PBF - Łuski na oczach

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 10 lipca 2011, 23:23

- Znajomość ludzi u waszeci nieprzeciętna, albowiem do Tabadanu już przed wielu laty przybyłem i mniemałem, że akcent mam niezgoszy. Widać jednak, że oko w ocenie macie wprawne. Przybyłem tu, bowiem miłością do orkowych władyków na Orkusie nie pałam, to jedno. A drugie, że świat szeroki podziwiać i ludzi nowych poznawać lubię - tu zerknął wymownie na krążące w okolicy służki. - Historii ciekwaych opowiedzieć mogę wiele... a ile w nich prawdy samu zdecydować musicie - kontynuował z uśmiechem.

Chętnie napiję się piwa i jeśli wpadnie szansa na jakiś zarobek to skorzystam bez wahania. Jeśli jednak ma to być taka sobie gadka, to wolę skorzystać z uroków którejś z usługujących dziewcząt.
Co do interioru - wolałbym zostać w mieście, ponownie jednak staje sprawa kasy - brzęczący trzos zmienia perspektywę...


Znów spóźniony post...
Ostatnio zmieniony 10 lipca 2011, 23:29 przez tzeentch, łącznie zmieniany 1 raz.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 10 lipca 2011, 23:28

- Intersujące rzeczy prawisz. Wszędzie znajdą się tacy, dla których złoto w kabzie ważniejsze jest niż dobrobyt ludzi w mieście mieszkających. Smutne to, lecz prawdziwe. Ale jeśli wiesz, gdzie problem leży, to i rozwiązanie się znajdzie. Powiadasz, że to bolesny problem, to i rozwiązanie takież być powinno... - tym razem bardziej złośliwy uśmiech pojawił się na twarzy Moriento.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 lipca 2011, 23:41

27 bakis-ranu 9454, Tahar-gar, Tabadan

Jerud Orres i Moriento skrzyżowali spojrzenia badając się wzajemnie wzrokiem, potem tabadański szlachcic pokiwał z aprobatą głową.

- Przeczucie mnie nie myliło, kiedym się zdecydował dosiąść - powiedział mężczyzna w czerni - Przyjaciele mojego przyjaciela byliby niezmiernie zadowoleni wiedząc, żem na was natrafił. Są to hojni panowie, którym wielce się nie podoba to, co ów kupiec czyni w majestacie prawa. Za handel z Osmundczykami nic mu przed namiestnikiem królewskim uczynić nie można, ale pokarać srodze jak najbardziej, zwłaszcza że wyjechał właśnie z Tahar-garu do stolicy, wydawać złoto na krzywdzie tutejszych zarobione.

- Rzeknij zatem jak mu zaszkodzić i za ile? - zapytał wprost Moriento splatając dłonie palcami.

- Dwadzieścia dinonirów dla każdego, jeśli jeszcze tej nocy puścicie z dymem jego faktorię - odparł cicho Jerud Orres - Pewnikiem paru pachołków jej strzeże pod nieobecność pryncypała, tym wszakże nic więcej stać się nie może jak jeno gęby obite, a siniaki pod oczami. Przemawiam do was nie w imeniu morderców, jeno ludzi niezadowolonych z kupieckich praktyk. Jeśli który pachołek by tę awanturę życiem miał przypłacić, wam nic z zapłaty, a pewnikiem i katowskie żelazo wam w oczy zaświeci.

Szlachcic umilkł na chwilę czekając, aż jego słowa dobrze zapadną w pamięć słuchaczy.

- Nie jest to też robota dla takowych, co jęzorami mielić lubią. Jeśli was złoto interesuje, a tajemnicę umiecie zachować i do zarzynania ludzi was zbytnio nie ciągnie, trafnie żem wybrał. Inakszy pozwólcie, że was pożegnam, wieczór już bowiem późny.

tzeentch
Reactions:
Posty: 466
Rejestracja: 05 czerwca 2009, 12:51

Post autor: tzeentch » 11 lipca 2011, 07:02

- Rzeknij jeno ilu pachołków we faktorii siedzi, cobyśmy rachunek odpowiedni poczynili, a nikogo przez przypadek w środku na przypiekanie nie zostawili... I co najważniejsze - kim jest ten narodu zaprzaniec i gdzie onej faktorii szukać.

Zygi
Reactions:
Posty: 164
Rejestracja: 31 grudnia 2008, 15:41

Post autor: Zygi » 11 lipca 2011, 08:58

Elf siedział wyraźnie znudzony rozmową o polityce, choć z grzeczności starał się to ukryć, to poznać się dało, iż bardziej go interesowały lokalne problemy niż decyzje królów, czy znajomi znajomych..
- Cóż, oferta rzeczywiście hojna niezmiernie jest panie, jednak jak sam wspomniałeś, widok brodatego woja, powszechny dość tu nie jest. Także Akki mógłby zostać przez pachołków później rozpoznany. Owszem, domyślam się, że towarzysze podróży potrafiliby im szepnąć radę lub dwie, przykładając ostrze do szyi, jednak czasem lojalność takiego pachołka może być przeszkodą. Rozumiesz chyba, że nie chcielibyśmy w lochu spędzić kolejnego dnia. - spokojnym tonem zaczął Hariquiel - Ufam, że wśród licznych przyjaciół i ich przyjaciół znajdzie się ktoś, kto strażnikom szepnie, iż tej nocy, rejon magazynu onego kupca omijać trzeba raczej, dobrze by jednak było, gdyby się znalazło kilku innych pachołków, którzy wcześniej z pilnującymi ze 2 beczki trunku wychylili, a później może i do bitki doszło -- tak, by wytłumaczyć i ich siniaki, i małą wiarygodność, gdy napastników opisywać będą. Zresztą świadkowie widzący ans całą noc w karczmie też są mile widziani. Bo sam magazyn zająć mógłby się przez przypadek, a może to jakaś usterka przy wędzeniu ryb spowodowała cały ten zapłon. - wyszeptał z niekrytą nutą zadowolenia i uśmiechem, w kącie delikatnych ust elf, wciąż prawą ręką psa głaszcząc. Oczy Hariquiela wbiły się niemal w oczy Orresa, czekając na kiwnięcie głową lub inny znak potwierdzający te 'ustalenia'.
- Nie znam się też na karczmach, jednak zawsze uważałem, że gdzie 2 świadków, tam i 4 nowe plotki. A dla dobra znajomych, twych znajomych panie - powiedział nie kryjąc sarkazmu - lepiej by nie było obserwatorów naszego dogadania się - rozejrzał się trochę po karczmie elf, nie przerywając swego wywodu. - Zawsze możemy rozejść się w sytuacji, gdy zawiedziony jesteś nie pozyskaniem Akkiego i nikt tego kryć nie musi, ba, możesz nawet szepnąć słówko lub dwa karczmarce, by spróbowała nas do sprzedaży psa przekonać - tu elf urwał nagle i niemal parsknął śmiechem, patrząc na towarzyszy - Moriento z pewnością będzie zadowolony..

Jeśli chodzi o interior, to jeśli z nocną robotą komplikacji nie będzie, to rankiem można się pod bramę wybrać i zabrać z kolejnym transportem. Chyba, że będzie propozycja przedłużenia współpracy z szeroką siecią znajomych.
Nemo Me Impune Lacessit..

Goldwin
Reactions:
Posty: 645
Rejestracja: 08 kwietnia 2009, 19:36

Post autor: Goldwin » 11 lipca 2011, 22:55

Zatarł ręce i uśmiechnął się szeroko. Dobył topora i pogładził delikatnie ostrze spoglądając przed siebie w zamyśleniu.
- Dobrze prawicie Panie, a i ylf godnie rzecze, trza mu posłuch dać. Gdyby tak jeszcze co pachołom do wina dolać, dyć jeśli stal ma ich nie tknąć, pospali by się przednio...
Zmarszczył czoło, popukał sękatym paluchem po stole dodając z miną mającą zapewne przypominać grymasy niewinnego psiaka.
- Tedy lampa oliwna mogłaby się łacniej stłuc i niezamierzonego kura nocną porą wywołać!
Rozejrzał się czujnie dookoła, zerknął uważnie na towarzyszy popatrując ku każdemu z osobna.
- Piszem się zatem na nocną wyprawę? Rankiem gdy świt wstanie możem już udawać niewinnych, patyki transportować...
Unosząc kufel wyciągnął przed siebie.
- Przepijem na ugody dokonanie?
I zaczyna intonować z lekka przepitym głosem biesiadną przyśpiewkę, uśmiechając się błogo:

Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś biesiady i pijaństwa czas.
Gorycz w gardła lejmy strugą,
Jutro naszym wrogiem będzie kac!

Oblizuje się ze smakiem nie przerywając radosnej pieśni i wykrzykuje gromko kolejne słowa klepiąc się po brzuchu:

Hej! Braciszkowie! Zagryzajmy wraz!
Dziś opilstwa i wyżerki czas.
Walczmy sztućcem raz po raz!
Rankiem puścim bełta aż po pas!

Zamyśla się na chwilę licząc na palcach wypite toasty. Upewniwszy się iż nie zaniedbał niczego podejmuje wartko pieśń:

Hej! Braciszkowie! Pijmy wraz!
Dziś leczenia nadszedł czas.
Spirytusu beczkę toczyć nam!
Po zmieszaniu trunków musisz paść!

Mruczy z obrzydzeniem i ponaglając wszystkich dookoła by postawili mu jeszcze jedną kolejkę, śpiewa kolejną zwro