Ulice miasta, Tahar-gar
Wstrzymując oddech i zapierając się jednocześnie podeszwami butów o deski wozu, Moriento wymacał palcami rękojeść noża, po czym ostrożnie ją pochwycił, zasłaniając ostrze przed wzrokiem strażników własnymi podciągniętymi pod brodę nogami. Gdyby podjął się tak zuchwałej próby ucieczki za dnia, nie miałaby ona najmniejszych szans powodzenia, ale teraz sprzyjała mu zarówno ciemność nocy jak i wyraźna łaskawość boskiego patrona. Wiszące na zbiegach ulic olejne lampy rozświetlały wąskie ulice miasta mdła poświata, która wystarczała woźnicy do powożenia, ale nie pozwalała spostrzec zbyt wielu szczegółów w zalegającym pomiędzy ścianami wysokich budynków mroku. Katańczyk dziękował w duchu opatrzności, że wszyscy strażnicy miejscy bez wyjątku byli ludźmi czystej krwi, pozbawionymi zdolności widzenia w ciemnościach charakterystycznej dla tych mieszańców, w których żyłach płynęła domieszka krwi orków.
Zaciskając zęby poruszył kilkakrotnie ostrzem noża, a ostra jak brzytwa klinga przecięła rzemień niczym bochenek miękkiego chleba, omal nie pozbawiając mężczyzny przy okazji kciuka. Nie zważając na rozcięty naskórek Moriento wsunął nóż z powrotem za swe buty, palcami jednej dłoni przytrzymując przecięte pęta tak, by w oczach strażników wciąż sprawiały wrażenie nienaruszonych.
Odzyskał swobodę ruchu, ale wciąż tkwił na rozpędzonym zaprzęgu w otoczeniu ośmiu tabadańskich strażników, którzy wyraźnie się przejęli śmiercią rodaka z rąk rzekomych najemnych zbirów. Zaprzęg mknął uliczkami na złamanie karku, od dłuższej chwili znajdując się w ruchu i z każdym uderzeniem serca przybliżając więźniów do spotkania z królewskimi katami. Moriento nie miał pojęcia, jaki właściwie plan miał Hariquiel, ale na pewno nie podzielał spokoju ducha elfa. Katańczyk już dawno przekonał się, że bogowie sprzyjają tym, którzy biorą inicjatywę we własne ręce, a nie czekają biernie na pomoc z zaświatów.
Wątek techniczny
Przyjąłem do wiadomości deklarację ucieczki i niebawem wezmę się do jej rozliczania, ale wpierw muszę wiedzieć, komu skrycie podasz nóż. Z lewej masz krasnoluda, z prawej Aldura. Elf wylądował na wozie jako ostatni, toteż siedzi oparty o lewą burtę w przeciwieństwie do Was, przyciskających plecy do kozła. Tzeentch, Morienti zauważa wyraźne wahanie Aldura, który sprawia wrażenie takie jakby wolał nie próbować ucieczki. Następne deklaracje? (czas ucieka).
PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Ulice miasta, Tahar-gar
Ulica zaczęła się w pewnej chwili piąć zauważalnie w górę, opuszczając gęstą zabudowę portowej dzielnicy i zmierzając ostrymi zakosami ku posiadłościom bogatszych Tahargarczyków wzniesionym na górujących nad portem wzgórzach. Moriento zerknął w bok spozierając wprost na labirynt grząskich błotnistych uliczek, zaułków, opłotków i szop tworzących przylegającą do portu dzielnicę biedoty, oszacował w myślach swe szanse na nagłą ucieczkę. Zaprzęg zwolnił na stromym podjeździe, toteż zeskok z niego nie groził już pewnym połamaniem wszystkich kości. Od plątaniny tonących w mroku ścieżek i nędznych lepianek dzieliła go jedynie porośnięta trawą skarpa.
Katańczyk napiął mięśnie gotowiąc się do działania...
Wątek techniczny
Pozornie najdogodniejszy moment do ucieczki, bo później będzie już zdecydowanie trudniej. Zaprzęg zwolnił i jedzie ukośnie wzdłuż stromego wzniesienia. Strażnicy zdają się zbierać emocjonalnie po szaleńczym pierwszym etapie jazdy, toteż ich czujność uległa pewnemu stępieniu. Ponieważ Tzeentch deklarował wcześniej nękanie koni Magicznymi Pociskami czy też inne akty sabotażu, bardzo poproszę o dokładne rozpisanie ucieczki krok po kroku, żebym wiedział co kiedy testować.
Ulica zaczęła się w pewnej chwili piąć zauważalnie w górę, opuszczając gęstą zabudowę portowej dzielnicy i zmierzając ostrymi zakosami ku posiadłościom bogatszych Tahargarczyków wzniesionym na górujących nad portem wzgórzach. Moriento zerknął w bok spozierając wprost na labirynt grząskich błotnistych uliczek, zaułków, opłotków i szop tworzących przylegającą do portu dzielnicę biedoty, oszacował w myślach swe szanse na nagłą ucieczkę. Zaprzęg zwolnił na stromym podjeździe, toteż zeskok z niego nie groził już pewnym połamaniem wszystkich kości. Od plątaniny tonących w mroku ścieżek i nędznych lepianek dzieliła go jedynie porośnięta trawą skarpa.
Katańczyk napiął mięśnie gotowiąc się do działania...
Wątek techniczny
Pozornie najdogodniejszy moment do ucieczki, bo później będzie już zdecydowanie trudniej. Zaprzęg zwolnił i jedzie ukośnie wzdłuż stromego wzniesienia. Strażnicy zdają się zbierać emocjonalnie po szaleńczym pierwszym etapie jazdy, toteż ich czujność uległa pewnemu stępieniu. Ponieważ Tzeentch deklarował wcześniej nękanie koni Magicznymi Pociskami czy też inne akty sabotażu, bardzo poproszę o dokładne rozpisanie ucieczki krok po kroku, żebym wiedział co kiedy testować.
Będę skakał kiedy już będzie przyspieszał. Jak napisałem wcześniej powinno to być miejsce, w którym odchodzi jakaś boczna uliczka, żebym mógł od razu tamtędy dawać nogę. W locie albo magiczna siła mająca na celu złagodzenie lądowania, albo lądowanie na zręczność (tylko mi nie mów, że nie wiem, czy ten czar można tak zastosować - jestem profesjonalistą i takie rzeczy, o ile są wykonalne, powinny wchodzić w zakres mojego szkolenia). Na ziemi szybki magiczny pocisk w konia i pełnym gazem spadamy stamtąd.
Plan jest taki, żeby być szybszym od strażników (mam nadzieję, że nie będą w stanie zsiąść z wozu, a jeśli nawet ktoś spadnie to raczej się potłucze, poza tym - zdjęcie kusz i naciagnięcie to przynajmniej kilka rund). Jak będą strzelać to unikać - jak nie to pełny sprint. Jeśli rzucą się w pościg to nieobciążony pancerzami i tak powinienem być szybszy. Domyślam się że ewentualni mieszkańcy raczej będą pomagać straży, więc w miarę możliwości unikam spotkań z ludźmi. W dogodnym momencie, kiedy mnie nikt nie będzie widział chcę spróbować wspiąc się na jakiś balkon, albo lepiej na dachy (do wspiania się raczej czary mi nie pomogą - chociaż nie wiem, jak to rozliczasz ze strony mechaniki). Po dachach kiepsko im będzie mnie ścigać. Pytanie tylko na ile szerokie są boczne uliczki, żebym sam nie zagnał sie na dachu w ślepy zaułek - musze mieć jakąś możliwość dalszej ucieczki.
Jeśli nie dam rady wejść na dachy, ani inaczej unikać pogoni to pozostaje próba szybkiego wydostania się z miasta - jeśli umiem pływac to mogę kierować sie do portu. To spore miasto, muszą tam być jakieś magazyny, w których można kluczyć, w najgorszym wypadku skok do wody i próba schowania się pod nabrzeżami lub wśród łodzi - ale to ostateczność. Jeśli nie umiem pływać to musze dostać się na mury i szybko się z nich spuścić... lub chociaż przywiązac linę i udawać że uciekłem zaszywając się jednocześnie w jakimś zaułku, żeby szukali mnie gdzie indziej... ale to wszystko pieśń przyszłości :p
O taki opis ci chodziło?
Plan jest taki, żeby być szybszym od strażników (mam nadzieję, że nie będą w stanie zsiąść z wozu, a jeśli nawet ktoś spadnie to raczej się potłucze, poza tym - zdjęcie kusz i naciagnięcie to przynajmniej kilka rund). Jak będą strzelać to unikać - jak nie to pełny sprint. Jeśli rzucą się w pościg to nieobciążony pancerzami i tak powinienem być szybszy. Domyślam się że ewentualni mieszkańcy raczej będą pomagać straży, więc w miarę możliwości unikam spotkań z ludźmi. W dogodnym momencie, kiedy mnie nikt nie będzie widział chcę spróbować wspiąc się na jakiś balkon, albo lepiej na dachy (do wspiania się raczej czary mi nie pomogą - chociaż nie wiem, jak to rozliczasz ze strony mechaniki). Po dachach kiepsko im będzie mnie ścigać. Pytanie tylko na ile szerokie są boczne uliczki, żebym sam nie zagnał sie na dachu w ślepy zaułek - musze mieć jakąś możliwość dalszej ucieczki.
Jeśli nie dam rady wejść na dachy, ani inaczej unikać pogoni to pozostaje próba szybkiego wydostania się z miasta - jeśli umiem pływac to mogę kierować sie do portu. To spore miasto, muszą tam być jakieś magazyny, w których można kluczyć, w najgorszym wypadku skok do wody i próba schowania się pod nabrzeżami lub wśród łodzi - ale to ostateczność. Jeśli nie umiem pływać to musze dostać się na mury i szybko się z nich spuścić... lub chociaż przywiązac linę i udawać że uciekłem zaszywając się jednocześnie w jakimś zaułku, żeby szukali mnie gdzie indziej... ale to wszystko pieśń przyszłości :p
O taki opis ci chodziło?