Mam inny pomysł na lokalne wydarzenie związane z PM i magami. Na razie to bardzo rozmyty koncept, ale chyba ubiorę go w wolnym czasie w detale. Załóżmy, że w jakimś mieście pomniejszej rangi (może być na przykład Ogra-gar na Orkusie Wielkim albo jeszcze lepiej jakieś mastugowe miasto na Wschodnim, będzie okazja uwiecznić któryś z jego industrialnych pomysłów) pojawia się dowodzony przez wysoko postawionych uruków kontyngent katańskiego wojska, który otacza bez ostrzeżenia miejscową gildię czarodziejów. Lokalne władze nie mają pojęcia, o co chodzi, ich zbrojni zostają przepędzeni srogimi glejtami, a kordon wokół spokojnej, cichej i poważanej gildii zaciska się bezlitośnie. Nie za bardzo wiadomo, co się dzieje, z pewnej odległości wydaje się jednak, że toczone są jakieś pertraktacje poprzez zatrzaśnięte wrota. Rozmowy te w pewnym momencie przeistaczają się w rozlew krwi. W mieście wybucha panika, a dręcząca radę miejską niewiedza przeradza się w totalną bezsilność (zawarte w osteplowanych hyrtańskimi pieczęciami listach kompetencje pozwalają dowódcy tajemniczego kontyngentu na praktycznie wszystko). Gildia zostaje wzięta szturmem po zaciekłych i widowiskowych walkach (widowiskowych w kontekście mnóstwa użytych w trakcie szturmu czarów). Broniący jej czarodzieje zostają wybici lub pojmani w niewolę i zakuci w kajdany z obdarzonego aurą antymagii metalu, biblioteki splądrowane, artefakty wywiezione. Po dwudniowej operacji wojsk specjalnych pozostają zgliszcza kompleksu, trupy i przerażenie mieszkańców miasta, którzy zupełnie nie pojmują motywów działania Katańczyków (tym bardziej, że wieloletni rezydenci gildii byli powszechni szanowani i zauważalnie lojalni wobec miejscowych władz). Niezrozumienie budzi gniew, nienawiść i odrazę wobec uruków.
Prawdę znają tylko nieliczni, ale w tym głowa Mistrza gry, aby posiedli ją na różne sposoby i w różnym stopniu również BG. Rezydenci gildii byli faktycznie całkowicie lojalnymi wobec Katana czarodziejami, jak dotąd... Wieszczenia kilku hyrtańskich astrologów z urzędu zwróciły na tutejszych magów uwagę najwyższych władz wyspy powiązując ich osoby z mglistymi zapowiedziami jakiegoś dramatycznego wydarzenia mającego nastąpić w przeciągu następnych miesięcy. Zaniepokojeni wróżbami namiestnicy Imperium zaczęli badać sprawę nie szczędząc środków ani czasu i uzyskując za pomocą kolejnych proroctw coraz czytelniejszy obraz przyszłości. Rezydenci gildii mieli zatem jakoby wejść w posiadanie pewnego mistycznego przedmiotu o wielkiej wadze i pozostając pod jego wpływem wystąpić przeciwko katańskim władzom inicjując rewoltę w lokalnej skali, ale też i stanowiąc wielkie zagrożenie dla magicznej stabilności Imperium. Czym ten przedmiot był, nie do końca wiadomo, ale astrologowie zdołali określić precyzyjnie czas jego pojawienia się w rezydenturze.
Wojska specjalne zareagowały natychmiast, docierając na miejsce tego samego dnia, w którym do drzwi gildii zapukał nieśmiały młodzieniec ściskający w rękach oprawne w smoczą skórę tomiszcze. Poznawszy chwilę wcześniej wartość księgi przełożeni gildii odmówili wydania jej urukom powołując się na rozmaite procedury, precedensy i jurysdykcje i doprowadzając krewkiego aroganckiego dowódcę kontyngentu do stanu, w którym jego skąpa cierpliwość się wyczerpała całkowicie - stąd szturm, rzeź i splądrowanie rezydentury.
Jeśli Mistrzowie Gry zechcą takie wydarzenie jedynie wpleść w tło swoich własnych przygód, możemy poprzestać na malowniczym opisie tych dramatycznych wydarzeń i tyle. Zainteresowani uwikłaniem w całą tę historię graczy na pewno znajdą jakieś pomysły na wrzucenie ich w ów tragiczny wątek.
A wspominałem już, co to była za księga? Księga umagicznień, bezcenne źródło wiedzy o przeliczniku 1 PM=1 kg pozwalające praktycznie uniezależnić się od katańskich dostaw magicznej mocy i redukujące w niewiarygodnym stopniu koszty czarodziejskiej pracy. Taka księga to bodziec wystarczający, aby jedni bronili jej do ostatniej kropli krwi, a inni gotowi byli zrównać z ziemią pół miasta, aby ją dostać w swe ręce (i zgłębić zawartość albo prewencyjnie ukryć/zniszczyć). Już dla samych dagonitów powinien to być obiekt religijnej wręcz czci, w końcu wyznawcy tej wiary mogą uważać księgi umagicznień za dzieła niebiańskiej natury.
Muszę popracować nad szczegółami...
Projekt "Żyjąca Orchia"
Jest już coś takiego w systemie, więc nie tędy droga.A wspominałem już, co to była za księga? Księga umagicznień, bezcenne źródło wiedzy o przeliczniku 1 PM=1 kg pozwalające praktycznie uniezależnić się od katańskich dostaw magicznej mocy i redukujące w niewiarygodnym stopniu koszty czarodziejskiej pracy.
Mój skromny dorobek jako gracza w PBF: http://www.krysztalyczasu.pl/nickpage.php?user=35
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Wiem o tym, Treant, właśnie o taką obecną w systemie księgę mi chodzi. Ile egzemplarzy może istnieć? I jak pożądanym są one obiektem? I do czego posunąć się mogą ci, którzy chcą je zdobyć? Bo jakoś nie podchodzi mi idea, że każda gildia ma własny egzemplarz i wszyscy członkowie z niego korzystają...
-
ghasta
- Reactions:
- Posty: 2356
- Rejestracja: 29 września 2010, 23:48
- Has thanked: 3 times
- Been thanked: 9 times
- Kontakt:
Gdyby tak każda gildia posiadała taką księgę ilość jakichkolwiek przedmiotów magicznych dostępnych na wolnym rynku (w tym przez graczy najbardziej pożądancyh zbroi i broni) byłaby koszmarnie wielka. Więc takich ksiąg jest zaledwie kilka - ALE znów dlaczego niby ma ich być tak niewiele. To są księgi więc można je .. przepisać w dowolnie dużej ilości egzemplarzy więc jest b. duża szansa że jednak duuuuża ilość gildii posiada coś takiego.Keth napisał/a:
Wiem o tym, Treant, właśnie o taką obecną w systemie księgę mi chodzi. Ile egzemplarzy może istnieć? I jak pożądanym są one obiektem? I do czego posunąć się mogą ci, którzy chcą je zdobyć? Bo jakoś nie podchodzi mi idea, że każda gildia ma własny egzemplarz i wszyscy członkowie z niego korzystają...
Widzę taki wątek. Gildia magów X posiada taką księgę i chce ją skopiować, jednak nie są najlepszymi kopistami (kichać w logikę:) ) dzielą więc tę księgę na kawałki po kilka stron i dostarczają te strony do kilku niezależnych, profesjonalnych pracowni kopistów. Tam ci nie wiedza co przepisują (nie posiadają całości księgi) więc niby nie ma problemu, jednak o tym zachowaniu dowiadują się orkowie i starają się za wszelką cenę zdobyć wszystkie urywki żeby zorientować się z czym mają do czynienia i dlaczego tak gildia postąpiła. Z jakiegoś powodu nie udaje im się to a do graczy trafia kilka na krzyż stron z feralnej księgi. Teraz mają przekichane -oddać księgę magom, oddać orkom, czy zdobyć pozostałe jej części i posiąść naprawdę niebezpieczną wiedzę. Równie dobrze zmiast gildii może być jakiś fartowny mag który zorientował się co posiada oraz płynące z tego możliwości - łącznie z zachwianiem ekonomi dla obrotu przedmiotami magicznym.