PBF - Łuski na oczach
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Portowa komendantura straży miejskiej, Tahar-gar
Katanicki kapłan chrząknął ponownie, znacząco i na tyle głośno, by natychmiast spojrzenia wszystkich obecnych w pomieszczeniu pobiegły w jego właśnie stronę. Krzyżując ramiona na piersiach mężczyzna spojrzał na krasnoluda spojrzeniem jeszcze bardziej wrogim od tego, którym chwilę wcześniej zmierzył elfa oriakański wikariusz.
- Znów fałsz, czcigodny kthanie - oznajmił imrach akcentując każde wypowiadane przez siebie słowo - Kiedy rzekł, że w faktorii nie byli, wyczułem kłamstwo.
- Wystarczy - odpowiedział komendant Tovnik postukując czubkami palców w krawędź blatu stołu - Przewieźć tych zbrodzieniów do pałacu królewskiego namiestnika, tam się nimi zajmie mistrz małodobry. Świątobliwi kthanowie, dziękuję wam za przybycie i pomoc i życzę spokojnej już nocy.
Trzymani w żelaznym uścisku rąk strażników najmici mogli jedynie patrzeć jak oficerowie straży miejskiej i towarzyszący im człowiek w ciemnych szatach podnoszą się ze swoich miejsc szurając krzesłami.
- Jaki los czeka tych nikczemników, komendancie? - zapytał oriakański kapłan zbierając się do wyjścia, ale ociągając się przy tym zauważalnie.
- Czerwone żelazo rozwiąże języki, które po dobroci prawdy nie zechciały wyjawić - odparł sucho tan Tovnik, kładąc dłoń wymownym gestem na przypasanej do boku szabli - A że wszystko wskazuje na to, iż to właśnie oni odebrali życie czcigodnemu Raffurowi, wieść o tym dotrze jeszcze przed południem do stolicy. Miłościwy król bez wątpienia będzie poruszony śmiercią naszego Raffura, więc wolę nawet nie myśleć o tym, co się tym zbrodzieniom uczyni przed ich straceniem.
- Dziesiętniku, konny zaprzęg z eskortą pod drzwi wejściowe, w trymiga! - zażądał oficer straży zasiadający po prawicy komendanta - Spętać ich, wsadzić na wóz i przewieźć do pałacowych kazamat!
Wątek techniczny
Dobra wiadomość jest taka, że już Was w tej komendanturze nie będą dłużej męczyć. Zła jest taka, że zaraz zostaniecie przewiezieni w miejsce, z którego znacznie trudniej będzie Wam uciec. I teraz wieść gorsza od złej - pętając Was rzemieniami (kajdan ktoś nie zdążył naszykować, pewnie za to beknie) odebrano stosownym osobom również ich amulety z PM (wiem, to boli, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie!).
Generalnie poziom brutalności ze strony strażników bardzo podskoczył (kim właściwie był ten cały Khaled Raffur?).
Katanicki kapłan chrząknął ponownie, znacząco i na tyle głośno, by natychmiast spojrzenia wszystkich obecnych w pomieszczeniu pobiegły w jego właśnie stronę. Krzyżując ramiona na piersiach mężczyzna spojrzał na krasnoluda spojrzeniem jeszcze bardziej wrogim od tego, którym chwilę wcześniej zmierzył elfa oriakański wikariusz.
- Znów fałsz, czcigodny kthanie - oznajmił imrach akcentując każde wypowiadane przez siebie słowo - Kiedy rzekł, że w faktorii nie byli, wyczułem kłamstwo.
- Wystarczy - odpowiedział komendant Tovnik postukując czubkami palców w krawędź blatu stołu - Przewieźć tych zbrodzieniów do pałacu królewskiego namiestnika, tam się nimi zajmie mistrz małodobry. Świątobliwi kthanowie, dziękuję wam za przybycie i pomoc i życzę spokojnej już nocy.
Trzymani w żelaznym uścisku rąk strażników najmici mogli jedynie patrzeć jak oficerowie straży miejskiej i towarzyszący im człowiek w ciemnych szatach podnoszą się ze swoich miejsc szurając krzesłami.
- Jaki los czeka tych nikczemników, komendancie? - zapytał oriakański kapłan zbierając się do wyjścia, ale ociągając się przy tym zauważalnie.
- Czerwone żelazo rozwiąże języki, które po dobroci prawdy nie zechciały wyjawić - odparł sucho tan Tovnik, kładąc dłoń wymownym gestem na przypasanej do boku szabli - A że wszystko wskazuje na to, iż to właśnie oni odebrali życie czcigodnemu Raffurowi, wieść o tym dotrze jeszcze przed południem do stolicy. Miłościwy król bez wątpienia będzie poruszony śmiercią naszego Raffura, więc wolę nawet nie myśleć o tym, co się tym zbrodzieniom uczyni przed ich straceniem.
- Dziesiętniku, konny zaprzęg z eskortą pod drzwi wejściowe, w trymiga! - zażądał oficer straży zasiadający po prawicy komendanta - Spętać ich, wsadzić na wóz i przewieźć do pałacowych kazamat!
Wątek techniczny
Dobra wiadomość jest taka, że już Was w tej komendanturze nie będą dłużej męczyć. Zła jest taka, że zaraz zostaniecie przewiezieni w miejsce, z którego znacznie trudniej będzie Wam uciec. I teraz wieść gorsza od złej - pętając Was rzemieniami (kajdan ktoś nie zdążył naszykować, pewnie za to beknie) odebrano stosownym osobom również ich amulety z PM (wiem, to boli, ale nikt nie obiecywał, że będzie łatwo i przyjemnie!).
Generalnie poziom brutalności ze strony strażników bardzo podskoczył (kim właściwie był ten cały Khaled Raffur?).
- Zaraz, kwila! - zaprotestował zapierając się w miejscu - A może jak już tak chceta wozić to po prawie się dowiemy kto nas tu w co wrabia? Kto nas widział, nawet z psem w jednym miejscu? I kim do jasnej był ten Khaled co o niego tyle krzyku i zafrasowania? Może nie ma co poruszać Miłościwego...
Może coś się tu dowiemy zanim nas wywiozą na wycieczkę.
Może coś się tu dowiemy zanim nas wywiozą na wycieczkę.
Nie wiem czy udało mi się zdjąć amulet z ręki zanim mnie skrępują i schować go, np z tyłu pasem, czy w rękawie, ew. wrzucić do spodni... (wcześniej deklarowałem, że 1 amulat mam zawieszony na nadgarstku). A wszytsko to zabarwione grą aktorską
Słysząc słowa komendanta Moriento rymsnął na kolana i złożył dłonie jak do modlitwy - Panie miłościwy, na bogów wszystkich zaklinam, żeśmy Raffura nie zabili. Że prawdę mówię, każden z tych kapłanów poświacz... uff - stęknął i nakrył się rękami otrzymując cios od strażnika.
Słysząc słowa komendanta Moriento rymsnął na kolana i złożył dłonie jak do modlitwy - Panie miłościwy, na bogów wszystkich zaklinam, żeśmy Raffura nie zabili. Że prawdę mówię, każden z tych kapłanów poświacz... uff - stęknął i nakrył się rękami otrzymując cios od strażnika.