21.08.2017 04:32:33
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Czwarta edycja KC!
Hassosac
Osobliwości i dziwy ...
Profesja do KC - Bes...
Kubo - prawdziwy bard
Orchiańskie sztuki w...
Nowa profesja - opry...
Uroki księżycowe
Rawenna i Asmodeusz
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Pomysł na dodatki do...
DE - Fetysze
Kryształy czasu powo...
No na dobry początek
Gry paragrafowe
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
Dawaj, dawaj będzie do...
Cieszę się, że skorzys...
Przeszedłem całość i g...
A ja olalem babę i sko...
Już poprawione, dzięki...
Artykuły
Biedny Venar, muszę w...
Spokojnie, bana dostan...
Z PD moze by jeszcze t...
1. Panowie trochę o gr...
Ja bym tam tez wstrzym...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Hmm chyba część błędów...
Paragraf 82 brak linka...
Te które wyłapałem, że...
Podam wieczorem jak bę...
Może te problemy wynik...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » Morvahna Jesienne Ostrze
Morvahna Jesienne Ostrze

         
        MORVAHNA
  JESIENNE OSTRZE


     Gromadzenie informacji na temat druidki zwanej Morvahną można przyrównać do wyrywania zębów goraksowi. Niemniej jednak udało mi się zdobyć nieco wiedzy na temat jej przeszłości oraz obecnych poczynań. Podobnie jak w innych zleceniach, moje źródła informacji na temat druidów często pozostają niepotwierdzone, toteż proszę mieć to na względzie przy studiowaniu poniższych materiałów.

     Morvahna Jesienne Ostrze urodziła się około roku 560 OR, lecz podobnie jak wielu innych druidów zewnętrznie nie ucierpiała z racji upływu czasu. Naoczni świadkowie opisują ją jako piękną i pełną energii kobietę przed trzydziestką. Nie wiadomo niczego o jej rodzinie, aczkolwiek upodobanie do mocy ukrytych w esencji życia i ziemi pozwala domniemywać, że wywodzi się z rejonów rolniczych, być może z Midlundu w północnym Cygnarze bądź południowych krańców Llaelu. Ponieważ druidzi przygarniają pod swą opiekę dzieci przejawiające magiczny talent zwany wildingiem, najczęściej odtrącone przez własnych rodziców, wątpię w to, by utrzymywała jakiekolwiek kontakty z krewnymi; nie zdobyłem również żadnych informacji na temat tego, by posiadała jakiekolwiek potomstwo.

     Opierając się na meldunkach pochodzących z różnych źródeł określiłem w przybliżeniu terytorium znajdujące się pod kontrolą Morvahny: Czarny Bór, Sójcze Bagniska, Gnarl, Wisielcza Knieja, północna część Błyszczącej Kniei, szereg wysp wzdłuż Potrzaskanego Wybrzeża oraz wschodni Wyrmwall.

     Jak już wspominałem, uważa się, że Krąg zabiera pod swą opiekę dzieci mogące skrywać w sobie druidyczne moce. Sama Morvahna nie jest tu zapewne wyjątkiem i chociaż nie zdołałem dotrzeć do wspomnień jej druidycznej inicjacji, poniższy dokument może rzucić nieco światła na proceder uprowadzania wyjątkowych według Kręgu dzieci.


    Do konstabla Artisa Caylana, od szeryfa Odgera Rolfe z Marchii Wysokich Wód.

    Jak panu zapewne doskonale wiadomo, Marchia Wysokich Wód to nic więcej jak tylko zbieranina kilku niewielkich rybackich osad, których mieszkańcy trzymają się siebie i nie przejawiają sympatii wobec przejezdnych. Niemniej jednak zdarzenia ostatnich dni skłaniają mnie ku wnioskowi, że w tym zapomnianym zakątku świata zaczęło się dziać coś złego. Zająłem się tą sprawą, wszelako uważam, że zmuszony jestem poprosić o pomoc przedstawicieli władz z Merciru.

    W Wysokich Wodach dochodzi czasami do zniknięć dzieci. Najczęściej przyczyną tego są utonięcia, bo dzieci kręcące się zbyt blisko brzegu bywają porywane przez fale i unoszone na otwarte morze. Chociaż to zapewne przykre, takie rzeczy się zdarzają. Czasami też malcy padają ofiarą drapieżników zamieszkujących pobliskie bagniska; dość często, by nie budziło to niepokoju wśród wszystkich prócz pogrążonych w smutku rodzin. Lecz kilka nocy temu przepadł bez śladu dziewięcioletni syn Arisa Connera i chociaż mógłby pan uznać to za kolejny zwyczajny nieszczęśliwy wypadek, pewne dziwne zajścia i wydarzenia utrwalają mnie w przekonaniu, że nie był to bynajmniej przypadek.

     Po pierwsze, od prawie dwóch tygodni niemal każdej nocy od strony oceanu pojawiała się gęsta mgła. Późną zimą i wczesną wiosną mgła nie jest dla nas niczym zaskakującym, ale w środku lata? Przesłuchałem blisko tuzin rybaków zarzekających się, że dostrzegli w tej mgle jakieś ruchliwe ciemne kształty i słyszeli mrożące krew w żyłach wilcze wycie. Korin Conner zniknął w nocy, kiedy mgła była najgęściejsza.

     Jeśli to nie jest dla pana dowodem samym w sobie, co z obcymi przejeżdżającymi przez nasze osady bez popasu? Widywano ich regularnie w okresie zamglenia i często krótko po nim. Wędrowali w grupkach po trzech bądź czterech, czasami w towarzystwie postaci w czarnych szatach, zawsze zmierzając na południe. Nigdy wcześniej nie widziałem takich ludzi, uzbrojonych po zęby i okrytych płaszczami z wilczego futra. Nigdy nie zamieniali z miejscowymi więcej niż kilku słów, ale jeśli ktoś pytałby mnie o zdanie, odrzekłbym, że czegoś szukali. Albo też coś odnaleźli.

     I jeszcze kilka słów na temat samego zaginionego dziecięcia. Korin Conner od zawsze uchodził za dziwnego chłopca, lecz w tygodniach poprzedzających zniknięcie prawdziwie oszalał. Wiem, że dzieci w tym wieku bywają nieznośne, ale w zachowaniu Korina było coś nienaturalnego. Warczał i obnażał zęby za każdym razem, kiedy zbliżał się do niego ktoś obcy, ugryzł nawet w rękę Toba Harrika, kiedy ten chciał podać mu słodką bułkę. Kilka razy jego matka odnajdywała go nocą nagiego na zewnątrz chaty, tarzającego się w błocie i wyjącego do księżyca. Nigdy wcześniej o niczym takim nie słyszałem.

     Być może zostanę posądzony o śmieszność, ale wszystkie te dziwne zajścia: zaginione dziecko, mgła, tajemniczy wędrowcy - cuchnie wręcz na milę mroczną magią. Słyszał pan zapewne to samo, co ja, opowieści o druidach wyczyniających Morrow jeden wie jakie rzeczy na bezimiennych wyspach wzdłuż wybrzeża. Lękam się, że to wcale nie czcze wymysły.


     Zamieszczone poniżej fragmenty pamiętnika są najwcześniej datowanymi informacjami tyczącymi się samej Morvahny. Wyszczególnione wpisy dzielą od siebie niemal dokładnie dwa lata. Pamiętnik należał do naczelnika wioski w pobliżu Kniei Wisielców, wyratowanej z opresji przez młodą druidkę niezmiennie kojarzącą się właśnie z Morvahną. Jej pomoc okazała się cenna, ale zapłata za nią znacznie wyższa aniżeli tego oczekiwano.


24 Katesha 585 OR

     Dzięki Morrowowi, że zesłał nam swego wysłannika na ratunek. Błogosławione niechaj będzie jego imię! Padające tego roku deszcze okazały się bezlitosne. Z trudem dojrzewające plony niszczały wskutek powodzi i zgnilizną, grożąc nam śmiercią głodową. Bez nich nie zdołalibyśmy przetrwać mroźnych zimowych miesięcy. Rozważałem już pomysł przyśpieszenia żniw o jeden miesiąc w zamiarze uratowania chociaż cząstki zbóż, ale Morrow sprawił, że nie było to konieczne.

     Samotna i wyzbyta lęku, wyszła do nas z północnych lasów, wkroczyła do wioski i poprosiła o to, byśmy z nią porozmawiali. Chociaż sprawiała wrażenie bardzo młodej, jej uroda jawiła się nader dojrzale, niczym zrodzona z mistycznych mocy drzemiących w ziemi, wodzie i powietrzu. Miała przy sobie wielki miecz, tak długi i ciężki, że w głowie się nie mieściło, iż potrafi go unieść, a co dopiero władać nim w walce.

     Kiedy przemówiła, usłyszeliśmy cudowny głos, melodyjny i dźwięczny, zdolny poruszyć w nas jakąś pierwotną nutkę. Mówiła niewiele, ale jej słowa przyniosły nam wybawienie. Obiecała powstrzymać nieustające deszcze, uratować nasze plony i pobłogosławić nas płodnością wszelkiego rodzaju przez najbliższe dwa lata. Dopiero po upływie tego czasu miała zjawić się ponownie, by zażądać zapłaty za swą pomoc.

     Wszyscy czuliśmy moc bijącą od tej dziwnej młodej kobiety z puszczy. Słyszałem z ust wielu słowo "druid" i wszystko wskazuje na to, że czerpała swą magię z mocy drzemiącej w ziemi, ale dla mnie zawsze pozostanie wysłanniczka Morrowa, albowiem to do niego dniami i nocami zanosiłem swe modły o wybawienie i wierzę, że to właśnie on mnie wysłuchał.

Kiedy przystąpiliśmy na zaproponowane warunki, odeszła z wioski znikając w lesie i nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. Miało to miejsce dziesięć dni temu i od chwili tej nie spadła ani jedna kropla deszczu więcej. Co jeszcze bardziej zdumiewające, nasze zboża zaczęły rosnąć w niebywałym tempie, bez wątpienia wspomagane druidyczną magią. Przez wszystkie lata mego życia nie widziałem niczego podobnego. Będziemy jedli bardzo dobrze najbliższej zimy.

14 Katesha 587 OR

     Jesteśmy zgubieni. Dwa lata temu zawarliśmy pakt z kobietą, którą uważałem za wysłanniczkę Morrowa, lecz która musiała być służką Thamar! Dzisiejszego dnia trzech dzikich ludzi wkroczyło do wioski i zażądało połowy naszych plonów jako zapłaty za pomoc udzielaną przez Jesienne Ostrze przez dwa minione lata. Dano nam trzy dni na zebranie trybutu.

     To prawda, że przez te lata cieszyliśmy się dobrą pogodą i nadzwyczaj bogatymi żniwami, ale zastanawiam się teraz, czy miały one cokolwiek wspólnego z tą kobietą. Być może ona po prostu wykorzystała naszą bezbronność w czarnej godzinie. Wszystko, co się potem wydarzyło mogło być po prostu korzystnym dla nas zbiegiem okoliczności, lecz sądzę, że nie ma to już najmniejszego znaczenia. Ona weźmie sobie to, czego zechce.

     Ludzie, którzy przybyli w imię swej pani wręcz nie przypominają ludzi. Byli okryci zwierzęcymi skórami i nosili wielkie topory, których najwyraźniej często używali. Zachowywali się niczym zwierzęta, a kiedy przemawiali, ich głosy przypominały gardłowy warkot. Żądanie połowy plonów było przerażające samo w sobie, lecz oni domagali się również żywej daniny. Jeden z nich pochwycił stojącą zbyt blisko Elishę Finn, która wyszła z chaty, by przyjrzeć się obcym. Nie sądzę, by zależało im na tym, kogo zabierają. Krzyczała i próbowała wyrwać się z uścisku, ale zatkali jej usta i błyskawicznie skrępowali. Musieli to robić wielokrotnie w przeszłości.

     Narzeczony Elishy, Bernal Masci - dzielny Bernal! - nie zamierzał pozwolić im na odejście ze swą oblubienicą i rzucił się na ratunek z siekierą drwala. Nim zdążył choćby się zamachnąć, potraktowali go niczym drażniącego psa, obalając na ziemię i wytrącając z rąk oręż. Jeden z tych dzikusów uderzył go pięścią w twarz i z miejsca pozbawił nieszczęśnika przytomności. Byliśmy zbyt przerażeni, by cokolwiek uczynić, kiedy ci poganie zabierali Elishę do lasu. Jak moglibyśmy cokolwiek zrobić? Nie jesteśmy wojownikami, tylko rolnikami, naszym orężem pozostaje kilka toporów do rąbania drewna i myśliwskich łuków. Lecz mimo to czuję się winny, że nie spróbowaliśmy.

     Poganie nasłani na nas przez Jesienne Ostrze oznajmili, że przybędą za trzy dni i zabiorą to, co należy do ich pani. Być może oddadzą nam wówczas Elishę, a może ona już nie żyje, złożona w plugawej ofierze potworowi, którego oni mają za swego boga. Drżę na całym ciele na samą myśl o czymś takim. Damy im wszystko, czego zażądali. Musimy to uczynić. Niektórzy z nas najpewniej umrą z głodu tej zimy, ale lepszy niepewny los w zimie niż pewna śmierć za trzy dni.

     Niechaj nas Morrow ma w swej opiece.


     Poniższy tekst jest fragmentem pracy profesora Pendrake napisanej w roku 606 OR na temat rosnącej populacji Tharnów. Przemyślenia profesora rzucając pewne światło na zaangażowanie Morvahny w zdjęcie z tego barbarzyńskiego ludu ciążącej na nim boskiej klątwy.


     Powszechnie wiadomo, że Tharnowie znaleźli się swego czasu na krawędzi zagłady. Byli ludem trapionym daleko posuniętą bezpłodnością, przejawiającą się niebywale niskim poziomem narodzin. Łatwo pojąć, że społeczeństwo tak wojownicze jak Tharnowie nie miało perspektyw na przetrwanie i ledwie trzydzieści lat temu ich liczebność spadła do zaledwie garstki. Lecz sytuacja ta uległa drastycznej zmianie w przeciągu ostatnich dwudziestu lat i Tharnowie ponownie zaczęli rosnąć w siłę. Narodziny bliźniąt i trojaczków stały się czymś pospolitym, a liczebność młodych sprawnych wojowników zwiększyła się tak dalece, że ich grabieżcze rajdy na cywilizowane ziemie znów zaczęła zagrażać stabilności Żelaznych Królestw.

     Skąd tak raptowna zmiana sytuacji? Dlaczego skazani na wymarcie Tharnowie cieszą się w dzisiejszych dniach tak wielką płodnością? Podjąłem próbę zgłębienia tej tajemnicy.

     Tharnowie nie dzielą się z cywilizowanymi ludźmi wiedzą o swej historii i kulturze, zawsze niebezpieczni i nigdy nie warci zaufania z naszej strony. Spędziłem niedawno trochę czasu z plemieniem zamieszkującym południowe obrzeża Ciernistej Puszczy, przez długie tygodnie zabiegając bezustannie o ich akceptację. Pierwsze próby nawiązania kontaktu spotykały się niezmiennie z pogardą bądź nawet otwartą wrogością. Sądzę, że tylko moja biegłość w orężu wzbudziła na tyle respekt z ich strony, że nie zabili mnie na miejscu za jawną bezczelność. W końcu moje starania przyniosły pewien rezultat i starsza kobieta biegła w strasznych obrządkach magii krwi zgodziła się ze mną spotkać. Nosiła imię Athara i okazała się bezcennym źródłem informacji na temat nieoczekiwanego zwrotu w dziejach ludu Tharnów.

     Athara wyjawiła mi, że jej lud żył długo w przekonaniu o istnieniu ciężkiej klątwy zwanej Dziesięcioma Plagami. Klątwa ta sprowadziła na barbarzyńskie plemiona wiele cierpień, wśród nich zaś najgorsze z wszystkich: wzmiankowaną wcześniej niepłodność. Ta akuratnie historia jest elementem powszechnie znanego folkloru i nie okazała się dla mnie niczym zaskakującym, bo znam ją z cygnarskiego punktu widzenia. W roku 295 OR Tharnowie z Ciernistej Puszczy ulegli podszeptom czczącej Thamar królowej Khadoru Cherize i wyruszyli przeciwko cygnarskiej armii zadając jej ciężkie straty. Krótko potem barbarzyńcy zaczęli się zmagać z dziesiątkującą ich klątwą. Morrowianie wierzą, że przekleństwo owo zostało zesłane na Tharnów przez samego Morrowa jako kara za oddanie się w służbę Thamar. Nie wiem co prawda jak wiele wiary można pokładać w religijną argumentację, wszelako bywałem już świadkiem znacznie bardziej zaskakujących zjawisk.

     Jak klątwa przestała istnieć? Athara twierdziła, że było to zasługą potężnej druidki zwanej Morvahną Jesienne Ostrze. Kilkadziesiąt lat temu przybyła ona pomiędzy Tharnów i zdjęła z nich przekleństwo poprzez odprawienie wielu rytuałów w czasie, kiedy wszystkie trzy księżyce Caenu znalazły się we właściwej koniunkcji z ciałem niebieskim zwanym Okiem Żmija. Do dzisiejszego dnia Tharnowie wymawiają jej imię niemal z boskim uwielbieniem. Ich oddanie wobec Morvahny za ratunek wykracza dalece poza zwyczajową wdzięczność. Barbarzyńcy ci przekonani są, że druidka - bez wątpienia władająca potężnymi mocami - wpłynęła też wymiernie na ogromną płodność barbarzyńców w ostatnich latach.

     Bez wątpienia mamy tu do czynienia z bardzo wpływową postacią, zapewne jedną z przywódczyń druidycznego związku. Nie pojmuję do końca, czemu właściwie uwolniła Tharnów od klątwy, lecz czyniąc to zaskarbiła sobie oddanie ludzi, którzy gotowi są w jej imię walczyć i umierać bez choćby cienia wahania.


     Kolejny załącznik w raporcie jest zapiskiem zeznań wojownika Tharnów na krótko przed jego egzekucją w ordyjskim więzieniu. Materiał ten stanowi doskonały przykład nieludzkiego wręcz oddania barbarzyńców wobec woli Morvahny oraz daleko posuniętej gotowości do spełniania jej rozkazów. Więzień ten był członkiem plemienia, które na żądanie druidki zmasakrowało obozowisko drwali w Kniei Wisielców. Rzecz oczywista, że władcy Ordu nie przyjęli z zadowoleniem wieści o rzezi pięćdziesięciu drwali i ich rodzin. Garnizon stacjonujący w Dziczej Bramie wkroczył do Kniei Wisielców i wytracił Tharnów odpowiedzialnych za ów masowy mord.


3 Rowen 601 OR

     Chociaż rozmowa ta rani mnie niczym wrażone w serce sztylety, będę ją wiódł po to, byście w zamian stracili mnie gdzieś, gdzie mogę widzieć słońce i czuć powiew wiatru na twarzy. Nie chcę umierać w tej kamiennej klatce, w której trzymacie mnie już tyle dni. Śmierć pod katowskim toporem nie jest godna prawdziwego wojownika.

     Twoi starsi wiedzą doskonale, dlaczego zarżnęliśmy tamtych przybłędów. Ci intruzi z Ordu i ich dymiące machiny wkroczyli na nasze ziemię, by zagarnąć dla siebie to, czego zapragnęli. Plugawców naruszających czystość puszczy należało wytrzebić, nim poczynili zbyt zbyt wiele szkód. Już sama ich obecność w tamtym miejscu wystarczała, byśmy zapragnęli ich krwi, lecz nawet nie wiedzieliśmy o ich przybyciu, dopóki nie zjawiła się Jesienne Ostrze. To ona pragnęła, byśmy zebrali wojowników na południowym krańcu puszczy i uśmiercili tych, których tam znajdziemy. Nasz lud wiele jej zawdzięcza, toteż spełniamy wszystko, czego od nas zechce.

     Zebraliśmy wojowników i pognaliśmy z wyciem poprzez gęstwiny pozwalając, by Bestia objęła we władanie nasze ciała. Spadliśmy na tamto obozowisko pośrodku nocy, rozbiliśmy machiny i wytraciliśmy wszystkich bez wyjątku. Nawet ich młode nie uszły przed naszymi ostrzami. Pozostawiliśmy truchła na żer krukom ku chwale Żmija, zabierając jedynie kilka wartych szacunku serc.

     Byliśmy świadomi tego, że taki rozlew krwi wzbudzi żądzę zemsty, lecz mieliśmy po swej stronie Jesienne Ostrze - a przynajmniej tak sądziliśmy. Kiedy uderzyli na nas wasi żołnierze, wezwaliśmy ją na pomoc, ale nasze wołanie trafiło do pustych uszu. Nie przybyła i teraz jestem ostatnim ze swego plemienia. Jedno z waszych dział odebrało mi nogi, ale pozostawiło życie, okradając mnie ze śmierci należnej prawdziwemu wojownikowi.

     Nie mam już nic więcej do powiedzenia, zresztą i tak mnie nie zrozumiesz. Przez te wszystkie spędzone tu dni poznałem ciebie i twych ziomków. Trzymając wojownika w tym okaleczonym ciele wiele powiedzieliście o swoim honorze. Nie macie go wcale. Idź i powiedz twoim starszym, że jestem gotów na śmierć.

Corruk

Zapisane przez kapitana Vasco Garzę


     Znany łowca bestii Alten Ashley od dawna stanowi dla mnie źródło informacji na temat Kręgu Orborosa. Chociaż nigdy nie pracował bezpośrednio dla Morvahny, miał dla mnie pewną intrygującą opowieść, którą pragnę przytoczyć na zakończenie mego raportu - historię jego znajomka, który spotkał niegdyś Morvahnę i któremu spotkanie owe nie przyniosło wiele szczęścia.

Gavin Kyle


     Druidzi są dla mnie dobrymi klientami. Porządnie płacą i często każą mi polować na coś, co jest warte moich wysiłków. Dają złoto i wskazują cel, ale pracując dla nich nauczyłem się, że potrafią wchodzić ze sobą w zwady i często wysługują się innymi we własnych sporach.

     Chociaż szczerze mnie to irytuje, nie jestem jedynym łowcą bestii do wynajęcia. Miałem swego czasu poważnego rywala w tej branży, Eliasa Gustyna z Llaelu. Elias był prawdziwym skurczybykiem, świetnym w robieniu garłaczem i nie wzbraniającym się przed żadną dobrze płatną robotą.

    Słyszałem, że Morvahna najęła go do wykończenia jakiegoś dzikiego wilczara gdzieś w Czarnym Borze. Cóż, nieraz miałem już styczność z druidami i o ile się na tych sprawach znam, należące do nich bestie mogą się wyrwać spod kontroli swych władców góra na krótką chwilę. Szczerze wątpiłem w to, by któryś z nich zgubił na dłużej jednego ze swoich pupilków. Tak czy owak, Elias wziął tę robotę. Podobno Morvahna twierdziła, że łatwo będzie tamtego wilczara wytropić przez wzgląd na czarnoniebieską łatę w futrze w postaci błyskawicy. Nie pytając o nic więcej Elias odszukał zwierza i rozwalił go bez wahania. Potem zainkasował należność od druidki i wyruszył do Pięciu Palców z zamiarem wydania zarobku na wódkę i dziwki.

     Potem wyszło na jaw, że ten ubity wilczar należał do innego druida, niejakiego Kruegera zwanego też Burzogniewnym. Wygląda na to, że Morvahna chciała mu utrzeć nosa z sobie tylko znanych powodów i wrobiła w to zlecenie właśnie Eliasa unikając pobrudzenia sobie rąk. Gustyn nigdy nie dotarł do Pięciu Palców. Jego spalone piorunem zwłoki znaleziono przybite do drogowskazu na gościńcu pod Carre Dova.


Powyższy tekst pochodzi z magazynu No Quarter #32 (wrzesień 2010). Tłumaczenie autorskie. Wszystkie prawa zastrzeżone dla Privateer Press.

Komentarze
#1 | lunatyk dnia 13.01.2014 11:33:39
Przyjemny art, zwłaszcza ostatni akapit bardzo mi się podobał Smile
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
69620 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
20452 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
17660 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16720 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
16033 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14939 arikar
01.03.2009 16:48
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
14319 venar
16.02.2009 14:27
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
14015 leobardis
11.11.2008 18:01
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
13140 venar
30.04.2009 11:58
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
13117 leobardis
11.11.2008 18:09
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12847 leobardis
11.11.2008 18:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
12505 leobardis
12.12.2008 13:17
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
12299 ghasta
30.07.2011 10:22
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
12234 avnar
22.06.2009 15:08
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
12112 venar
13.01.2009 20:23
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Suriel
20-08-2017 20:30
Cóż; jak ktos nie ma dziecka to nigdy nie zazna smaku prawdziwej herbaty. Jak tu go nie kochać skoro zadał sobie tule trudu by napoic swego ojca.

Suriel
20-08-2017 20:26
Przylapalem go jak szedł po dzbanek który nam służy do podlewania kwiatów. Wodę planował zdobyc z łazienki, z "miednicy z pianą" w której moja żona wstepnie moczyla moje ubrania po budowie

Suriel
20-08-2017 20:18
Moj trzyletni syn postanowil zrobić ojcu herbatę. Żeby łatwiej było ją przetransportować i wylac zamierzal ją zrobić w pkasikowym samochodzie wywrotce.

Suriel
20-08-2017 16:09
Dobra jak maly usnie pora się brać za kończenie tekstu o Pianaliach.

Suriel
20-08-2017 15:30
Możesz zajechać, jak będziesz gnał hulajnogą na Polcon. Pfft

8art
20-08-2017 14:49
Ta impreza odbywa sie co dwa lata?

8art
20-08-2017 14:19
Za dwa lata to zdążę przyjść z buta Smile widziałem - zacne focie!

Keth
20-08-2017 13:31
Bartek, wrzuciłem na FB zdjęcia z wczorajszego zlotu! Może byś przyjechał za dwa lata, co?

Sigil
20-08-2017 11:48
O fetyszach szamanów słów kilka: http://www.sibsi..
..ge_id=2864

lightstorm
20-08-2017 11:04
jestem dziś 10h w pracy, ale postaram się napisać post w Orleanie

Sigil
19-08-2017 16:45
Napisałem do CbN.

Suriel
18-08-2017 20:42
Martwiaki są jak wiadomo od martwienia się ( tu obrazek Krzyk Muncha)

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4944]
czegoj[3282]
8art[2267]
koszal[2044]
Treant[1869]

Ostatnia aktualizacja
czegoj
dretch
Sigil
Suriel
deliad

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką