PBF - Grzechy ojców

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 30 czerwca 2011, 10:35

Wątek techniczny

Wycofuję się do naszej kwatery i czekam tam aż do zakończenia starcia. Później będę próbował skontaktować się z którymś z kapitanów lub ich zastępców.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 lipca 2011, 21:13

Duvik, wczesny poranek

Wrzask, zgiełk i huk żelaza poniósł się piekielną kakofonią wzdłuż ścian wielkiego wąwozu. Wystrzeliwszy z kusz i łuków Duvikanie i Esajanie rzucili się na siebie wzajemnie z dzikim krzykiem, odrzucając nieporęczną broń strzelecką i tłukąc się czym popadnie z szaleńczą zaciekłością. Lekkie pustynne odzienie ludzi zaczęło przesiąkać krwią w miejscach, gdzie ostrza mieczy i włóczni sięgnęły ciał zwalając przeciwników z nóg pośród skowytów bólu i wrzasków agonii. Karawannicy walczyli zajadle niczym stado wygłodzonych wasihanów, napierając na duvikańskich żołnierzy z zupełną pogardą dla swego życia i z imieniem Sharami na ustach. Skupieni za swymi wojownikami mieszkańcy osady, głównie starcy i otroki, kobiety bez broni oraz członkowie starszyzny zaczęli się wycofywać w stronę najbliższych domostw, wykrzykując coś nieskładnie.

Zmierzający chyłkiem w stronę chatki dla gości Skela o mało nie wpadł pod łapy gulmaka, targanego przez Mordila za wodze i gnanego w tym samym kierunku. Goblin obrócił się w siodle na czas, by ujrzeć obalany mocarnymi ramionami Duvikan kupiecki wóz i jakiegoś ubroczonego krwią Esajana zwlekanego z kozła innego zaprzęgu przez miejscowych żołnierzy. Karawannicy zniknęli w ciżbie otaczających ich Duvikan, siekąc i dźgając przeciwników ostrzami swej broni i padając jeden po drugim.

Gdzieś w samym środku tego morderczego zbiegowiska dźwięczał przenikliwy krzyk Eitharta, uwięzionego w ludzkim ścisku i gromko wzywającego walczących na śmierć i życie mężczyzn, by zaprzestali dalszego rozlewu krwi.

- W środkoj! - wrzasnął goblin skacząc z grzbietu gulmaka wprost w pozbawione drzwi wejście do chatki i dopadając w kilku krokach swego posłania. W jego muskularnych rękach pojawił się ozdobiony pękami piór i suszonych kości łuk - Skela, włazita!


Wątek techniczny

W przypadku Mordila i Skeli ucieczka do chatki dla gości nie była problemem, bo od początku deklarowali trzymanie się w oddali od centrum zamieszania. Goblin wylądował za progiem z naciągniętym łukiem, Skela za jego plecami. Jak rozumiem, będziecie cierpliwie czekali na koniec starcia bez względu na to, w którą stronę przechyli się szala zwycięstwa...

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 lipca 2011, 21:47

Duvik, wczesny poranek

Miotając bez żenady plugawe wyzwiska, po części wykrzykiwane w orklashu, po części zaś w mowie asseryjskiej, Uhra tłukła na prawo i lewo swą czworokątną tarczą zwalając z nóg ludzi mających pecha stanąć jej na drodze i robiąc przejście dla swego obolałego towarzysza. Trehant ściskał w dłoni szablę, ale podobnie jak Uhra ani razu nie użył jej w ludzkiej ciżbie, wzdragając się przed przyłożeniem ręki do nieszczęśliwego rozlewu krwi.

Ktoś walnął półorka łokciem w żebra, omal nie pozbawiając łowcy makunów przytomności nagłym paroksyzmem przeraźliwego bólu. Uhra dostrzegła to kątem oka, podcięła duvikańskiego żołnierza kopiąc go zwinnie w tylną część kolana, podchwyciła przewracającego się pod ludzkie nogi towarzysza.

- Daj pozór, prawieśmy uszli! - wrzasnęła dziewczyna ciągnąc Trehanta za sobą i prąc w stronę chatki dla gości z wystawioną przed siebie tarczą. Jakiś młodzian prześlizgnął się obok niej biegnąc zwinnie w drugą stronę, na ułamek sekundy krzyżując swój wzrok z oczami gwardzistki. Uhra nie zdążyła mu się przyjrzeć, w jej pamięci utkwił jedynie obraz odzianego lekko młodego człowieka o twarzy przesłoniętej naciągniętą aż pod oczy chustą, ściskającego wprawnie w obu dłoniach dwa długie obosieczne noże.

Wiszący na ramieniu dziewczyny łowca obejrzał się do tyłu, w stronę kotłowaniny ciał promieniującej szczękiem krzyżowanej stali i krzykami bólu. Mieszkańcy osady i esajańscy karawannicy wciąż zaciekle ze sobą walczyli, mimo coraz większej liczby nieruchomych ciał zalegających pod ich nogami. Trehant dostrzegł w tym tłoku na chwilę smukłą sylwetkę chowającej się za plecami Detelfa asteriańskiej kapłanki i Eitharta, który krzyczał jak oszalały nie bacząc na swe co rusz wystawiane to w jedną, do w drugą stronę plecy. Hakan Harmun był u boku gorlamity, tłukąc Esajan grubym trzonkiem oszczepu w złudnej nadziei na pozbawieniu przynajmniej kilku z nich przytomności miast życia.


Wątek techniczny

Nie będąc z natury człekiem okrutnym i pozostając zadowolonym z wyników kilku tajemnych rzutów nie widzę powodu, dla którego nie powinno się udać pierzchnąć z tego kotła również Uhrze i Trehantowi. Kilku Duvikan może mieć potem dziewczynie za złe nabite im tarczą sianiaki, ale wątpię, by w zaistniałych okolicznościach długo żywili urazę.

Tak więc dostaliście się do domku w ślad za Mordilem i Skelą i tym samym w środku krwawej sieczki pozostał już tylko nasz dzielny gorlamita.

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 01 lipca 2011, 22:48

- Uhra, dzięki za pomoc. Esajanie chyba zwariowali. Poczekajmy do końca tej bijatyki, a potem poszukajmy i rozdzielmy chorych ocalałych od zdrowych. Wierzę, że Eithart sobie poradzi i wkrótce się z nim spotkamy. Skoro okazuje się, że Duvik to nie jedyne miejsce, w którym rozprzestrzenia się zaraza, ewentualna ucieczka chorych ma mniejsze znaczenie. Ważne jest, aby prowadzić tu dialog z rzeczywistym reprezentantem lokalnej władzy.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 01 lipca 2011, 23:23

Duvik, wczesny poranek

Eithart dostrzegł kątem oka ciągniętego przez Uhrę Trehanta, krótką myślą podziękował Gorlamowi przynajmniej za ten przejaw boskiej łaski. Płazując mieczem najbliższych antagonistów, zarówno karawanników jak i duvikańskich żołnierzy, gorlamicki kapłan ryczał na całe gardło, czując w nim upiorną suchość, w sercu zaś rosnącą rozpacz.

- Odstąpcie od utaczania krwi! Bracia, opamiętajcie się! Gorlam na was spogląda i boleje wielce! Wasi bogowie na was spoglądają! Nie odbierajcie sobie życia! Kurwości, dajcie pokój!

Kilku mężczyzn zebrało od kapłana zdrowe cięgi, padając z nóg w różnym stanie zamroczenia po silnym płazowaniu, inni zaś mimo bezpardonowych razów zdawali się przed gorlamitą raczej cofać niż odpowiadać w stosunku do świątobliwej osoby przemocą, ale w upiornym ścisku walczących ze sobą ciał Eithart co rusz uderzany był łokciami, rantami tarcz i trzonkami włóczni, a z jego rozbitego skórzanym nałokietnikiem nosa ciekła wartko krew.

Dźgani i sieczeni ludzie padali wszędzie wokół, krwawiąc i umierając na oczach zdesperowanego Eitharta. Wywijający dziko toporem Sz