Wątek techniczny
Wycofuję się do naszej kwatery i czekam tam aż do zakończenia starcia. Później będę próbował skontaktować się z którymś z kapitanów lub ich zastępców.
PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Duvik, wczesny poranek
Wrzask, zgiełk i huk żelaza poniósł się piekielną kakofonią wzdłuż ścian wielkiego wąwozu. Wystrzeliwszy z kusz i łuków Duvikanie i Esajanie rzucili się na siebie wzajemnie z dzikim krzykiem, odrzucając nieporęczną broń strzelecką i tłukąc się czym popadnie z szaleńczą zaciekłością. Lekkie pustynne odzienie ludzi zaczęło przesiąkać krwią w miejscach, gdzie ostrza mieczy i włóczni sięgnęły ciał zwalając przeciwników z nóg pośród skowytów bólu i wrzasków agonii. Karawannicy walczyli zajadle niczym stado wygłodzonych wasihanów, napierając na duvikańskich żołnierzy z zupełną pogardą dla swego życia i z imieniem Sharami na ustach. Skupieni za swymi wojownikami mieszkańcy osady, głównie starcy i otroki, kobiety bez broni oraz członkowie starszyzny zaczęli się wycofywać w stronę najbliższych domostw, wykrzykując coś nieskładnie.
Zmierzający chyłkiem w stronę chatki dla gości Skela o mało nie wpadł pod łapy gulmaka, targanego przez Mordila za wodze i gnanego w tym samym kierunku. Goblin obrócił się w siodle na czas, by ujrzeć obalany mocarnymi ramionami Duvikan kupiecki wóz i jakiegoś ubroczonego krwią Esajana zwlekanego z kozła innego zaprzęgu przez miejscowych żołnierzy. Karawannicy zniknęli w ciżbie otaczających ich Duvikan, siekąc i dźgając przeciwników ostrzami swej broni i padając jeden po drugim.
Gdzieś w samym środku tego morderczego zbiegowiska dźwięczał przenikliwy krzyk Eitharta, uwięzionego w ludzkim ścisku i gromko wzywającego walczących na śmierć i życie mężczyzn, by zaprzestali dalszego rozlewu krwi.
- W środkoj! - wrzasnął goblin skacząc z grzbietu gulmaka wprost w pozbawione drzwi wejście do chatki i dopadając w kilku krokach swego posłania. W jego muskularnych rękach pojawił się ozdobiony pękami piór i suszonych kości łuk - Skela, włazita!
Wątek techniczny
W przypadku Mordila i Skeli ucieczka do chatki dla gości nie była problemem, bo od początku deklarowali trzymanie się w oddali od centrum zamieszania. Goblin wylądował za progiem z naciągniętym łukiem, Skela za jego plecami. Jak rozumiem, będziecie cierpliwie czekali na koniec starcia bez względu na to, w którą stronę przechyli się szala zwycięstwa...
Wrzask, zgiełk i huk żelaza poniósł się piekielną kakofonią wzdłuż ścian wielkiego wąwozu. Wystrzeliwszy z kusz i łuków Duvikanie i Esajanie rzucili się na siebie wzajemnie z dzikim krzykiem, odrzucając nieporęczną broń strzelecką i tłukąc się czym popadnie z szaleńczą zaciekłością. Lekkie pustynne odzienie ludzi zaczęło przesiąkać krwią w miejscach, gdzie ostrza mieczy i włóczni sięgnęły ciał zwalając przeciwników z nóg pośród skowytów bólu i wrzasków agonii. Karawannicy walczyli zajadle niczym stado wygłodzonych wasihanów, napierając na duvikańskich żołnierzy z zupełną pogardą dla swego życia i z imieniem Sharami na ustach. Skupieni za swymi wojownikami mieszkańcy osady, głównie starcy i otroki, kobiety bez broni oraz członkowie starszyzny zaczęli się wycofywać w stronę najbliższych domostw, wykrzykując coś nieskładnie.
Zmierzający chyłkiem w stronę chatki dla gości Skela o mało nie wpadł pod łapy gulmaka, targanego przez Mordila za wodze i gnanego w tym samym kierunku. Goblin obrócił się w siodle na czas, by ujrzeć obalany mocarnymi ramionami Duvikan kupiecki wóz i jakiegoś ubroczonego krwią Esajana zwlekanego z kozła innego zaprzęgu przez miejscowych żołnierzy. Karawannicy zniknęli w ciżbie otaczających ich Duvikan, siekąc i dźgając przeciwników ostrzami swej broni i padając jeden po drugim.
Gdzieś w samym środku tego morderczego zbiegowiska dźwięczał przenikliwy krzyk Eitharta, uwięzionego w ludzkim ścisku i gromko wzywającego walczących na śmierć i życie mężczyzn, by zaprzestali dalszego rozlewu krwi.
- W środkoj! - wrzasnął goblin skacząc z grzbietu gulmaka wprost w pozbawione drzwi wejście do chatki i dopadając w kilku krokach swego posłania. W jego muskularnych rękach pojawił się ozdobiony pękami piór i suszonych kości łuk - Skela, włazita!
Wątek techniczny
W przypadku Mordila i Skeli ucieczka do chatki dla gości nie była problemem, bo od początku deklarowali trzymanie się w oddali od centrum zamieszania. Goblin wylądował za progiem z naciągniętym łukiem, Skela za jego plecami. Jak rozumiem, będziecie cierpliwie czekali na koniec starcia bez względu na to, w którą stronę przechyli się szala zwycięstwa...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Duvik, wczesny poranek
Miotając bez żenady plugawe wyzwiska, po części wykrzykiwane w orklashu, po części zaś w mowie asseryjskiej, Uhra tłukła na prawo i lewo swą czworokątną tarczą zwalając z nóg ludzi mających pecha stanąć jej na drodze i robiąc przejście dla swego obolałego towarzysza. Trehant ściskał w dłoni szablę, ale podobnie jak Uhra ani razu nie użył jej w ludzkiej ciżbie, wzdragając się przed przyłożeniem ręki do nieszczęśliwego rozlewu krwi.
Ktoś walnął półorka łokciem w żebra, omal nie pozbawiając łowcy makunów przytomności nagłym paroksyzmem przeraźliwego bólu. Uhra dostrzegła to kątem oka, podcięła duvikańskiego żołnierza kopiąc go zwinnie w tylną część kolana, podchwyciła przewracającego się pod ludzkie nogi towarzysza.
- Daj pozór, prawieśmy uszli! - wrzasnęła dziewczyna ciągnąc Trehanta za sobą i prąc w stronę chatki dla gości z wystawioną przed siebie tarczą. Jakiś młodzian prześlizgnął się obok niej biegnąc zwinnie w drugą stronę, na ułamek sekundy krzyżując swój wzrok z oczami gwardzistki. Uhra nie zdążyła mu się przyjrzeć, w jej pamięci utkwił jedynie obraz odzianego lekko młodego człowieka o twarzy przesłoniętej naciągniętą aż pod oczy chustą, ściskającego wprawnie w obu dłoniach dwa długie obosieczne noże.
Wiszący na ramieniu dziewczyny łowca obejrzał się do tyłu, w stronę kotłowaniny ciał promieniującej szczękiem krzyżowanej stali i krzykami bólu. Mieszkańcy osady i esajańscy karawannicy wciąż zaciekle ze sobą walczyli, mimo coraz większej liczby nieruchomych ciał zalegających pod ich nogami. Trehant dostrzegł w tym tłoku na chwilę smukłą sylwetkę chowającej się za plecami Detelfa asteriańskiej kapłanki i Eitharta, który krzyczał jak oszalały nie bacząc na swe co rusz wystawiane to w jedną, do w drugą stronę plecy. Hakan Harmun był u boku gorlamity, tłukąc Esajan grubym trzonkiem oszczepu w złudnej nadziei na pozbawieniu przynajmniej kilku z nich przytomności miast życia.
Wątek techniczny
Nie będąc z natury człekiem okrutnym i pozostając zadowolonym z wyników kilku tajemnych rzutów nie widzę powodu, dla którego nie powinno się udać pierzchnąć z tego kotła również Uhrze i Trehantowi. Kilku Duvikan może mieć potem dziewczynie za złe nabite im tarczą sianiaki, ale wątpię, by w zaistniałych okolicznościach długo żywili urazę.
Tak więc dostaliście się do domku w ślad za Mordilem i Skelą i tym samym w środku krwawej sieczki pozostał już tylko nasz dzielny gorlamita.
Miotając bez żenady plugawe wyzwiska, po części wykrzykiwane w orklashu, po części zaś w mowie asseryjskiej, Uhra tłukła na prawo i lewo swą czworokątną tarczą zwalając z nóg ludzi mających pecha stanąć jej na drodze i robiąc przejście dla swego obolałego towarzysza. Trehant ściskał w dłoni szablę, ale podobnie jak Uhra ani razu nie użył jej w ludzkiej ciżbie, wzdragając się przed przyłożeniem ręki do nieszczęśliwego rozlewu krwi.
Ktoś walnął półorka łokciem w żebra, omal nie pozbawiając łowcy makunów przytomności nagłym paroksyzmem przeraźliwego bólu. Uhra dostrzegła to kątem oka, podcięła duvikańskiego żołnierza kopiąc go zwinnie w tylną część kolana, podchwyciła przewracającego się pod ludzkie nogi towarzysza.
- Daj pozór, prawieśmy uszli! - wrzasnęła dziewczyna ciągnąc Trehanta za sobą i prąc w stronę chatki dla gości z wystawioną przed siebie tarczą. Jakiś młodzian prześlizgnął się obok niej biegnąc zwinnie w drugą stronę, na ułamek sekundy krzyżując swój wzrok z oczami gwardzistki. Uhra nie zdążyła mu się przyjrzeć, w jej pamięci utkwił jedynie obraz odzianego lekko młodego człowieka o twarzy przesłoniętej naciągniętą aż pod oczy chustą, ściskającego wprawnie w obu dłoniach dwa długie obosieczne noże.
Wiszący na ramieniu dziewczyny łowca obejrzał się do tyłu, w stronę kotłowaniny ciał promieniującej szczękiem krzyżowanej stali i krzykami bólu. Mieszkańcy osady i esajańscy karawannicy wciąż zaciekle ze sobą walczyli, mimo coraz większej liczby nieruchomych ciał zalegających pod ich nogami. Trehant dostrzegł w tym tłoku na chwilę smukłą sylwetkę chowającej się za plecami Detelfa asteriańskiej kapłanki i Eitharta, który krzyczał jak oszalały nie bacząc na swe co rusz wystawiane to w jedną, do w drugą stronę plecy. Hakan Harmun był u boku gorlamity, tłukąc Esajan grubym trzonkiem oszczepu w złudnej nadziei na pozbawieniu przynajmniej kilku z nich przytomności miast życia.
Wątek techniczny
Nie będąc z natury człekiem okrutnym i pozostając zadowolonym z wyników kilku tajemnych rzutów nie widzę powodu, dla którego nie powinno się udać pierzchnąć z tego kotła również Uhrze i Trehantowi. Kilku Duvikan może mieć potem dziewczynie za złe nabite im tarczą sianiaki, ale wątpię, by w zaistniałych okolicznościach długo żywili urazę.
Tak więc dostaliście się do domku w ślad za Mordilem i Skelą i tym samym w środku krwawej sieczki pozostał już tylko nasz dzielny gorlamita.
- Uhra, dzięki za pomoc. Esajanie chyba zwariowali. Poczekajmy do końca tej bijatyki, a potem poszukajmy i rozdzielmy chorych ocalałych od zdrowych. Wierzę, że Eithart sobie poradzi i wkrótce się z nim spotkamy. Skoro okazuje się, że Duvik to nie jedyne miejsce, w którym rozprzestrzenia się zaraza, ewentualna ucieczka chorych ma mniejsze znaczenie. Ważne jest, aby prowadzić tu dialog z rzeczywistym reprezentantem lokalnej władzy.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Duvik, wczesny poranek
Eithart dostrzegł kątem oka ciągniętego przez Uhrę Trehanta, krótką myślą podziękował Gorlamowi przynajmniej za ten przejaw boskiej łaski. Płazując mieczem najbliższych antagonistów, zarówno karawanników jak i duvikańskich żołnierzy, gorlamicki kapłan ryczał na całe gardło, czując w nim upiorną suchość, w sercu zaś rosnącą rozpacz.
- Odstąpcie od utaczania krwi! Bracia, opamiętajcie się! Gorlam na was spogląda i boleje wielce! Wasi bogowie na was spoglądają! Nie odbierajcie sobie życia! Kurwości, dajcie pokój!
Kilku mężczyzn zebrało od kapłana zdrowe cięgi, padając z nóg w różnym stanie zamroczenia po silnym płazowaniu, inni zaś mimo bezpardonowych razów zdawali się przed gorlamitą raczej cofać niż odpowiadać w stosunku do świątobliwej osoby przemocą, ale w upiornym ścisku walczących ze sobą ciał Eithart co rusz uderzany był łokciami, rantami tarcz i trzonkami włóczni, a z jego rozbitego skórzanym nałokietnikiem nosa ciekła wartko krew.
Dźgani i sieczeni ludzie padali wszędzie wokół, krwawiąc i umierając na oczach zdesperowanego Eitharta. Wywijający dziko toporem Sz
Eithart dostrzegł kątem oka ciągniętego przez Uhrę Trehanta, krótką myślą podziękował Gorlamowi przynajmniej za ten przejaw boskiej łaski. Płazując mieczem najbliższych antagonistów, zarówno karawanników jak i duvikańskich żołnierzy, gorlamicki kapłan ryczał na całe gardło, czując w nim upiorną suchość, w sercu zaś rosnącą rozpacz.
- Odstąpcie od utaczania krwi! Bracia, opamiętajcie się! Gorlam na was spogląda i boleje wielce! Wasi bogowie na was spoglądają! Nie odbierajcie sobie życia! Kurwości, dajcie pokój!
Kilku mężczyzn zebrało od kapłana zdrowe cięgi, padając z nóg w różnym stanie zamroczenia po silnym płazowaniu, inni zaś mimo bezpardonowych razów zdawali się przed gorlamitą raczej cofać niż odpowiadać w stosunku do świątobliwej osoby przemocą, ale w upiornym ścisku walczących ze sobą ciał Eithart co rusz uderzany był łokciami, rantami tarcz i trzonkami włóczni, a z jego rozbitego skórzanym nałokietnikiem nosa ciekła wartko krew.
Dźgani i sieczeni ludzie padali wszędzie wokół, krwawiąc i umierając na oczach zdesperowanego Eitharta. Wywijający dziko toporem Sz