Aby rozwiać wątpliwości odnośnie mobilności drużyny, przyjmijcie, że wszyscy BG posiadają wierzchowce - Uhra, Trehant, Eithart i Skela konie, natomiast Mordil gulmaka.
Jak na razie dostałem umiejkę od Mordimera, poproszę o odpowiednie info pozostałych graczy, w kilku przypadkach poproszę też o brakujące karty postaci i wykaz znanych czarów.
Start przygody lada dzień, chciałbym mieć wcześniej komplet informacji.
PBF - Grzechy ojców
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Pogranicze Tureganu, środek pory suchej
Rosnące po obu stronach koryta krzewy gęściały coraz bardziej zdradzając istnienie podziemnych źródeł wody. Teren zaczął się podnosić, przechodząc w niskie wzgórza o skalistych grzbietach, górujących coraz wyżej nad traktem. Blada poświata przedświtu stawała się coraz silniejsza, chociaż słońce wciąż jeszcze nie wychynęło poza linię widnokręgu. Zaprzęgi jechały znacznie szybciej niż do tej pory, jakby ciągnące je zwierzęta wyczuwały już bliski kres drogi. Wzbijana w powietrze kurzawa zgęstniała, toteż idący w ślad za wozami piesi przyśpieszyli kroku zmuszając się mimo zmęczenia do truchtu i wyprzedzając ostatnie w szyku wozy. Na twarzach siedzących w kozłach Esajan pojawił się wyraz ulgi, chociaż nikt jeszcze nie odkładał broi. Ta akuratnie pora była ostatnią dla wielu nocnych drapieżników chwilą, aby coś upolować przed nastaniem skwarnego dnia, zmuszającym pustynne zwierzęta do odwrotu w skalne pieczary i głębokie nory. Zapach zziajanych wołów i ich porykiwania mogły zwabić w okolice karawany stworzenia, które nie gardziły również ludzkim mięsem, więc tylko głupiec pozwalałby się teraz uśpić poczuciu fałszywego bezpieczeństwa.
- Co to za wrzawa? - pierwsza spostrzegła zamieszanie owinięta podróżnym płaszczem dziewczyna, odrzucając w tył kaptur i ukazując w pełnej krasie swą paskudną bliznę - Coś się stało!
Wzdłuż karawany poniosły się dzikie wrzaski wejhurów gromadzących się po prawej stronie traktu i skrzeczących w stronę wyjątkowo gęstej kępy krzewów porastającej łagodne w tym miejscu zbocze rzecznego koryta. Esajanie podnieśli się w kozłach, ci z nich, którzy akurat nie powozili wymierzyli w gęstwę swe kusze mamrocząc jednocześnie pod nosami modlitwy słane do Gothmeda i Sharami, bóstw utożsamianych z pustynią i czczonych najchętniej w dzikim, przesądnym Esai. Jeden po drugim zaprzęgi przesuwały się obok zagajnika, w którym panowała złowieszcza i wcale przez to nie łagodząca napięcia cisza. Wejhury zaczęły dołączać do kawalkady, ale ich osadzone na gibkich długich szyjach głowy wciąż odwracały się w kierunku niewidocznego z wysokości traktu źródła ptasiego niepokoju.
- Trzymajmy się razem - rzucił gorlamita kładąc dłoń na rękojeści przypasanego do boku miecza - To może być jakiś zwierz, który podkradł się prosto pod szlak.
Wątek techniczny
Panowie, oto okazja, aby zabłysnąć przed damą swym męstwem. A może dama zawstydzi odwagą mężczyzn? Tak czy owak chętnie się dowiem, co Wam po głowach chodzi w kwestii tej kępy chaszczy. Na zaprzęgi nic z niej nie wyskoczyło i strasznie tam w krzaczorach cicho, ale wejhurom to miejsce bardzo się nie spodobało, wciąż jeszcze skrzeczą z niezadowoleniem. Zagajnik jest na tyle gęsty, że trzeba się będzie między te kępy zarośli zapuścić, by sprawdzić źródło niepokoju ptaków... ale naturalnie nie nalegam, decyzja należy do Was, równie dobrze możecie przeskoczyć na przeciwną stronę traktu i traktując ostatni zaprzęg karawany jako osłonę oddalić się w kierunku Duviku z bronią na podorędziu.
Rosnące po obu stronach koryta krzewy gęściały coraz bardziej zdradzając istnienie podziemnych źródeł wody. Teren zaczął się podnosić, przechodząc w niskie wzgórza o skalistych grzbietach, górujących coraz wyżej nad traktem. Blada poświata przedświtu stawała się coraz silniejsza, chociaż słońce wciąż jeszcze nie wychynęło poza linię widnokręgu. Zaprzęgi jechały znacznie szybciej niż do tej pory, jakby ciągnące je zwierzęta wyczuwały już bliski kres drogi. Wzbijana w powietrze kurzawa zgęstniała, toteż idący w ślad za wozami piesi przyśpieszyli kroku zmuszając się mimo zmęczenia do truchtu i wyprzedzając ostatnie w szyku wozy. Na twarzach siedzących w kozłach Esajan pojawił się wyraz ulgi, chociaż nikt jeszcze nie odkładał broi. Ta akuratnie pora była ostatnią dla wielu nocnych drapieżników chwilą, aby coś upolować przed nastaniem skwarnego dnia, zmuszającym pustynne zwierzęta do odwrotu w skalne pieczary i głębokie nory. Zapach zziajanych wołów i ich porykiwania mogły zwabić w okolice karawany stworzenia, które nie gardziły również ludzkim mięsem, więc tylko głupiec pozwalałby się teraz uśpić poczuciu fałszywego bezpieczeństwa.
- Co to za wrzawa? - pierwsza spostrzegła zamieszanie owinięta podróżnym płaszczem dziewczyna, odrzucając w tył kaptur i ukazując w pełnej krasie swą paskudną bliznę - Coś się stało!
Wzdłuż karawany poniosły się dzikie wrzaski wejhurów gromadzących się po prawej stronie traktu i skrzeczących w stronę wyjątkowo gęstej kępy krzewów porastającej łagodne w tym miejscu zbocze rzecznego koryta. Esajanie podnieśli się w kozłach, ci z nich, którzy akurat nie powozili wymierzyli w gęstwę swe kusze mamrocząc jednocześnie pod nosami modlitwy słane do Gothmeda i Sharami, bóstw utożsamianych z pustynią i czczonych najchętniej w dzikim, przesądnym Esai. Jeden po drugim zaprzęgi przesuwały się obok zagajnika, w którym panowała złowieszcza i wcale przez to nie łagodząca napięcia cisza. Wejhury zaczęły dołączać do kawalkady, ale ich osadzone na gibkich długich szyjach głowy wciąż odwracały się w kierunku niewidocznego z wysokości traktu źródła ptasiego niepokoju.
- Trzymajmy się razem - rzucił gorlamita kładąc dłoń na rękojeści przypasanego do boku miecza - To może być jakiś zwierz, który podkradł się prosto pod szlak.
Wątek techniczny
Panowie, oto okazja, aby zabłysnąć przed damą swym męstwem. A może dama zawstydzi odwagą mężczyzn? Tak czy owak chętnie się dowiem, co Wam po głowach chodzi w kwestii tej kępy chaszczy. Na zaprzęgi nic z niej nie wyskoczyło i strasznie tam w krzaczorach cicho, ale wejhurom to miejsce bardzo się nie spodobało, wciąż jeszcze skrzeczą z niezadowoleniem. Zagajnik jest na tyle gęsty, że trzeba się będzie między te kępy zarośli zapuścić, by sprawdzić źródło niepokoju ptaków... ale naturalnie nie nalegam, decyzja należy do Was, równie dobrze możecie przeskoczyć na przeciwną stronę traktu i traktując ostatni zaprzęg karawany jako osłonę oddalić się w kierunku Duviku z bronią na podorędziu.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
- "To może być jakiś amator tych wrzaskliwych kurczaków, które upodobały sobie ostatnio moją sakwę. Ale mogę się mylić - nie jest wykluczone, że to perspektywa przelewu krwi tak je wzburzyła."
Przygotowuję łuk do strzału, ustawiając się tak, aby Mordil nie znajdował na jego linii.
Przygotowuję łuk do strzału, ustawiając się tak, aby Mordil nie znajdował na jego linii.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Uprzedzam z góry, żeby nie było zaskoczenia - na dnie rzecznego koryta jest wciąż dość ciemno, a krzaki są w tym miejscu bardzo gęste: zapuszczenie się tam wierzchem jest wyzwaniem nawet dla gulmaka, chyba że Mordil zaryzykuje zaplątanie się w kolczaste pędy i spadnięcie z siodła.
Konie bez skórzni podrapią się do krwi, a zapach krwi w takim miejscu może zwabić drapieżniki.
Reasumując, najwygodniej będzie na piechotę, ale jak ktoś się uprze na jazdę konną, niech da stosowną deklarację.
Konie bez skórzni podrapią się do krwi, a zapach krwi w takim miejscu może zwabić drapieżniki.
Reasumując, najwygodniej będzie na piechotę, ale jak ktoś się uprze na jazdę konną, niech da stosowną deklarację.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44