21.08.2017 04:35:55
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Czwarta edycja KC!
Hassosac
Osobliwości i dziwy ...
Profesja do KC - Bes...
Kubo - prawdziwy bard
Orchiańskie sztuki w...
Nowa profesja - opry...
Uroki księżycowe
Rawenna i Asmodeusz
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Pomysł na dodatki do...
DE - Fetysze
Kryształy czasu powo...
No na dobry początek
Gry paragrafowe
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
Dawaj, dawaj będzie do...
Cieszę się, że skorzys...
Przeszedłem całość i g...
A ja olalem babę i sko...
Już poprawione, dzięki...
Artykuły
Biedny Venar, muszę w...
Spokojnie, bana dostan...
Z PD moze by jeszcze t...
1. Panowie trochę o gr...
Ja bym tam tez wstrzym...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Hmm chyba część błędów...
Paragraf 82 brak linka...
Te które wyłapałem, że...
Podam wieczorem jak bę...
Może te problemy wynik...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » "Rzeźnik z Khardovu" Dana Wellsa
"Rzeźnik z Khardovu" Dana Wellsa


 "RZEŹNIK Z KHARDOVU"
             DANA WELLSA

      Orsus Zoktavir, jedna z ikonicznych postaci świata Żelaznych Królestw obok Colemana Strykera, Allistera Caine czy Sorschy Kratikoff, doskonale znana graczom Warmachine. W podręcznikach do gry bitewnej można znaleźć strzępki informacji na temat przeszłości tego niesławnego botmistrza, ale są one bardzo sporadyczne i niejasne. Dan Wells postanowił rzucić nieco więcej światła na postać Orsusa w powieści "The Butcher of Khardov", wydanej latem 2013 przez Skull Island X. Podszedłem do tego dzieła bardzo sceptycznie, ponieważ uważam większość cyfrowych książek spod znaku SIX za pozycje słabe literacko i mogące się obronić jedynie w oczach najbardziej zagorzałych miłośników gier bitewnych. "Rzeźnik" mnie jednak mile zaskoczył. Na 86 stronach powieści Wells nakreślił całkiem przekonywującą historię człowieka, który stał się później otaczanym grozą psychopatycznym zabójcą na rozkazach królowej Khadoru, żądnym ustawicznego rozlewu krwi mordercą o magicznych talentach. Chociaż w "Rzeźniku" przewijają się sceny z przyszłości, w tym opis rzezi pod Dziczą Bramą czy sądu nad Zoktavirem w Khardovie, autor skupił się przede wszystkim na wczesnych latach życia okrutnego botmistrza. W historię jego utraconej tragicznie rodziny i związku z ukochaną kobietą wplecione są wątki życia codziennego w północnym Khadorze, w puszczańskich osadach wielkiego księstwa Tamanski. To element, którego w suplementach do gier bitewnych w oczywisty sposób brakuje, ponieważ opisy "cywilnego życia" zupełnie do niczego nie są tam potrzebne, wydają się w zamian niezastąpione dla miłośników gry fabularnej osadzonej w świecie Żelaznych Królestw.

     Słynący z niewysłowionego okrucieństwa Zoktavir okazał się po lekturze tej powieści postacią tragiczną i chociaż trudno znaleźć usprawiedliwienie dla jego późniejszych niesławnych czynów, znając przeszłość młodego Orsusa czytelnik zapewne spojrzy na niego w nieco inny niż dotychczas sposób.

     "The Butcher of Khardov" znajduje się w cyfrowej ofercie wydawnictwa Sull Island X w cenie 4,99 dolarów. Jeśli ktoś lubi zagłębiać się w świat Żelaznych Królestw, szczerze polecam - ta akurat powieść prezentuje się całkiem przyjemnie w porównaniu z innymi pozycjami spod znaku SIX.

     Poniżej w formie zachęty prolog powieści w tłumaczeniu własnym (wszystkie prawa autorskie zastrzeżone dla Privateer Press).


* * * * *


     Orsus odnalazł Lolę w wiosce w górskiej dolinie, wsłuchaną w melodię wygrywaną przez wędrownego minstrela ku uciesze sporej grupy słuchaczy. Zjawił się w karczmie po zapadnięciu zmroku, przysypany padającym nieustannie śniegiem. Stanąwszy w progu wytrzepał z błota buty przyglądając się wnętrzu przybytku. Było to obskurne miejsce, ciasne i zapomniane przez resztę świata, ale w oczach Orsusa stanowiło największy przejaw luksusu widziany w przeciągu sześciu ostatnich miesięcy. Mężczyzna pozostawił Łajkę na zewnątrz, za pomocą myśli wydając parobotowi kilka prostych poleceń, potem zaś wszedł do środka nie potrafiąc się wyzbyć przykrego wrażenia własnego zaniedbania.

     Gościnna sala oświetlona była świecznikami oraz ciepłym blaskiem bijącym od wielkiego paleniska, przy którym wygrywający na skrzypcach minstrel słał co chwila znaczące mrugnięcia ku roznoszącym jadło i napitki dziewkom. Orsus przyjrzał mu się bacznie, podobnie jak pozostałym gościom. Jedenastu z nich było silnymi mężczyznami, najpewniej żyjącymi z uprawy roli góralami; siedmiu nieco lepiej odzianych, a zarazem mniej srogich z wyglądu trudniło się zapewne jakimś rzemiosłem. Ostatni siedział na uboczu, nosząc dobre odzienie sugerujące profesję wędrownego kupca. Żaden nie sprawiał nieprzyjaznego wrażenia, toteż Orsus z miejsca przestał na nich zwracać uwagę. Strząsnąwszy resztki śniegu ze swego czarnego niedźwiedziego futra podszedł do drewnianego kontuaru opierając o niego topór i ściągając z dłoni rękawice. Posługujące w karczmie dziewczę, nie wyższe od trzonka wielkiego topora przybysza, wbiło w obcego strwożone spojrzenie, ale przełamało jakoś swój lęk pozdrawiając mężczyznę niepewnie i pytając o jego życzenie.

     - Wódki - odrzekł, bardziej szorstko niżby sobie tego życzył. Nie żywił żadnej urazy do tej dziewczyny ani do nikogo mieszkającego w jej wiosce; po prawdzie nie miał nawet pojęcia jak tę wioskę zwano. Od tak dawna nie rozmawiał z nikim prócz Łajki, że zapomniał już po trochu, w jaki sposób panować nad emocjami brzmiącymi we własnym głosie. Chcąc załagodzić przykre wrażenie skinął ku dziewce głową i uśmiechnął się do niej przelotnie wspominając obyczaje cechujące cywilizowanych ludzi. Czuł na sobie badawcze oczy górali oraz przestraszone spojrzenie barmanki, całkiem ładnej i młodej kobiety o jasnobrązowych włosach przechodzących w barwę złota przywodzącą na myśl Lolę. Orsus zmartwił się na chwilę, czy jej przestrach nie zrodził się aby z natrętnego zachowania któregoś z gości, być może jakiegoś zazdrosnego adoratora. Kiedy odwróciła się w przeciwną stronę sięgając po zamówiony trunek, odprowadził ją wzrokiem, a jego myśli pobiegły wówczas po raz pierwszy od długiego czasu ku Loli...

     ...i wtedy pojawiła się ponownie, oparta o kontuar tuż obok jego ramienia.

     - Dla mnie niczego nie zamówiłeś?

     Orsus poczuł dławiący ucisk w gardle, ale nie zamierzał dać się łatwo wytrącić z równowagi. Odpowiedział spoglądając wprost na ścianę karczmy, ledwie słyszalnym półgłosem.

     - Ty nie pijesz wódki.

     - Ty też nigdy nie piłeś.

     Barmanka postawiła na blacie kontuaru szklankę - nie jakiś pospolity w tych stronach gliniany kubek, ale szklankę z prawdziwego szkła, cienkiego, przeźroczystego i zapewne bardzo kruchego - nalewając wódki do pełna ze smukłej zielonej butelki. Orsus nigdy nie prosił o nalewanie do pełna, ale większość barmanów robiło to bez pytania. Miał siedem i pół stopy wzrostu oraz posturę niedźwiedzia, a jego oblicze znaczyły stare szramy. Uniósł szklankę w dłoni chcąc wychylić ją do końca jednym haustem, ale znienacka wstrzymał się od tego pomysłu. W zamian postawił naczynie na drewnianym kontuarze i przesunął je w stronę Loli.

     - Chciałabyś skosztować?

     Wciąż nie miał dość odwagi, by spojrzeć w bok, ale jej głos wprawił go w drżenie kojarząc się ze słońcem i słodkim smakiem miodu i wspomnieniem dobrych czasów. Słyszał ten głos każdej nocy w swych snach.

     - Słucham? - odezwał się siedzący po przeciwnej stronie Orsusa kupiec. Mężczyzna odwrócił nieco głowę, dostrzegając rozmówcę kątem oka.

     - To nie twoja sprawa - powiedział.

     - Przepraszam - odrzekł kupiec - Sądziłem, że chcesz mi postawić wódkę. Wioska wygląda na całkiem przyjazną. Cieszę się, że stanąłem tu popasem. Nieważne, racz przyjąć przeprosiny, nazywam się-

     - Rozmawiałem z damą - warknął Orsus odwracając się bokiem do kupca. Szklanka z wódką wciąż tkwiła na kontuarze dotykana delikatnymi białymi palcami Loli, ale Orsus mógłby przysiąc, że dostrzegł ledwie widoczny ślad jej ust na krawędzi szkła. Nie potrafił się powstrzymać przed sięgnięciem po naczynie, przyłożeniem własnych ust do tego samego miejsca i wyobrażeniem sobie tych chwil, kiedy...

     - Jakiej damy?

     Orsus zwęził oczy w szparki i obejrzał się ponownie w stronę kupca.

     - Słucham?

     - Nie widzę tutaj żadnych dam - oznajmił z przekąsem handlarz - Najbliższa temu terminowi wydaje się ta czarna w rogu, ale i tak wygląda na niemiłosiernie przeruchaną. Trzyma się ramienia tamtego liczykrupy jakby ta była odlana ze złota. Może by się na coś zdała. Reszta tych trollic-

     - Coś takiego powiedział? - głos Orsusa wibrował narastającym gniewem i chociaż jego ręka spoczęła na barku kupca w wyzbyty otwartej wrogości sposób, ciężar potężnej dłoni nie budził wątpliwości co do drzemiącej w pięści siły. Rozmówca Orsusa zesztywniał w ułamku chwili.

     - Nie miałem niczego złego na myśli, dobry człowieku, ja tylko bawię tu przejazdem. Nie chcę narobić sobie kłopotów w twojej sadybie.

     - To nie moja sadyba, lecz mieszkające tutaj kobiety, damy bez względu na to, co na ich temat myślisz, możesz uważać za znajdujące się pod moją opieką. A teraz wynoś się stąd!

     Orsus cofnął swą rękę i handlarz natychmiast ześlizgnął się z drewnianego stołka, w jednej chwili pokonując odległość dzielącą go od drzwi. Orsus odwrócił głowę w stronę baru, pozwalając ostygnąć wzburzonym myślom.

     - Wstyd mi za niego.

     - Nie możesz się tak wszystkim przejmować - odparła Lola - Nie tak powinniśmy żyć.

     - Za to też mi wstyd.

     - To niczego nie zmieni.

     Orsus wychwycił nutę żalu w jej głosie. Chciał odrzec coś naprędce, ale nie potrafił znaleźć właściwych słów. Właśnie ją przeprosił, a nie sprawiała wrażenia zainteresowanej następnymi wyrazami skruchy. Milczał łudząc się nadzieją, że odezwie się pierwsza i wypełni głosem pustkę w jego uszach. Zawsze potrafiła załagodzić sprawy.

     Długie palce Loli wystukiwały na kontuarze rytm melodii granej przez minstrela.

     - Zatańczysz?

     Orsus roześmiał się niczym za dawnych czasów, nie potrafiąc się wyzbyć świadomości własnych rozmiarów i niezdarności, a jednocześnie pozostając zbyt zakochanym, by móc jej odmówić.

     - Wiesz, że nie jestem w tym dobry - odparł, lecz kiedy ujęła go za dłoń, słowa protestu zrodzone w jego ustach rozpłynęły się niczym stopiona słońcem mgła. Dotyk jej skóry był cudownym doznaniem, nieskazitelnie gładki, zdumiewająco znajomy i elektryzujący, przywodzący na myśl wrażenie powrotu do domu, niekończące się chwile uniesień i miłosną przygodę, której nie można było porównać z niczym innym. Spojrzał na jej twarz, po raz pierwszy od bardzo dawna; spojrzał w piękne i pełne uczucia oczy, tętniące życiem w otoczce gęstych włosów opadających na gładką kremową skórę. Przesuwając dłoń na jej biodro oderwał na chwilę wzrok od kobiety i krzyknął w stronę minstrela głosem mogącym iść w szranki z armatnim wystrzałem.

     - Znasz jakieś taneczne granie?

     Minstrel zagrał z wrażenia fałszywą nutę, szczerze zdumiony skierowanym do siebie pytaniem.

     - Nie... nie zabrałem ze sobą bajanu, panie, tylko skrzypce, wszelako mogę spróbować...

     - Twój smyczek wystarczy - przerwał mu Orsus uśmiechając się do Loli - Zagraj kareszkę! Chcę zatańczyć z moją żoną.

     Wyszli na środek sali gotowi do rozpoczęcia tańca, ale nie usłyszeli żadnej muzyki. Orsus obejrzał się gniewnie w kierunku muzyka, gapiącego się z szeroko otwartymi ustami i wyrazem całkowitego niezrozumienia w oczach.

     - Kazałem ci grać! - krzyknął i grajek natychmiast ułożył skrzypce na ramieniu. Zaczął grać skoczną melodię, początkowo z przestrachem, z każdą jednak nutą odzyskując pewność siebie Orsus odwrócił się do Loli stawiając w rytm tańca stopy, wirując z kobietą w swych objęciach i uśmiechając się promiennie. Czuł w sobie więcej życia niż w przeciągu kilku lat razem wziętych, a kiedy odwzajemniła ten uśmiech-

     Ludzie dławili się śmiechem. Orsus nie zwracał na nich uwagi, bo ludzie zwykli drwić z niego przez całe życie i w końcu nauczył się ich ignorować. Kochał najcudowniejszą kobietę na świecie, miał ją przy sobie, uśmiechniętą i wtuloną w niego jak za dawnych czasów. Zakręciło mu się w głowie, toteż powrócił do spokojniejszego tańca, ujmując Lolę to za jedną, to za drugą dłoń. Blask świec odbijał się w jej oczach niczym w przedniej stali.

     - Ją miałeś na myśli?! - ponad dźwięk skrzypiec wzbił się histeryczny śmiech przegnanego z karczmy wędrownego kupca - Powiedział mi, że wódka była dla damy! Nie pomyślałbym, że myślał o tym starym rupieciu!

     Orsus zagotował się od środka, lecz Lola ścisnęła mocniej jego ramiona, w uspokajającym wyrazie.

     - Nie zwracaj na nich uwagi.

     - Nazwał ją żoną! - zakrzyknął jakiś farmer wywołując kolejną salwę śmiechu - Myślicie, że ją całuje? Cały ten brud?

     - Bacz na swe słowa! - ryk Orsusa wstrząsnął stropowymi belkami sali. Mężczyzna dopadł trefnisia w dwóch susami, poderwał go z krzesła zaciśniętą na gardle prawicą - Przeproś albo skręcę ci kark!

     Wszyscy ludzie skoczyli na równe nogi; jedni cofający się przezornie, inni zbliżający się z minami sugerującymi gotowość do wszczęcia zwady. Orsus przewyższał ich wzrostem o głowę, był dużo szerszy w barach od największego z miejscowych. Trzymany w jego uścisku góral kopał w powietrzu nogami, zaciskając obie dłonie na nadgarstku prawicy Orsusa.

     - Puść go - powiedział jeden z rzemieślników. Za jego plecami kuliła się ciemnowłosa kobieta, za nią zaś przerażona młoda posługaczka - Po prostu go puść, grzecznie i powoli, a wówczas puścimy wszystko to w niepamięć.

     - Powiedział, że jest brudna.

     - I bardzo mu z tego powodu przykro.

     - Chcę to usłyszeć od niego.

     - Przecież to tylko topór! - wrzasnął inny góral - Na miłosierdzie Menotha!

     Rolnik pochwycił Lolę za ramię, szarpnął ją z całej siły rozdzierając z suchym trzaskiem materiał sukni. Skórę na piersiach kobiety pokryła w jednej chwili gorąca czerwień krwi.

     Świat Orsusa utonął w tej czerwieni i w ogniu, w jego uszach zadźwięczała kakofonia krzyków.

     - Gdzie byłeś? - załkała - Dlaczego mnie nie ocaliłeś?

     Człowiek tkwiący w jego uścisku wydał z siebie zduszone stęknięcie, kiedy Orsus cisnął nim w prześladowcę Loli. Obaj runęli na podłogę pośród donośnego trzasku pękających kości i wtedy wszyscy się na niego rzucili. Siedemnastu dorosłych mężczyzn, ściskających w dłoniach dobyte nie wiadomo skąd pałki i kordy. Nie byli wcale rolnikami, lecz mordercami, złodziejami i rzezimieszkami.

     W ułamku chwili obrzucił wzrokiem całe pomieszczenie, identyfikując przeszkody i kryjówki, definiując w myślach największe zagrożenia. Człowiek za barem miał garłacz, ale nie sprawiał wrażenia biegłego w posługiwaniu się taką bronią, dlatego Orsus uznał, że potrzeba mu ośmiu sekund na przygotowanie broni do strzału i pociągnięcie za spust. Miał osiem sekund, by dotrzeć do wnęki przy drzwiach mogącej osłonić Lolę i jego samego przed chmurą śrutu.

     Ciągnął kobietę za sobą zasłaniając ją torsem niczym żywą tarczą, chroniąc przed morderczymi zakusami pierwszych sześciu napastników. Pałki mierzyły w jego brzuch, uda i kolana; noże szukały szczelin w czynionych rękami zastawach. Nie miał na sobie żadnego pancerza prócz grubego niedźwiedziego futra, zrzuconego z ramion w pierwszych chwilach walki wprost na dzierżącą mały nóż rękę przeciwnika. Okręciwszy się w biodrach uderzył tego samego człowieka lewym łokciem prosto w twarz obalając go na podłogę, a jednocześnie prawą dłonią pochwycił opadającą ku swej szczęce pałkę pociągając właściciela broni wprost na siebie. Ten błyskawiczny ruch sprawił, że walczący pałką góral znalazł się znienacka w miejscu Orsusa, przyjmując na siebie dwa kolejne ciosy miejscowych. Pierwszy z nich, zadany również pałką, złamał mu z trzaskiem kręgosłup, zaś drugi wraził w bok człowieka ostrze długiego noża. Przerażony własnym czynem nożownik cofnął się o krok, nim jednak zdołał wykrztusić choć słowo, Orsus ściął go z nóg ciosem pałką w głowę.

     Do boju dołączyli następni miejscowi, uzbrojeni w nogi od krzeseł i stołów. Orsus parł poprzez nich blokując uderzenia i oddając ciosy tam, gdzie było to możliwe, odliczając jednocześnie w myślach sekundy. Górale jawili się w jego oczach dzikusami, szczerzącymi zęby na podobieństwo zwierząt, żądnymi smaku ust Loli, jej skóry, jej kształtnego gładkiego ciała. Barman podniósł ponad kontuarem lufę garłacza, toteż Orsus podwoił swe wysiłki roztrzaskując w ruchu ludzkie czaszki, gruchocząc kręgosłupy i ciskając bezładne ciała w stronę tych, którzy próbowali uciekać. Zastrzygł uszami niczym wilk słysząc cichy metaliczny trzask, wślizgując się w alkowę w tej samej chwili, w której garłacz wypalił śląc w powietrze pół funta ołowianego śrutu. Grad drobin posiekał grube drewniane belki siejąc na wszystkie strony drzazgami, ale nie zdołał sięgnąć celu. Orsus i Lola byli bezpieczni.

     Orsus ułożył swą towarzyszkę delikatnie w rogu alkowy. Namacawszy tkwiący w nodze nóż wydarł ostrze z rany z głuchym stęknięciem, wychynął z wnęki i cisnął nożem w barmana. Ugodzony prosto w gardło, mężczyzna osunął się bez jęku za kontuar.

     Orsus obrzucił czujnym spojrzeniem salę gotów odeprzeć kolejny atak, w środku nikt się już jednak nie poruszał. Kipiąca w żyłach krew zaczęła płynąć nieco wolniej, czerwona mgła w oczach rozpływała się coraz bardziej ukazując mężczyźnie wielkie plamy krwi pokrywające ściany karczmy, blaty stołów i podłogę. Wśród martwych ciał leżały kobiety - czyżby niewiasty też pragnęły jego śmierci? Na krawędzi kontuaru wciąż stała wypełniona wódką szklanka, zniknął za to jego topór. Nie użył go w walce i nikt mu go nie wydarł, ale mimo to zniknął.

     Zniknęły bez śladu dźwięczące chwilę wcześniej w uszach upiorne krzyki, zniknęła czerwień wściekłego szału i niezwykła jasność myśli. W ich miejscu pojawiło się wrażenie odrętwienia i wyobcowania, zmieniające duszę w kamień i ciało w żelazo.

     Wiedział już, gdzie był jego topór, w gruncie rzeczy wiedział to od początku. Przestępując nad trupami podszedł do baru i wbił spojrzenie w szklankę. Ślad odciśniętych na szkle ust zniknął. Podniósł naczynie do warg i wypił duszkiem. Wiedział, że mocny alkohol winien zapłonąć mu w gardle żywym ogniem, a jednak niczego nie poczuł.

     Sześć miesięcy w dziczy. Może następnym razem powinien zostać tam dłużej. Może nigdy już nie powinien wracać między ludzi. Podszedł do alkowy i spojrzał na swój topór, o uchwycie długim na pięć stóp i ważącym co najmniej sto funtów. Broń stała w kącie wnęki, odłożona tam wcześniej z pełną czułości delikatnością.

     - Chodź, Lola. Czas na nas - podniósł topór z podłogi, naciągnął na czoło kaptur płaszcza i wyszedł wprost w śnieżną zadymkę.

Komentarze
#1 | lunatyk dnia 13.01.2014 11:13:09
Świetny tekst! Butcher jest bardzo ciekawą postacią, czytało się bardzo przyjemnie. Mini-recenzja też ok.
#2 | czegoj dnia 13.01.2014 14:15:41
Niezły psychol. Musze przyznać, że jest to jeden z niewielu artów do IK, które przeczytałem z jakimś zainteresowaniem.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 0% [0 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 100% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
69621 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
20452 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
17660 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16720 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
16033 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14939 arikar
01.03.2009 16:48
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
14319 venar
16.02.2009 14:27
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
14015 leobardis
11.11.2008 18:01
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
13140 venar
30.04.2009 11:58
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
13117 leobardis
11.11.2008 18:09
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12847 leobardis
11.11.2008 18:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
12505 leobardis
12.12.2008 13:17
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
12299 ghasta
30.07.2011 10:22
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
12234 avnar
22.06.2009 15:08
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
12112 venar
13.01.2009 20:23
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Suriel
20-08-2017 20:30
Cóż; jak ktos nie ma dziecka to nigdy nie zazna smaku prawdziwej herbaty. Jak tu go nie kochać skoro zadał sobie tule trudu by napoic swego ojca.

Suriel
20-08-2017 20:26
Przylapalem go jak szedł po dzbanek który nam służy do podlewania kwiatów. Wodę planował zdobyc z łazienki, z "miednicy z pianą" w której moja żona wstepnie moczyla moje ubrania po budowie

Suriel
20-08-2017 20:18
Moj trzyletni syn postanowil zrobić ojcu herbatę. Żeby łatwiej było ją przetransportować i wylac zamierzal ją zrobić w pkasikowym samochodzie wywrotce.

Suriel
20-08-2017 16:09
Dobra jak maly usnie pora się brać za kończenie tekstu o Pianaliach.

Suriel
20-08-2017 15:30
Możesz zajechać, jak będziesz gnał hulajnogą na Polcon. Pfft

8art
20-08-2017 14:49
Ta impreza odbywa sie co dwa lata?

8art
20-08-2017 14:19
Za dwa lata to zdążę przyjść z buta Smile widziałem - zacne focie!

Keth
20-08-2017 13:31
Bartek, wrzuciłem na FB zdjęcia z wczorajszego zlotu! Może byś przyjechał za dwa lata, co?

Sigil
20-08-2017 11:48
O fetyszach szamanów słów kilka: http://www.sibsi..
..ge_id=2864

lightstorm
20-08-2017 11:04
jestem dziś 10h w pracy, ale postaram się napisać post w Orleanie

Sigil
19-08-2017 16:45
Napisałem do CbN.

Suriel
18-08-2017 20:42
Martwiaki są jak wiadomo od martwienia się ( tu obrazek Krzyk Muncha)

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4944]
czegoj[3282]
8art[2267]
koszal[2044]
Treant[1869]

Ostatnia aktualizacja
czegoj
dretch
Sigil
Suriel
deliad

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką