic się zdały protesty obu opryszków. Szturchnięci kilka razy przez strażników umilkli w końcu, biorąc posłusznie w dłonie wręczone im łuczywa i odpalając je od pochodni jednego ze stróżów prawa.
- Bierz i ty - sarknął na nieruchomego Morientiego sierżant - Będziem szukali zbiegów, co pomordowali tuzin strażników miejskich, a w miasto uciekli. Mało kto pośpi tej nocy, bo już przyszły rozkazy z pałacu namiestnika, coby od poszukiwań nie odstąpić, póki się ich nie schwyta.
- Toż to dopiero! - stęknął szczerze zdumiony opryszek - A co to za zbrodzienie, panie? I siła ich?
- Powiada się, że to cała dzika banda. Wszyscy oni elfy z Osmundu, a na dodatek jeszcze krasnoludy. Ubili zacnego rajcę Raffura i jego służbę, puścili z dymem faktorię, ale podobno chcieli całe miasto spalić. Oj, będą z nich skórę darli kaci, pomalutku, po kawałeczku, a czerwonym żelazem przypiekać.
- A dużo dają za ich głowy, panie? - zainteresował się natychmiast drugi rzezimieszek, z chciwym błyskiem w ciemnych, oświetlonych blaskiem pochodni oczach - Jakowaś nagroda?
- Dla ciebie, poćpiego, nagrodą samą w sobie jest to, że nam możesz pomóc - warknął nieprzyjaźnie sierżant - Dalej, koniec mielenia ozorem, trza szukać tych drani nim ktoś nas ubiegnie!
Wątek techniczny
Tzeentch niewątpliwie się ucieszył, że Moriento nie jest już sam i może podróżować ciemnymi ulicach bez ryzyka, iż ktoś ponownie go napadnie. Szkopuł w tym, że odłączenie się od towarzyszy spaceru może zostać przez nich bardzo źle odebrane. Jakieś nowe deklaracje?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Noc 28 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, dzielnica portowa
Gniewnie wykrzyczane słowa podziałały na tłumek niczym dźgnięcie konia ostrogami. Jeśli nawet byli pośród motłochu mieszczanie wahający się przed dalszą przemocą lub zbyt bojaźliwi, by stawić czoła zbrojnym w ostrą stal zamorszczykom, widok kilku skaczących do przodu drabów pociągnął za sobą całą resztę. Osmundzcy żeglarze ledwie zdążyli podnieść kordelasy, kiedy tłuszcza wpadła na nich wyjąc niczym sfora dzikich drapieżników, szarpiąc za włosy i ubrania, tłukąc pięściami i kawałkami desek, dźgając na oślep nożami. Wrzask i szczęk żelaza poniósł się daleko ulicami dzielnicy, budząc popłoch w najbliższych domostwach. Trzasnęły otwierane śpiesznie okiennice, ponad krzyki walczących wzbiło się wołanie o pomoc.
Osmundczycy byli twardymi ludźmi, nie sposób im tego było odmówić. W przeciwieństwie do zaprawionych w ulicznych bójkach opryszków mieli za sobą bitewne doświadczenie wyniesione z wielu rejsów po niebezpiecznych wodach, z abordaży i nadbrzeżnych rajdów. Ich kordelasy i krótkie miecze błyskały w półmroku rozjaśnionym poświatą łuczyw, wbijając się w brzuchy i uda tłuszczy, odrąbując zaciśnięte na marynarskim odzieniu palce i tnąc po gorzejących nienawiścią oczach. Człowiek w rozchełstanej koszuli ściągnął miecz z pleców tnąc nim od razu w jednym płynnym ruchu i oddzielając od ciała prawicę prowodyra na wysokości łokcia. Krew obryzgała szerokim strumieniem twarze Hariquiela i towarzyszącej mu dziewczyny, przeraźliwy krzyk Tabadanki poniósł się ponad głowami walczącej zajadle gęstwy ciał.
- Przestańcie! - wrzasnął na całe gardło elf, zasłaniając swym ciałem kobietę - W imię Bogini Wiecznego Ognia, zaklinam was, abyście zaprzestali tej rzeźby!
Wątek techniczny
Zgodnie z deklaracją spróbuję wpierw numeru z Nietykalnością. Zygi, sprawdź proszę PW.
Gniewnie wykrzyczane słowa podziałały na tłumek niczym dźgnięcie konia ostrogami. Jeśli nawet byli pośród motłochu mieszczanie wahający się przed dalszą przemocą lub zbyt bojaźliwi, by stawić czoła zbrojnym w ostrą stal zamorszczykom, widok kilku skaczących do przodu drabów pociągnął za sobą całą resztę. Osmundzcy żeglarze ledwie zdążyli podnieść kordelasy, kiedy tłuszcza wpadła na nich wyjąc niczym sfora dzikich drapieżników, szarpiąc za włosy i ubrania, tłukąc pięściami i kawałkami desek, dźgając na oślep nożami. Wrzask i szczęk żelaza poniósł się daleko ulicami dzielnicy, budząc popłoch w najbliższych domostwach. Trzasnęły otwierane śpiesznie okiennice, ponad krzyki walczących wzbiło się wołanie o pomoc.
Osmundczycy byli twardymi ludźmi, nie sposób im tego było odmówić. W przeciwieństwie do zaprawionych w ulicznych bójkach opryszków mieli za sobą bitewne doświadczenie wyniesione z wielu rejsów po niebezpiecznych wodach, z abordaży i nadbrzeżnych rajdów. Ich kordelasy i krótkie miecze błyskały w półmroku rozjaśnionym poświatą łuczyw, wbijając się w brzuchy i uda tłuszczy, odrąbując zaciśnięte na marynarskim odzieniu palce i tnąc po gorzejących nienawiścią oczach. Człowiek w rozchełstanej koszuli ściągnął miecz z pleców tnąc nim od razu w jednym płynnym ruchu i oddzielając od ciała prawicę prowodyra na wysokości łokcia. Krew obryzgała szerokim strumieniem twarze Hariquiela i towarzyszącej mu dziewczyny, przeraźliwy krzyk Tabadanki poniósł się ponad głowami walczącej zajadle gęstwy ciał.
- Przestańcie! - wrzasnął na całe gardło elf, zasłaniając swym ciałem kobietę - W imię Bogini Wiecznego Ognia, zaklinam was, abyście zaprzestali tej rzeźby!
Wątek techniczny
Zgodnie z deklaracją spróbuję wpierw numeru z Nietykalnością. Zygi, sprawdź proszę PW.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: