PBF - Grzechy ojców

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 maja 2011, 14:59

Strażnica Duviku, świt

Duvikanie wymienili między sobą gniewne spojrzenia przyjąwszy do wiadomości nagły wybuch gniewu Mordila, odprowadzili gulmaka i jego jeźdźca złym wzrokiem. Esajanie wciąż dysputowali między sobą, szybko przechodząc do kłótni, w której prym zdawał się wieść wymachujący pięściami starszy karawany. Stojący na uboczu Skela śledził te spory z błyskiem zainteresowania w oku, utrwalając Trehanta w przekonaniu, że tropiciel mimo swego milkliwego oschłego charakteru doskonale znał i rozumiał esajańską mowę.

Eithart chrząknął znacząco, uśmiechnął się przyjaźnie do strażników.

- Widzę, że ta para nieszczęśników jest wam skądinąd znana. Co o nich wiecie? Bo przez zwykłych zbójów wypatroszeni na pewno nie byli. Powiedzcie, śmiało. Nie bójcie się, bogowie niezmiennie cenią sobie szczerość. Pamiętajcie, że bogom nie są miłe takie mordy. Od Gorlama do Graama wszyscy potępiają przemoc takową, nawet czciciele Katana zza wielkiej pustyni. Nie miejcie mnie za zwykłego podróżnika, albowiem w osobie swej reprezentuję kult Gorlama i moc mego boga płynie poprzez słowo, które głoszę. Zbrodnia musi być ukarana, w tym świecie i pozaziemskim, a tamta śmierć na szlaku była zbrodnią. Pochowałem owych nieszczęśników w akcie ostatniej posługi, ale pan mej duszy domaga się, bym uczynił więcej. Mus mi ukarać tych, którzy to uczynili, a zdołam tego dokonać jedynie wtedy, gdy więcej się o sprawie dowiem.

Podniesiony głos kapłana uciszył wszystkich przysłuchujących się przemowie podróżników, z Salachem i jego ziomkami włącznie. Duvikanie spoglądali na Eitharta w milczeniu, ale w ich oczach pojawiły się dziwne błyski.

- Kapitanie, wyglądasz mi na prawego człeka - gorlamita spojrzał z góry na oblicze kapitana straży - Czy staniesz na przeszkodzie mej świętej misji?

Ilef Sharat milczał chwilę przygryzając usta, potem westchnął ciężko i odwrócił się w stronę Esajan.

- Salachu, szto udiłatie? Zonce szypke, usz tukaj - zapytał starszego karawany, stojącego z wyjątkowo posępną miną.

- W mistinu uchodnyme - burknął wozak uderzając zaciśniętą pięścią w drugą dłoń. Widząc ten znak Esajanie ruszyli żwawo ku wozom, wskakując na kozły i trzaskając donośnie batami. Jeden po drugim zaprzęgi karawany zaczęły zjeżdżać z traktu zmierzając w kierunku szerokiego stromego jaru prowadzącego ku wzniesionymu w pobliskiej skalnej rozpadlinie Duviku.

- Jakoś mało wydajecie się mordem zaskoczeni jak na okolice, w której brak grasantów - odezwała się sarkastycznym tonem Uhra, szczerząc w kierunku duvikańskiego oficera swe lśniące białe kły. Sharat odpowiedział jej mało przyjaznym spojrzeniem, wciąż rozważając coś w myślach.

- Skoro tak sprawa postawiona, pozwólcie ze mną, świątobliwy - zdecydował w końcu kapitan - Ostawmy tu resztę, a przejdźmy się parę kroków, powietrze jeszcze troszkę rześkie, w sam raz na spacer.

Eithart zeskoczył z siodła, podał uzdę jednemu z duvikańskich strażników i oddalił się w towarzystwie kapitana o rzu kamieniem w górę traktu, rozprawiając z nim cicho, gestykulując rękami i pokazując nimi co chwila w stronę ukrytej w skałach osady.

- Ciekawym wielce, o czym oni tak rozprawiają - mruknął pod nosem Trehant, sięgając po przytroczony do siodła bukłak, w którym chlupotały resztki stęchłej ciepłej wody.

- Trza się było do posługi świątynnej cisnąć, a nie z nożem po pustyni polować, to może byś tam tera rozprawiał razem z nimi - odparła kwaśnym tonem Uhra, dzieląc swą uwagę na przemian na zjeżdżające z traktu wozy, kapitana rozmawiającego z gorlamickim klerykiem i wiszące coraz wyżej słońce. Upał zdawał się narastać w powietrzu z każdym uderzeniem serca, na czole dziewczyny pojawiły się pierwsze kropelki potu.

Ula
Reactions:
Posty: 92
Rejestracja: 17 kwietnia 2011, 18:06

Post autor: Ula » 08 maja 2011, 18:33

"Macie jaki pomysł czemu ci wozacy się tak kłócą i o jakie choróbsko tu chodzi?"

Treant
Reactions:
Posty: 1869
Rejestracja: 05 stycznia 2009, 10:15

Post autor: Treant » 08 maja 2011, 19:39

- Boją się wjeżdżać do osady ze względu na chorobę. Z tego, co mówili wynika, że nie jest śmiertelna, lecz mocno dolegliwa.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 maja 2011, 21:30

Eithart pozegnal sie z Sharatem i powrocil do czekajacych nan kompanow. - No to juz wiemy kim byly nasze martwe ptaszki z pustyni. To małżeństwo z Duviku - krajanie Sharata. Poprzedniego wieczoru uciekli z wioski lękając się choroby. Jedno mi tylko nie pasuje - dodal kaplan - ponoc uciekli ostatniej nocy, ale ustalilismy ze zostali zabici jakis czas wczesniej. Nie zdazylyby ich drapiezniki tak obgryzc w tak krotkim czasie.

Podroznicy ruszyli w strone Duviku. - Co do zarazy, starajcie sie myc rece przed kazdym posilkiem i jesli sie da, pijcie tylko przegotowana wode, wino i niechrzczone piwo. Wyglada mi na to, ze choroba rozprzestrzenia sie przez wapory wydzielane przez ciala w upale, dlatego unikajcie zarazonych. Latwo ich poznac bo slabuja trawieni ukropem a pozniej takze krwawia z oczu i uszu.
Znajdzmy jakas wygodna karczme. Pomyszkuje troche po miescie: jest tu kaplan Graama i kaplanka Asteriusza. Z pewnoscia dowiem sie od nich wiecej. Jest kto chetny aby isc ze mna?


Przepraszam za brak polskich znakow ale moja klawiatura w pracy takowych nie obsluguje:)
Ostatnio zmieniony 10 maja 2011, 01:15 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 08 maja 2011, 22:32

Duvik, świt czwartego dnia podróży

Kiedy wijący się niczym wąż wąwóz wyszedł w końcu na wykute w skałach miasteczko, Uhra wstrzymała mimowolnie wierzchowca i jęła wodzić zdumionym wzrokiem po dnie głębokiej rozpadliny wystrzeliwującej wysoko w górę ku piaszczystej wyżynie i niewidocznemu z tego miejsca słońcu.

Setki lat temu, być może nawet wtedy, gdy popękane od skwaru koryto rzeki wypełniała jeszcze woda, ktoś odkrył tę naturalną szczelinę w litej strukturze skalnego masywu i niezmordowaną pracą uzbrojonych w młoty i dłuta rąk stworzył na jej położonym głęboko poniżej wyżyny dnie kamienną osadę, częściowo wykutą w podziemnych grotach, częściowo wymurowaną na zewnątrz pieczar. Przylegające do ścian rozpadliny wielopiętrowe domki o płaskich dachach połączone były ze sobą linowymi mostkami i drabinkami sznurowymi. Wyłożona kamiennymi płytami droga, biegnąca środkiem niezwykłej osady, znikała pośród ciasnej zabudowy zmierzając w kierunku ślepej tylnej ściany rozpadliny.

- Czujecie jak tu chłodno? - powiedziała gwardzistka oblizując odruchowo spierzchnięte wargi. Jej towarzysze przytaknęli dziewczynie pomrukami, wyraźnie czując zalegający na dnie ciemnej nawet za dnia przepaści chłód, bijący od podziemnych jaskin i niosący cudowne wytchnienie od słonecznego skwaru - I nawet poletka na dachach mają, dziwujcie się!

Wjeżdżająca do osady esajańska karawana swym rykiem wołów i trzaskiem batów z miejsca ściągnęła uwagę mieszkańców Duviku. Okopujący poletka na płaskich dachach domostw ludzie odkładali narzędzia zwołując swych krewniaków i sąsiadów, przekazując z ust do ust wieść o nieoczekiwanych gościach. Jadący na wozie Salacha kapitan Sharat wskazał podróżnikom wychodzącą na wąwóz jaskinię, częściowo otwartą i obudowaną przylegającą do niej zagrodą dla bydła i koni. Zatrzymując tam swe wozy Esajanie poczęli ze zwyczajowym rwetesem wyprzęgać woły i zapędzać je do zagrody, gdzie miały być później napojone i nakarmione.

- Słyszycie to? - roześmiał się nagle Trehant, pokazując lepką od potu dłonią na ciąg połączonych ze sobą drewnianych koryt, w których przelewała się czerpana z podziemnych źródeł woda - Najpiękniejszy odgłos, jaki w życiu słyszałem!

Duvikanie wylegli na wąskie uliczki wynosząc zza progów worki ze spyżą oraz wielkie bukłaki wykonane ze skó