21.08.2017 04:33:09
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Czwarta edycja KC!
Hassosac
Osobliwości i dziwy ...
Profesja do KC - Bes...
Kubo - prawdziwy bard
Orchiańskie sztuki w...
Nowa profesja - opry...
Uroki księżycowe
Rawenna i Asmodeusz
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Pomysł na dodatki do...
DE - Fetysze
Kryształy czasu powo...
No na dobry początek
Gry paragrafowe
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
Dawaj, dawaj będzie do...
Cieszę się, że skorzys...
Przeszedłem całość i g...
A ja olalem babę i sko...
Już poprawione, dzięki...
Artykuły
Biedny Venar, muszę w...
Spokojnie, bana dostan...
Z PD moze by jeszcze t...
1. Panowie trochę o gr...
Ja bym tam tez wstrzym...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Hmm chyba część błędów...
Paragraf 82 brak linka...
Te które wyłapałem, że...
Podam wieczorem jak bę...
Może te problemy wynik...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » Gęby do wykarmienia
Gęby do wykarmienia

 

GĘBY DO WYKARMIENIA

 

 

     Omok był znużony i głodny, a głód ten jeszcze miał się pogłębić; teraz jednak burczący brzuch był jego najmniejszym problemem.

     - Chciwy głupi rybi łeb - wysyczała Mamman-Shiha, matriarchini gobberskiego klanu. Zacisnąwszy swe powykręcane altretyzmem szare palce w pięści oparła je gniewnym gestem o boki. Strapiony Omok pochylił głowę zerkając z ukosa na swą młodszą siostrę Lili.

     - To wina Omoka, Mamman - odparła Lili - Omok jest chciwy głuptak i cuchniacz. Nadaje się do rozsiewania dymu, ale okropny z niego gadacz. Gadał z gatorką, Grakką bokorką, i wszystko jej wypaplał o naszym odkryciu, a potem chciał od niej jadła. Grakka powiedziała nie, powiedziała, że też głodna i kazała nam iść albo zostać zjedzonymi.

     Osadzone głęboko w pomarszczonej twarzy oczy Mamman rozszerzyły się pod wpływem rosnącego gniewu.

      - Liliganamatakka! - sarknęła nie próbując ukrywać swej złości - Jeśli wiesz, że on cuchniacz i głuptaśny gadacz, czemu nie ty gadałaś z Grakką miast niego? Powiem ci, czemu. Jesteś takim samym chciwym głuptakiem jak on. Nosisz dyszę jego dymiacza, a on pompuje waszą chmurę, a mimo to teraz świadczysz przeciwko niemu? Wydajesz go jakby był rybą, a nie tylko rybim łbem. Wstydź się, Lili.

     Omok jęknął bezwolnie nie mogąc już dłużej ustać pod ciężarem założonego na grzbietu pękatego baniaka dymiacza.

     - Mamman-Shiha, ja przepraszam - wybąkał - Wiem, że rodzina jest strudzona i głodna. Grakka obiecała mało jadła, tylko dla Lili i mnie. Myślałem, że za dobry zwiad zapłaci więcej.

     Mamman zastrzygła uszami i zmrużyła oczy w wąskie szparki.

     - Gadasz na głębokiej toni, mały głuptaśny rybi łebku - wypowiedziała słowa tradycyjnej przestrogi sugerującej, że idąca w złym kierunku konwersacja może przeistoczyć się w głodnego drakodila gotowego pożreć rozmówców uważających się nieopatrznie za bardzo sprytnych.

     Omok przezornie ugryzł się w język.

     - Mamman, ja przepraszam - powiedziała Lili odwracając głowę w stronę Omoka - Ciebie też przepraszam. Zalękniona i głodna, nie myśląca.

     Matriarchini pokiwała spolegliwie głową.

     - Omok zrobił dobry zwiad - powiedziała mała gobberka pochylając głowę ku swym stopom - Znaleźliśmy obozowisko dzikunów, a Omok policzył wszystkie ryje. Nie ma tam szytych potworaków, nie ma rakietnic. Prócz jednego dzika ciągacza mają tylko samopały i ostrza. Potem Omok wymyślił, że dzikuny mogą być dobrą przynętą dla stada Grakki i myślał dalej - Lili zerknęła z ukosa na Omoka wzruszając jednocześnie ramionami - Ty gadaj.

     - Te dzikuny są zbłąkane, rybie łby. Obozują za blisko głębokiej wody. Stado Grakki może podpłynąć cichaczem, potem skoczyć. Zabić wszystkich, zabrać wszystko, może nie zostawić w zapłacie ani jednego zębiska czy łuski.

     Mamman pokręciła z dezaprobatą głową.

     - Ty wielki myślacz, utopiony na głębokiej wodzie. Naszykowałeś dla Grakki bitkę, w której gobbery na niczym nie skorzystają. Grakka nigdy nie chciała moich trucizn i wywarów i zawsze drwiła z krótkich ostrzy rodziny. Ukryty w głębokiej czarnej wodzie i w ciemności nocy, zawsze głodny i zawsze zły bokor nie potrzebuje twojego dymu. Czemu miałaby ci płacić, nam płacić?

     Omok usiadł czując pękający pod ciężarem pełnego dymiacza grzbiet. On i Lili posiadali jedyną rzecz, którą klan mógł sprzedać gatorom, ale nie będąc dość bystrym zaprzepaścił ich szansę na choćby mizerny zysk.

     - Rybiogłowe szwędaki, mają oni jaką strawę? - spytała Mamman - Czym mogą zapłacić nam za ostrzeżenie? Za poranną mgłę, która da im sposobność do ucieczki?

     - Och, nie - jęknęła Lili - Znaczy tak, mają worki i beczki na wozie z połamanym kołem, ale to śmierć im pomagać. Mgła czy nie, stado Grakki zeżre te dzikuny. Ostrzeżone, zostaną zeżarte za dnia, a Grakka będzie wiedziała, że to przez nas, a ja bardzo nie chcę tego, co ona z nami zrobi potem.

     Omok przytaknął siostrze, po czym znieruchomiał porażony pewną niebezpieczną i obiecującą zarazem myślą.

     - Mamman - stęknął czując kolejny skurcz żołądka, wywołany wyobrażeniem głodnej zimy na pozbawionych pożywienia bagnach - Wuj Tin może naprawić połamane koło, może wymienić je na nowe z zamkniętymi oczami. Jeśli będziemy szybcy-żwawi, cichacznie skrytni, może buchniemy wóz w noc, zanim Grakka-bokor napadnie?

      Gniewny grymas Mamman przeszedł powoli w uśmiech, który po krótkiej chwili wręcz sięgnął jej rozłożonych na boki uszu.

     - Chciwy głuptak Omok zaczyna myśleć jak wartki potok - pochwaliła młodego gobbera wskazując jednocześnie paluchem na baniak jego dymiacza - Ty, Omok, weźniesz dyszę i skradniesz się jako czuwacz.

     Matriarchini podniosła z kolan naoliwiony pieczołowicie nóż o długim ostrzu i obróciła go zwinnie w swych powykręcanych palcach.

     - Rodzina pójdzie za tobą.


* * * * *


     Calder wisiał wysoko na niebie rozjaśniając noc blaskiem wystarczającym w zupełności Omokowi i jego pobratymcom, ale nie dość silnym dla większości innych dwunożnych istot. Gobber przekręcił delikatnie dyszę, czując rosnące ciśnienie w przegubie baniaka. Zazwyczaj nie przykładał do obsługi dymiacza aż takiej uwagi, nawykły do głośnego syku dyszy plującej kłębami gęstej alchemicznej mgły; tym razem jednak dym należało rozpylić w bardzo dyskretny sposób. Przesunął wylot dyszy w prawo, potem w lewo, mocniej przekręcając zawór. Przewód ziąbił go pod pachą, kiedy stworzone dzięki sekretnej alchemicznej formule składniki ulatniały się z baniaka pod postacią gęstej mgły wyciągającej lepkie jęzory ku obozowisku dzikunów. Rozjaśniana księżycową poświatą, mgła była mimo wszystko dość mleczna, by uchronić małe z natury gobbery przed kiepsko widzącymi w ciemnościach dzikunami.

     - Za wolno - wyszeptała prawie bezgłośnie Lili.

     - Pośpiech jest głośny - odszepnął Omok - Czekajmy.

     Gobber nie przerywał swej pracy, poświęcając całą uwagę rozpylaniu alchemicznej mgły. Po tysięcznym uderzeniu serca jego dłonie cierpły od przeraźliwego zimna dymiacza, ale mgła pochłonęła w międzyczasie całe obozowisko dzikunów.

     - Czekanie skończone - syknął Omok zakręcając zawór i podając dyszę Lili, po czym podreptał bezszelestnie do przodu z otwartymi szeroko oczami. Jego dzieło zapierało dech w piersiach, snując się nad ziemią warstwami oparów o zmiennej gęstości mających jeszcze bardziej mylić oko przypadkowego obserwatora. Mleczne jęzory oplotły leżące w cuchnących sierścią kupach dzikuny oraz ustawiony pośrodku obozowiska wóz, podparty dyszlem w uniesionej pozycji w zamiarze przygotowania do porannej naprawy. To mogło zaoszczędzić wujowi Tinowi sporo czasu.

     Jakiś pomruk osadził Omoka w miejscu przeistaczając gobbera w nieruchomy posążek. Po drugiej stronie wozu jakiś wielki i poorany starymi szramami dzikun trzymał straż nad obozem oparty o pień wysokiego drzewa. Jego podobne do monstrualnego tasaka ostrze tkwiło w zgięciu łokcia stwora, a dzierżąca broń łapa wsadzona była za pas strażnika. Głuptak spał na warcie w pozycji stojącej, chrapiąc na dodatek przez sen.

     Omok podkradł się z powrotem do Lili i reszty rodziny.

     - Strażnik stoi-śpi przy drzewie. Reszta ryjów na legowiskach. Możemy iść.

     Klan podążył w ślad za Omokiem do zepsutego wozu, nie wydając najmniejszych odgłosów. Wuj Tin toczył jedną dłonią przygotowane do wymiany koło, w drugiej niosąc pojemnik pełen gęstego smaru. Wiszące na pasie narzędzia zostały wcześniej wysmarowane smołą, by przypadkiem nie zdradziły obecności właściciela błyskiem metalu. W połączeniu ze smarem miały zapewnić wujowi cichą naprawę pojazdu.

     Jakiś dźwięk ponownie wstrzymał kroki gobberów. Omok znieruchomiał błyskawicznie.

     - To nie chrapanie - wyszeptała Lili pokazując palcem na strażnika. Omok zamknął w odpowiedzi oczy i zaczął poruszać swymi uszami. Dźwięk dobiegał zza śpiącego wartownika. Głupi bardzo-bardzo stwór!

     - Pociągowy dzik się obudził - oznajmił szeptem gobber - Poszedł chłeptać wodę, tam-tam. Nie słyszy nas, mgła zaciera zapach. Wuju, szybko-cicho.

     Wuj Tin zaczął naprawiać uszkodzony wóz, czyniąc to z taką wprawą, że Omok omal nie pękł na ów widok z dumy. Natarte smołą narzędzia nie czyniły najmniejszego hałasu, a cała naprawa wymagała jednego zaledwie cichego stuknięcia, kiedy gobber wsadzał drewniany ćwiek w otwór na końcu osi wozu.

     Jedno ciche stuknięcie za dużo. Dzikun oparty o drzewo poruszył się, a potem otworzył ślepia chłonąc nimi widok zalegającej w obozowisku mgły. Nic w niej rzecz jasna nie widział, lecz jeśli podniósłby alarm, nocną eskapadę klanu zwieńczyłoby fiasko.

     Mamman-Shiha pojawiła się znienacka za plecami strażnika. Omok chłonął obraz szeroko otwartymi oczami nie mogąc wyzbyć się wrażenia całkowitej bezsilności. Nawet dość szybka w robieniu ostrzem, by zabić dzikuna w mgnieniu oka, matriarchini pozostawiłaby na jego cielsku ślady dla Grakki - dowód obecności rodziny w tym miejscu. Dzikun zesztywniał, a potem zwiotczał osuwając się na ziemię. Mamman-Shiha skoczyła do przodu łapiąc w powietrzu za jego upuszczony tasak. Posławszy Omokowi szeroki uśmiech położyła wielki oręż dzikuna na ziemi i uniosła w zamian w górę malutką strzałkę.

     - Śpiący strażnik obudzi się na czas, by poznać głodną Grakkę - wyszeptała, kiedy Omok prześlizgnął się do niej wypuszczając z ust bezgłośne westchnięcie ulgi.


* * * * *


     - Brzydki wóz - sarknął Tin - Ciężki i duży. Nie da rady uciągnąć.

     Omok i Mamman-Shiha przekradli się pod tylną część wozu, gdzie kucała w bezruchu reszta rodziny. Pojazd załadowany był po brzegi zapasami żywności, najpewniej zrabowanymi w drodze na odległą linię ludzkiego frontu. Załadowany tak ciężko, że cały klan nie zdołałby poruszyć do z miejsca.

     Klan może nie, ale potężny i porośnięty grubą sierścią pociągowy dzik jak najbardziej. Omok zwinnie wdrapał się na wóz i pochwycił worek pełen cebuli.

     - Omok - zasyczała Mamman-Shiha - Cóż ulęgło się właśnie między twymi uszyskami?

     - Jam sprytaśny, wcale nie rybi łeb - odparł Omok wyciągając z worka jedną cebulę - Jeśli dzik lubi cebulę, może pociągnie.


* * * * *


     Przebierający wartko nogami dzik ciągnął wóz z niesłabnącym zapałem, pędząc w ślad za pękiem cebul zawieszonych na kijku przed jego otwartym żarłocznie ryjem. Reszta rodziny uwijała się wokół wozu i poza nim, zacierając pozostawione przez koła ślady i zbierając odchody zaprzęgowego dzika. Kiedy ciemność nocy ustąpiła przedświtowi, do uszu Omoka dobiegły odgłosy toczonego gdzieś w oddali boju: przeraźliwe ryki i kwiki. Stado Grakki nie miało w zwyczaju brać jeńców.

     - Chciwe gatory nie pożałują cebuli i jabłek - powiedziała siedząca na wozie obok Omoka Mamman-Shiha - Grakka woli mięso dzikunów.

     - Ale nie dostanie naszego cebulożernego głodnego bohatera - odparł Omok wywijając pękiem cebuli przed ryjem przywiązanego do dyszla dzika.

     - Omok, przyjaciel zwierząt, może zbudować jemu chatkę w naszej wiosce - uśmiechnęła się matriarchini - Chatkę-wędzarnik.

     Omok odwzajemnił ten śmiech. Polubił głupiego dzika, ale jeszcze bardziej lubił bekon.


     Autorem opowiadania jest Howard Tayler. Opublikowane zostało w kompilacji krótkich opowiadań Iron Kingdoms Excursions S1E3. Prawa autorskie zastrzeżone dla Privateer Press.

Komentarze
#1 | Keth dnia 19.06.2014 21:49:39
Powyższy tekst dedykuję Bartkowi! Wink

Same gobbery to taki sympatyczny folklor Żelaznych Królestw: małe, ruchliwe i nie potrafiące usiedzieć w miejscu stworki o zabawnej aparycji i drygu do kradzieży oraz alchemii!
#2 | Rikandur dnia 19.06.2014 22:03:42
Sprytne the Gobbery. Smile
#3 | Gift dnia 19.06.2014 22:12:19
Fajnie udało Ci się przetłumaczyć Goberska "gwarę"
#4 | 8art dnia 20.06.2014 11:42:45
A z jakiej to okazji opowiadanie jest dedykowane mnie lub Koszalowi? Czyżby tłumacz uważał nas za głuptaków, rybie łby?

Nieładnie Keth, nieładnie...Wink

Fajne opowiadanie. Krótkie ale przeładowane fluffem z życia gobberów. Czytałem z przyjemniścią.
#5 | Keth dnia 20.06.2014 20:04:13
Och, zostałem źle zrozumiany! Dedykacja wiązała się z podziękowaniem za pomoc w pozyskaniu oryginałów! Wink
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 67% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 33% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
69620 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
20452 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
17660 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16720 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
16033 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14939 arikar
01.03.2009 16:48
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
14319 venar
16.02.2009 14:27
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
14015 leobardis
11.11.2008 18:01
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
13140 venar
30.04.2009 11:58
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
13117 leobardis
11.11.2008 18:09
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12847 leobardis
11.11.2008 18:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
12505 leobardis
12.12.2008 13:17
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
12299 ghasta
30.07.2011 10:22
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
12234 avnar
22.06.2009 15:08
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
12112 venar
13.01.2009 20:23
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Suriel
20-08-2017 20:30
Cóż; jak ktos nie ma dziecka to nigdy nie zazna smaku prawdziwej herbaty. Jak tu go nie kochać skoro zadał sobie tule trudu by napoic swego ojca.

Suriel
20-08-2017 20:26
Przylapalem go jak szedł po dzbanek który nam służy do podlewania kwiatów. Wodę planował zdobyc z łazienki, z "miednicy z pianą" w której moja żona wstepnie moczyla moje ubrania po budowie

Suriel
20-08-2017 20:18
Moj trzyletni syn postanowil zrobić ojcu herbatę. Żeby łatwiej było ją przetransportować i wylac zamierzal ją zrobić w pkasikowym samochodzie wywrotce.

Suriel
20-08-2017 16:09
Dobra jak maly usnie pora się brać za kończenie tekstu o Pianaliach.

Suriel
20-08-2017 15:30
Możesz zajechać, jak będziesz gnał hulajnogą na Polcon. Pfft

8art
20-08-2017 14:49
Ta impreza odbywa sie co dwa lata?

8art
20-08-2017 14:19
Za dwa lata to zdążę przyjść z buta Smile widziałem - zacne focie!

Keth
20-08-2017 13:31
Bartek, wrzuciłem na FB zdjęcia z wczorajszego zlotu! Może byś przyjechał za dwa lata, co?

Sigil
20-08-2017 11:48
O fetyszach szamanów słów kilka: http://www.sibsi..
..ge_id=2864

lightstorm
20-08-2017 11:04
jestem dziś 10h w pracy, ale postaram się napisać post w Orleanie

Sigil
19-08-2017 16:45
Napisałem do CbN.

Suriel
18-08-2017 20:42
Martwiaki są jak wiadomo od martwienia się ( tu obrazek Krzyk Muncha)

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4944]
czegoj[3282]
8art[2267]
koszal[2044]
Treant[1869]

Ostatnia aktualizacja
czegoj
dretch
Sigil
Suriel
deliad

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką