PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 maja 2011, 19:32

Pieczary pod Duvikiem, późne popołudnie

Obaj kapłani zagłębili się w otchłań skalnej groty, pozostawiając za sobą światło słońca i wkraczając w przyjemnie chłodny podziemny świat rozjaśniany blaskiem wsadzonych w żelazne obejmy łuczyw, płonących tu i ówdzie maźnic oraz ustawionych na skalnych półkach kagankach.

- Czy wiesz, co lub kto przywlókł zarazę do Duviku? - zapytał Eithart wodząc wzrokiem po przechodzących w opadający tunel ścianach groty - Mam dziwne przeczucie, że zaraza i śmierć tej pary na pustyni się jakoś łączą. To nie był zwykły napad, świątobliwy Brunto. Ktoś wylał ich wodę z bukłaków. Niby to nic, ale w tych miejscach wciąż unosiła delikatna magiczna aura, jakowyś ślad po jakimś rytuale albo inszym magii użyciu. Wiele się tutaj dzieje, czcigodny Jaredzie.

- Martwią mnie wielce twe słowa, przyjacielu - odrzekł po chwili namysłu Jared Brunta, ostrożnie stawiając obute w sandały stopy na skalistym podłożu pieczary - Pojęcia nie mam, cóż by to obrzędy były, bo żaden mi na myśl nie przychodzi, gdzie ceremonia nakazuje takowe wody marnotrawienie. Wszelako dręczy mnie ta aura magiczna, to bowiem gotowe dowodzić słuszności podejrzenia, iż padliśmy ofiarą pustynnych upiorów, co je hamsun z Simeonu przywiał.

Eithart nic nie odrzekł słysząc ów koncept, chociaż po głowie chodziły mu różne myśli, oderwał spojrzenie od sędziwego kapłana słysząc z głębi jaskini dźwięk zbliżających się kroków.

I oniemiał, chociaż zdołał wprawnie ukryć swe zaskoczenie pod maską uprzejmego uśmiechu.

Wychodząca z tunelu kobieta odziana była w luźną szatę ściągniętą w pasie plecionym ze skóry paskiem, ale nawet powłóczysty strój nie skrywał do końca kształtnej sylwetki, która na turegańskim rynku niewolnic podbiłaby cenę dziewczyny do niebotycznej stawki. Trzymane w ryzach srebrnym diademem włosy spadały kasztanowymi puklami na ramiona, okalając lśniącymi kędziorami piękną twarz o wysokich kościach policzkowych i dużych, skrzących się inteligencją brązowych oczach. Przód kobiecej szaty pokryty był ciemnymi plamami, które niepokojąco kojarzyły się w kiepskim świetle kaganków z krwią, ale Eithart nie przyglądał się im zbyt długo, czując zakłopotanie widokiem zarysowanych pod cienkim materiałem pełnych piersi nieznajomej.

- Drogi Eitharcie, oto Sanna Wehael, służka Asteriusza i ofiarna dusza niosąca mi w tym trudnym czasie bezcenną wręcz pomoc - oznajmił Jared Brunta wspierając się na swym kosturze i spoglądając na asteriankę wzrokiem, w którym dostrzec można było autentyczne uznanie.

- Pani, bądź pozdrowiona - gorlamita przyłożył prawicę do serca w zwyczajowym pozdrowieniu swego kultu i ponownie się uśmiechnął kącikami ust, bo kasztanowowłosa piękność miast nakreślić obiema rękami znak lirat odwzajemniła pozdrowienie na gorlamicką modłę, przykładając własną dłoń do piersi.

- Bądź pozdrowiony, synu Gorlama - odpowiedziała melodyjnym głosem - Zaiste bogowie nam sprzyjają, że zesłali w potrzebie kapłana Gorlama do tego nieszczęsnego odludnego miejsca. Śpieszysz spojrzeć na chorych?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 maja 2011, 09:06

- Tak, przybylem pomoc chorym, wedle najlepszej wiedzy jaka posiadam - oswiadczyl wciaz jeszcze oszolomiony Eithart - ale widze, ze nie bede tu potrzebny - chorzy musza zdrowiec szybciej nizli slonce na pustyni wschodzi majac za opiekuna dame tak zacnej urody, Pani... - wysilil sie na komplement. - Ale do rzeczy. Jaredzie, wprowadziles mnie w pobieznie w sytuacje. Moze wspolnymi silami pomozemy tym nieszczesnikom. Zatem do roboty... Jared ruszyl do przodu. Eithart usmiechnal sie lekko i dwornie podal ramie kaplance - Skad zatem przybywasz Sanno?

Watek techniczny
Z reszta deklaracji wstrzymam sie jeszcze chwile

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 maja 2011, 18:50

Chatka dla gości, późne popołudnie

Skela pożegnał niemym kiwnięciem głowy szczupłego wyrostka, który przytargał mu bukłak wody i stał równie milcząco opodal chatki ściskając w dłoni ciśnięte mu monety, najwyraźniej w nadziei na to, że tropiciel zechce kupić coś jeszcze. Kiedy zdecydowany gest przybysza rozwiał te nadzieje, młodzian splunął demonstracyjnie na piasek i zniknął między opłotkami osady.

Mężczyzna odkorkował bukłak, powąchał nieufnie jego zawartość, potem zaś prześlizgnął się obok śpiącego wciąż gulmaka i wlał wodę do ustawionej opodal poideł glinianej misy. Rozebrawszy się do naga i bez żenady prezentując osadzie prężne pośladki umył się starannie, rozkoszując się uczuciem chłodnej wody ściekającej strugami po jego skórze. Odświeżony i przebrany w czyste odzienie, tropiciel wyprał w misie przepocony strój, wywiesił go na deskach zagrody i rozsiadł się w progu domku wyciągając z podróżnej sakwy rulon pergaminów i grafitowy rysik.

Pisanie szło mu nieco niezgrabnie, bo czas spędzony na odczytywaniu pozostawionych na pustyni śladów nijak się miał do sztuki kształtowania ładnego pisma, ale Skela bynajmniej nie czuł się tym zdeprymowany. Przygryzając koniuszek języka kreślił na kartkach koślawe litery składające się w ciągi ciasno ułożonych zdań.

Przerwało mu jakieś dziwne wrażenie, więc przerwał pisanie i podniósł głowę rozglądając się wokół siebie. Instynkt go nie zawiódł, opodal chatki, w cieniu jednego z domostw, stał przyglądający się tropicielowi człowiek. Był to wysoki młody mężczyza, szczupły i jasnowłosy, wyróżniający się dzięki barwie włosów spośród ciemnowłosych tubylców. Jego skóra też była jaśniejsza o kilka tonów, a niebieskie oczy zdawały się świdrować Skelę niczym ostrza myśliwskich włóczni.

Tropiciel uniósł dłoń w geście pozdrowienia, ale młodzieniec nawet nie drgnął, wciąż taksując go bacznym wzrokiem. Skela odłożył na bok pergaminy, zdecydowany skorzystać z okazji i podpytać przechodnia o kilka ciekawiących go spraw.

- Pozwól bliżej, człeku - zawołał siląc się na przyjazny ton i wstając z progu - Porozprawiajmy nieco.

Niebieskooki młodzieniec nie drgnął jeszcze przez chwilę, słowem się też nie odezwał, w pewnej zaś chwili po prostu odwrócił się na pięcie i odszedł w głąb osady znikając pomiędzy domkami. Skela zmełł w ustach przekleństwo, obrzucił wzrokiem swe senne od letniego skwaru otoczenie szukając innego mieszkańca osady, być może bardziej skorego do rozmowy od swego poprzednika, nikogo jednak nie dostrzegł prócz budzących się powoli esajańskich wozaków, czyniących zwyczajowy harmider pełen sprośnych wyzwisk i złośliwych docinków.


WÄ…tek techniczny

Venarze, w bezpośrednim otoczeniu chatki teraz nikogo nie uświadczysz, to pora zarezerwowana generalnie na sjestę. Możesz się przespacerować do Esajan i wdając się z nimi w gadkę wciąż będziesz miał pełen podgląd na Waszą chatkę, nikt się tam bez Twojej wiedzy nie prześlizgnie. Chcąc dopaść któregoś z miejscowych będziesz musiał albo bardzo gośno krzyczeć albo zapuścić się w głąb wioski (ale bez obaw, Oktar Detelf i Ilef Sharat gdzieś zniknęli, może nie będą od razu wieszać).

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 18 maja 2011, 18:52

Kapliczka Graama, późne popołudnie

Uhra odprowadziła spojrzeniem obu kapłanów, dopóki nie zniknęli w mroku pieczary, potem zaś podeszła żwawym krokiem do wciśniętego plecami w skałę obłąkańca, za plecami słysząc tupot butów Hakana Harmuna.

- Jeno z nim obyczajnie, Uhro - przestrzegł ją duvikański myśliwy - Pamiętaj, że to mój ziomek, tedy nie lza mu ubliżać ani kijkiem go drażnić.

- Bądźcie spokojnie, Hakanie, przecie go nie ukrzywdzę - parsknęła dziewczyna słysząc zastrzeżenia Duvikanina - Przyglądnąć mu się jeno chcę, a przecie to nie boli, prawda?

Widząc paskudnie oszpeconą gwardzistkę Reges Tragar przestał obijać głową skały, znieruchomiał z rozdziawioną gębą spozierając na dziewczynę iście jak na dżina albo jaką wężowowłosą nagę.

- O jakich wy grzechach ojców gadacie? - odezwała się Uhra wypowiadając słowa powoli i wyraźnie, niczym do małego dziecka - Co za upiór pustyni miałby się tu pojawić i czyją krew spijać?

Oczy szaleńca rozbłysnęły, zaiskrzyły się chorą fascynacją, a przez głowę Uhry przemknęła myśl, że być może jest pierwszą osobą w tym miejscu, która obłąkańca w ogóle o coś zapytała.

- Upir straszniście upirzasty! - wrzasnął nieszczęsny Duvikanin - Krwiopijca z zaświatów, z krzywdy zrodzony, przez bogów nasłany! Ojcowie zgrzeszli, dzieciska zapłacą! Z wszystkich krew utoczy, potem krwawym, a krwawym sikaniem!

- Biedakowi się zdawa, że choroba przez złego ducha przywleczona tu została - objaśnił Harmun - Świątobliwy Brunta coś przebąkiwał, że pustynna burza sprzed tygodnia, co od strony Simeonu przyszła, takowym duchem mogła być splugawiona, tedy może jakowyś jego opar nas owionął?

- A wy też tak myÅ›licie, Hakanie? - gwardzistka przeniosÅ‚a spojrzenie na myÅ›liwego, toteż siÅ