25.06.2017 03:47:37
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Kubo - prawdziwy bard
Orchiańskie sztuki w...
Nowa profesja - opry...
Uroki księżycowe
Rawenna i Asmodeusz
Nowe oblicze Sharami
Sztuki walki DE
Szeptucha
ANHMIR -TORNT - Góra...
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Prawa Katańskie
Krakow;]
Gry komputerowe
Ciekawe filmy
DeG - luźna dyskusja
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
Przeszedłem całość i g...
A ja olalem babę i sko...
Już poprawione, dzięki...
No i masz, strażnicy m...
Nocai po Praskich park...
Artykuły
Venar a czy nie ma w a...
Tak - jestem pewien, ż...
A ja mogę;) Co do ...
Świetne i barwne opisy...
Niestety edytować nie ...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Hmm chyba część błędów...
Paragraf 82 brak linka...
Te które wyłapałem, że...
Podam wieczorem jak bę...
Może te problemy wynik...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » Teokracja oczami Sulmenity
Teokracja oczami Sulmenity


    TEOKRACJA OCZAMI SULMENITY
 

     Poniższa przemowa, wygłoszona przez wielkiego skrutatora Severiusa, skierowana została w roku 604 OR do nowo pasowanych exemplariuszy zgromadzonych w Świątyni Jedynej Wiary w Imerze.


     Człowiek czcił Menotha od samego początku swego istnienia, od momentu, w którym jako istota rozumna zmówił swoją pierwszą modlitwę. Ludzkość wychynęła z cienia Stworzyciela w czasach, kiedy Ten wciąż formował znany nam dzisiaj świat. Od tej pory należeliśmy do Niego. Nigdy nie wolno nam zapomnieć, że nasze ciała, nasze dusze i wszystkie dzieła przez nas stworzone pozostają własnością Boga i że w każdej chwili może On zażądać od nas wszystkiego, co słusznie mu się należy. W czasach naszego stworzenia Bóg nie obdarzył nas swymi łaskami, albowiem w swej niezmierzonej mądrości wiedział, że musimy wpierw dowieść swej wartości w Jego oczach. Pierwsi ludzie jęli się zatem kupić w większe społeczności chcąc przetrwać w dzikich krainach, gdzie każdy cień krył w sobie śmierć i gdzie o zmierzchu każdy modlił się o to, by dotrwać bez szwanku brzasku. Polowały na nich drapieżne potwory, ale ludzie nauczyli się odpłacać im w dwójnasób. Nasze plemiona żyły w ten sposób przez tysiące lat, zmagając się z naturą i znojem codziennej egzystencji. Stawaliśmy się coraz silniejsi i bardziej godni Jego uwagi. W swej prostolinijnej ignorancji nie zdawaliśmy sobie wówczas sprawy, że toczyliśmy bój z prastarym wrogiem Stworzyciela, z Bestią o Wielu Kształtach. Jego dłoń uformowała nas na podobieństwo boskiego oręża.

     Dziś już nie wiemy jak daleko wyprawiały się wędrowne plemiona naszych przodków, ale z biegiem czasu zaczęliśmy osiedlać się na żyznych ziemiach u brzegów rzek i oceanu, szukając swego własnego miejsca w wielkim świecie. W dniu swego stworzenia człowiek był niczym w porównaniu do Boga, ale po wielu wiekach nasza determinacja została zauważona. Człowiek przerósł w końcu bezrozumne bestie. Menoth spojrzał na tych, których uznał za godnych swej łaski, zsyłając im dary w postaci ognia, obrobionego kamienia i uprawnej ziemi. Pierwszym i najbardziej niezwykłym spośród tych ludzi był Cinot - to jemu Bóg przekazał swe przykazania uwiecznione w kamieniu i znane pod postacią Kanonu Jedynego Prawa ze starożytnego Icthieru. Zaczęliśmy wznosić świątynie głoszące chwałę Stworzyciela oraz mury mające strzec naszego bezpieczeństwa. Z woli Menotha władzę objęli pierwsi królowie-kapłani, wyniesieni ponad zwykłe ludzkie kasty i stanowiący prawa, podług których każdy człowiek znał swe miejsce w porządku rzeczy. Kapłani Menotha dokładali trosk o to, byśmy nigdy nie zapominali o posłuszeństwie wobec duchownych, ci zaś z kolei pozostawali wierni i oddani przykazaniom Jedynego Prawa. Odprawialiśmy modły dokładając wszelkich starań, by wiara w Stworzyciela nigdy nie została zapomniana, gdyby się bowiem miało tak zdarzyć, stracilibyśmy wszystko stając się na powrót jednością z bestiami i dziczą. Tak właśnie narodziła się Świątynia i tak narodził się Święty Płomień - nigdy niegasnący ogień palący się w każdej świątyni, stanowiący jedną wielką jedność i symbolizujący trwałość naszych przyrzeczeń. Wokół świątyń zaczęły wyrastać osady, a niektóre z nich dotrwały dzisiejszych czasów jako wielkie miasta.

     Możecie sądzić, że zbyt często wspominam o zamierzchłych czasach, lecz nie odrzucajcie prastarej mądrości. Całym swoim jestestwem musicie czuć uświęconą więź ze Stworzycielem zawiązanym w czasie narodzin człowieka. Całe zło tego świata zalęgło się w tych, którzy zapomnieli bądź bezwstydnie odrzucili to pierwsze i najważniejsze z ludzkich przyrzeczeń. Menoth jest naszym Stworzycielem i Prawdorządcą i to on dał nam wszystko, czego potrzebowaliśmy do zbudowania cywilizacji. Potem odszedł, a pozostawił po sobie kapłanów. Zaczęły mijać kolejne tysiąclecia.

     Dorośli ludzie są podobni do dzieci - tak niewiele im potrzeba, by pobłądzili. Zaprawdę, nawet kapłan Stworzyciela może zejść ze swej ścieżki, jeśli skrutatorzy nie pozostaną dość czujni i zdecydowani w dbałości o czystość wiary. Menickie społeczności zaczęły ulegać podziałom. Ludzie zwrócili się ku fałszywym bożkom, podążyli drogą bluźnierczych kultów przodków. Niektórzy z nich zatracili się jeszcze bardziej w deprawacji oddając cześć Żmijowi, odwiecznemu nieprzyjacielowi Stworzyciela. Na świecie pojawili się pomniejsi bogowie, powołani do życia brakiem zdecydowania i siły wiary menitów. Kiedy Stworzyciel stał się świadom tak wielkich występków, ludzki gatunek utracił jego łaskawość. Bóg zesłał na nas żywioły i plagi, ale nie wystarczyły one, by człowiek pojął istotę czynionego przez siebie zła. Mimo to Menoth, uniesiony słusznym gniewem, okazał się dość miłosierny, nie nas nie wytracić. W zamian poddał nas próbie większej niźli susze i powodzie. W roku 600 PR zesłał na nas Orgotów. To wydarzenie winno być dla nas nauką, co może spotkać ludzi, którzy odrzucają od siebie jedyną słuszną wiarę.

     Cierpienia doznane w tamtych mrocznych czasach nie winny budzić w nas przerażenia, albowiem były jedynie próbami. Kiedy nadszedł czas odkupienia, Menoth pozwolił, by Żelazne Sprzysiężenie zerwało okowy niewoli Orgotów i wyzwoliło immoreński lud. Bez ostatecznej łaski Stworzyciela kości naszych przodków butwiałyby teraz w splugawionej stopami najeźdźców ziemi, a ich dusze unosiłyby się w pustce. Bóg jest stworzycielem wszystkiego i służąc mu w niekwestionowany sposób możemy oszczędzić się przed Jego gniewem.

     Kiedy osiemset lat temu Orgoci opuścili nasze krainy, odbudowaliśmy nasze świątynie i strzegące miast mury i wznieśliśmy pomniki sławiące Jego imię. Pomogliśmy ludom Immorenu podźwignąć się z upadku głosząc zarazem Jego słowo. Byli wśród nich tacy, którzy nas słuchali oraz tacy, którzy udawali, iż słuchają po to tylko, by później się od nas odwrócić. Wiele dzieci Menotha uległo pokusom heretyckich wierzeń, z naiwności bądź z pełną tego świadomością. Wszystkich spotka w końcu zasłużona kara, kiedy staną przed Jego obliczem. Nasi kapłani niezmiennie przestrzegali, że wszystkie pomniejsze kulty muszą znać swoje miejsce w porządku świata, zwłaszcza morrowianie - niebezpieczna sekta o rosnącej popularności. Członkowie tego kultu łatwo ulegają wygodnym naukom nie wymagającym dyscypliny oraz przywiązania do prastarych tradycji. Tolerujemy ich nic niewarte dogmaty, dopóki oni uznają Stworzyciela za boga stojącego ponad bóstwami... choć być może słusznie zarzuca nam się, że jesteśmy zbyt miłosierni lub zbyt łatwowierni łudząc się nadzieją, że heretycy ci przejrzą kiedyś na oczy i powrócą na łono Świątyni.

     Człowiek jest z natury istotą leniwą i słabą, toteż kult Morrowa szybko urósł w siłę, zwłaszcza wśród ludu ciemnego i łatwego do zmanipulowania. Szlachetnie urodzeni Immoreńczycy częstokroć pozostawali przywiązani do Jedynego Prawa, bo wielu spośród nich wywodziło się od starożytnych królów-kapłanów i wiedziało, że każdy człowiek powinien znać swoje miejsce w świecie: wśród tych zrodzonych, by rządzić lub tych, którzy rodzą się, by służyć. Podczas rządów króla Woldreda Pracowitego, w latach osiemdziesiątych trzeciego wieku, powołano do życia prawo, które stanowiło Świątynię instytucją odpowiedzialną za dziedziczenie cygnarskiej korony. Król Woldred rozumiał, że tylko klerycy Stworzyciela cieszyli się dość wielkim zaufaniem, by mogli posiąść prawo namaszczenia nowego władcę królestwa, ale nasi wrogowie gotowi byli na wszystko, by pokrzyżować plany Woldreda. Kiedy król zachorował i zmarł, nasi kapłani odprawili jego duszę do Urcaenu, wówczas jednak morrowiańscy heretycy odkryli swe prawdziwe oblicze. Testament Woldreda zniknął bądź został zniszczony, nas zaś wskazano za odpowiedzialnych tego nikczemnego występku. Morrowianie z natury są oportunistami, toteż z miejsca zwietrzyli okazję doskonałą do tego, by zawłaszczyć sobie naszą pozycję.

     Ich podstęp powiódł się wystawiając na szwank cierpliwość Boga. Menici dość słabi wiarą bądź skalani innymi grzechami zaczęli się odwracać od Świątyni. Nie sposób winić za to naszych kapłanów. Przez całe dziesięciolecia toczyli zaciekłe boje na cygnarskim dworze zabiegając o odzyskanie należnych nam praw i ścierając się z oporem coraz bardziej skorumpowanych przez morrowiański kult władców. Królowie Cygnaru od wieków bardziej zaprzątnięci byli kwestiami materialnymi i doczesną polityką niż troską o nieśmiertelne dusze. Odwrócili się od Stworzyciela. Uwięzieni w cielesnych powłokach, łatwo ulegli pokusom morrowian wiążących ich ze sobą za pomocą kłamstw, bogactw i ziemskiej potęgi. Kidy prawdziwi menici pojęli w końcu, że nie możemy pozostać wierni Jedynemu Prawu i dekretom grzesznych władców równocześnie, odrzucili zwierzchność Caspii i jęli praktykować religijne obrządki na własną rękę.

     Menoth spoglądał na cygnarskich władców coraz sroższym okiem, a jego gniew narastał. Cygnarczycy odwracali się od Boga całymi rzeszami niczym owce wabione na bezdroża przez obleczonego w owczą skórę wilka - a wilkiem tym byli ich morrowiańscy królowie. Sprawy nie mogły się już chyba mieć gorzej, kiedy Menoth zesłał prawdziwie wierzącym Sulona. Będąc niezrównanym wizjonerem, Sulon okazał się przywódcą kultu mogącym stawać w szranki z królami-kapłanami Khardoviciem i Golivantem. Szybko piął się w górę hierarchii caspiańskich wizygotów i wkrótce jego pełne pasji słowa rozbrzmiewały w każdym zakątku zdeprawowanego królestwa. Wyznaczając nowy kierunek w życiu Świątyni, Sulon wezwał wszystkich prawdziwych menitów do podjęcia trudu wielkiej pielgrzymki i dołączenia do niego w Caspii. Poplecznicy Sulona już od dawna gromadzili się we wschodnich dzielnicach Caspii, odgradzając się nurtem Czarnej Rzeki od samolubnych morrowian. To tam wizygota Sulon powołał do życia rzesze skrutatorów oraz jął szkolić w dziedzinie żołnierskiej sztuki wybranych wiernych. Exemplariusze służący w świątyniach na obszarze całego królestwa zostali wezwani do powrotu do stolicy i stawienia się przed obliczem wizygoty.

     Ogromne tłumy wiernych przybyły do Miasta Murów. Jakże słuszne było ich pragnienie, by doczesny tron Stworzyciela spoczął na popiołach starego cygnarskiego porządku. Przybywali do miasta, które kiedyś zwało się Calacia i było miejscem narodzin króla-kapłana Golivanta. Caspia uchodziła za najświętszą ziemię menickiego kultu na długo przed narodzinami Bliźniąt i zbudowaniem bluźnierczego Sancteum.

     W 482 OR wizygota Sulon stanął na szczycie starożytnej Wielkiej Świątyni we wschodniej części Caspii. Jego niezwykła wizja w końcu się urzeczywistniła. Spoglądając z wysokości ogromnego ołtarza widział nieprzeliczone zastępy czcicieli Stworzyciela wypełniające rozbite wprost na ulicach i placach namiotowe miasteczka, gotowiących się niewzruszenie do wojny dusz. Wschodnia Caspia stała się tym samym największą świątynią Menotha na świecie. Setki tysięcy naszych braci i sióstr dołączyło w wiosenny dzień do modlitwy zaintonowanej przez Sulona. W dniu tym, dzisiaj zwanym przez nas Urodzinami Sulona, prorok oblekł się w ceremonialne szaty i przyjął tytuł pierwszego hierarcha od czasów najazdu Orgotów. Tłumy menitów płakały z radości, zaś sam Stworzyciel obdarzył hierarcha swymi łaskami. Chociaż wizygoci Khadoru odrzucili roszczenia Sulona nie uznając jego zwierzchności, prorok stał się tamtego dnia niekwestionowanym duchowym przywódcą wszystkich cygnarskich menitów.

     W tym samym roku hierarch zdecydował, że wszyscy niewierni zamieszkujący wschodnią Caspię winni przenieść się na przeciwną stronę rzeki, by ulżyć tym samym niedogodnościom życia w skrajnie przeludnionym mieście. Wciąż przybywający do Caspii wierni koczowali całymi tysiącami na ulicach, placach targowych i pod murami miasta. Chociaż niektórzy niewierni protestowali przeciwko wysiedleniu, nie zdołali oprzeć się potędze naszych słusznych żądań i musieli odejść. W tamtych czasach byliśmy jeszcze przesadnie wyrozumiali, toteż pozwoliliśmy im zabrać majątek i odejść w pokoju. Gdybyśmy wówczas wiedzieli, co nas czeka, pewnie postąpilibyśmy z nimi zupełnie inaczej.

     Sterowany przez morrowian caspiański dwór wysłał poprzez mosty uzbrojonych żołnierzy nakazując im użyć oręża przeciwko świętym pielgrzymom. Rzekome wyjaśnienia jakoby mieli za zadanie przywrócić ład i porządek były wierutnym kłamstwem mającym ukryć prawdę o skrytobójczych zamiarach dworu. Świadomy powagi sytuacji, Hierarch Sulon wydał rzeszom swych wiernych pamiętny rozkaz. "Odeślijcie ich do Urcaenu". Posłuszni wezwaniu, menici runęli na Cygnarczyków uniesieni świętym gniewem i pokonali ich bez trudu. Czciciele Stworzyciela wdarli się poprzez mosty do zachodniej Caspii, niosąc ze sobą pożogę mającą stać się zarzewiem nowego królestwa. Caspia stała się miastem oblężonym od środka.

     Walczyliśmy przez dwa lata, dając świadectwo ogromnej wiary i siły woli. Hierarch Sulon zażądał, by Sancteum - kamienne serce pogańskiej wiary - zostało zmiecione z powierzchni ziemi, a jego fundamenty konsekrowane krwią i ogniem. Prawdziwie uświęcony był ów zamiar, lecz pierwszej pełni roku 484 OR do Caspii weszły królewskie posiłki z północy, a sam Hierarch poległ w boju w cieniu murów Sancteum. Taka była wola Boga: Hierarch uczynił wystarczająco wiele, by móc odejść do Urcaenu i stanąć tam u boku Stworzyciela. Ci, którzy wciąż walczyli pojęli, że tamtego dnia nie było im dane zwyciężyć. Czasy prób i wyrzeczeń jeszcze nie dobiegły końca. Czcząc pamięć proroka o pierwszej pełni każdego roku nasze usta milczą, a ręce pozostają bezczynne.

     Trzy miesiące po śmierci Sulona król Bolton Szary Piąty podjął negocjacje z wizygotą Ozeallem, najbardziej zaufanym zausznikiem Hierarcha. Dwuletnia wojna dobiegła końca. W ramach zawieszenia broni otrzymaliśmy szmat nieurodzajnych ziemi na południowowschodnim krańcu Cygnaru, gdzie wolno nam było praktykować bez ograniczeń swą wiarę. Dwór przyjął za pewnik nasz brak akceptacji dla politycznych decyzji Korony, scedował też na naszą korzyść wschodnią część stolicy, albowiem jasne było, że nigdy nie zdołają wyrzucić nas z tej świętej ziemi. Nie chcąc wiązać się czymkolwiek z Cygnarem, przemianowaliśmy swoją część miasta na Sul ku czci pierwszego Hierarcha nowej epoki. Nie byliśmy już Caspianami, staliśmy się Sulezyjczykami.

     Wiedzieliśmy, że ziemie sąsiadujące z Krwistymi Kresami były nieurodzajne i surowe, lecz czyż nie Sulon powiadał, że znoje i trudy są pieniądzem Urcaenu? Gdybyśmy przetrwali w takim miejscu, przynieślibyśmy wiele dumy Stworzycielowi. Czy koniec końców nie odnieśliśmy zwycięstwa? Bóg dał nam w darze własne królestwo. Osiadając w granicach tego protektoratu, mogliśmy wreszcie urzeczywistnić wielkie marzenie Sulona, za które on oddał życie - zbudować sulezyjską teokrację. Tak czystego duchowo państwa nie widziano w zachodnim Immorenie od czasów starożytności. W taki sposób odrodziła się ponownie prawdziwa menicka cywilizacja, poświęcona wyłącznie kultowi Praworządcy.

     Rzecz jasna postawiono nam warunki. Nowy protektorat pozostawał częścią Cygnaru tytularnie oraz w kwestii fiskalnej. Wizygota Ozeall uznał, że świadczenia pieniężne na rzecz Korony był niewielką ceną za religijną wolność. Inny punkt postanowień pozbawiał nas prawa do posiadania własnej armii, ale Ozeall zdołał wynegocjować założenie sił porządkowych mających chronić nasze wschodnie granice przed zamieszkującymi pustkowia tubylcami. Tak położyliśmy kamień węgielny pod przyszłą armię Protektoratu. Rzesze osadników zaczęły opuszczać mury Sulu zajmując mało żyzne ziemie na wschodnim brzegu Czarnej Rzeki. Tak narodził się Protektorat Menotha - wywalczony krwią i potem kraj naszych przodków.

     Początki były ciężkie, ale Sulmenici szybko odkryli w swym życiu boską rękę. Ziemie na wschód od Czarnej Rzeki zostały niegdyś porzucone na rzecz dużo żyźniejszych obszarów na północy i zachodzie, lecz to na nich wzniesiono w zamierzchłych czasach Icthier - jedno z najstarszych miast ludzkości i miejsce, gdzie Cinot odnalazł wersety Jedynego Prawa. Na nasze odkrycie czekały inne zapomniane, pogrzebane pod piaskami świątynie z początków istnienia menickiej wiary. Ich odnalezienie warte było podjęcia trudu przeprawy przez Krwiste Kresy. Te ziemie jęły się jawić naszym przodkom odzwierciedleniem krain, w których Stworzyciel toczył swe pierwsze boje ze swym nieprzejednanym nieprzyjacielem. W owych trudnych latach życie postradały tysiące Sulmenitów, budząc w umysłach wielu przekonanie, że pielgrzymka przywiodła ich nie na świętą ziemię, lecz w dzicz Żmija.

     I wówczas stanęliśmy w obliczu nowego niebezpieczeństwa - Idrian. Kiedy poczęliśmy wznosić świątynie pośród skąpych uprawnych poletek i ciosać bloki czerwonej skały na nowe domostwa, spadły na nas zajadłe w swej wrogości zastępy idriańskich koczowników. Krew menitów i tubylców hojnie użyźniała nieurodzajną ziemię, lecz my pozostaliśmy niewzruszeni. Podtrzymywani na duchu mężnym przykładem wizygotów i skrutatorów, odpowiadaliśmy gwałtem na gwałt niosąc miecz wszędzie tam, gdzie odnajdywaliśmy ich siedliska. Jeśli nie chcieli zaakceptować naszego świętego przesłania ani nie chcieli przyjąć imienia Stworzyciela, nie mieli prawa do życia.

     Przez długie lata idriańskie plemiona usiłowały wypchnąć nas ze swoich ziem, ale nigdy wcześniej nie natrafiły na równie niezłomną wolę oporu. Do największej bitwy tamtych czasów doszło w 504 OR na wschód od Sulu, w ogromnym skupisku idriańskich osadników zwanych przez nich Imerem. Znienacka Bóg objawił wszystkim swą wolę wprawiając ziemię w drżenie i rozdzierając ją głębokimi szczelinami, obalając rzesze tubylców, lecz nie czyniąc najmniejszej krzywdy swym wyznawcom. Ów zesłany z niebios znak pozwolił nam pojąć, że uczynimy większe dobro, jeśli spróbujemy nawrócić rdzenną ludność na naszą wiarę miast wyrzynać ją w pień. Idrianie byli nierozgarnięci i prostolinijni, ale nie ulegali łatwo pokusom zwodniczych bóstw. Również oni dostrzegli w trzęsieniu ziemi rękę Boga. Wojujące z nami w Imerze zastępy padły na twarz przechodząc na stronę prawdziwej wiary i powiększając kongregację Sulmenitów.

     Lecz boje z Idrianami nie dobiegły tamtego roku końca. Potrzebowaliśmy całych dekad, by spacyfikować plemiona zamieszkujące południowe ziemie, lecz konflikt ten położył podwaliny pod zjednoczenie naszych odmiennych kultur. Idrianie przynieśli naszemu młodemu narodowi wiele świeżej krwi, na dodatek zaś okazali się walecznymi i pobożnymi ludźmi. Imer czerpał pełnymi garściami z naszej wiedzy i doświadczenia, przeistaczając się w prawdziwe miasto obwarowanie wysokimi murami. Nawrócone na menityzm plemiona koczowników szybko dowiodły swej wartości w oczach przywódców armii Protektoratu i Świątyni. To Idriani doprowadzili nas do złóż diamentów ukrytych pod piaskami skalistej pustyni. My nie pożądamy tych kamyczków, lecz innowiercy tracą na sam ich widok zdrowy rozum. Pochodzące z naszych kopalni diamenty trafiały w ręce chciwych cygnarskich poborców podatkowych, zaprzątając ich uwagę i odwracając ją od spraw, których nie chcieliśmy ujawniać. Tak długo jak klejnoty trafiały do ich kiesek, tak długo nie zaprzątali sobie myśli poczynaniami hierarchów, którzy na wzór Sulona jęli budować od nowa militarną potęgę naszego państwa. W wysiłkach tych wspierali nas nawet przedstawiciele Starej Wiary z Khadoru, bo chociaż ich hierarchowie nie uznawali tytułu naszych przywódców, wielu spośród nich okazywało nas skrycie swą przychylność.

     Pod piaskami pustyni natrafiliśmy również na czyste złoża skalnego oleju, przeistoczonego w prawdziwą broń przez Hierarcha Turgisa. Nieprzetworzony olej nadaje się doskonale do mis całopalnych w świątyniach i do pieców w naszych manufakturach, ale dopiero poddany obróbce odkrywał przed nami swą prawdziwą potęgę. Zapalająca się w kontakcie z powietrzem ciecz stała się synonimem gniewu Boga i dzięki Stworzycielowi za jej dar, a heretycy niechaj spłoną na proch w ogniu Furii Menotha.

     Pięćdziesiąt lat po zdobyciu niepodległości władzę w Cygnarze objął król Vinter Raelthorne III. Człowiek ten dręczył nas podatkami bez cienia miłosierdzia, drenując bez końca skarbce teokracji. Napięcie między Sulem i dworem Cygnaru rosło, a ludzie zaznali grozy głodu. Kiedy Vinter III zmarł w 576 OR, schedę po nim objął jeszcze bardziej zdeprawowany starszy syn. Vinter IV z lubością sięgał po praktyki naszych skrutatorów, ale stosował je bez uświęconych legalizacji Synodu. Pogrążając się w ciemnościach grzechu, z radością dusił życie we własnym ludzie. W naszych oczach stał się sprawiedliwą plagą zesłaną na Cygnar za zdradę prawdziwej woli i przejście na stronę heretyków. Paranoja króla przejawiana w stosunku do własnych poddanych okazała się dla nas prawdziwym darem, ponieważ zyskaliśmy dzięki niej szansę, by rozwinąć się w końcu bez ustawicznego nadzoru Korony.

     Jesteśmy ludźmi, którzy pragną silnego przywództwa. Akceptujemy zwierzchnictwo jednego przywódcy Świątyni, rządzącego na mocy absolutnego autorytetu. Z bólem serca godzimy się ze świadomością, iż nie wszyscy nasi przywódcy posiadają wszystkie wymagane przymioty. Tytuł Hierarcha jest nagrodą za ogromne wysiłki, nie wolno nim naprędce szafować. Wszyscy pamiętamy o początkach istnienia Protektoratu, kiedy wizygota Ozeall odmówił przyjęcia tego tytułu. On znał doskonale granice swych możliwości i wiedział, że nigdy nie dorówna osobowością Sulonowi. Śmierć każdego Hierarcha przynosiła nam czasy niepokoju i sporów w łonie Świątyni szukającej nowego głosu Boga. Czasami wizygoci wchodzą ze sobą w otwartą zwadę, ale traktujemy te zatargi jako naturalny stan rzeczy, albowiem dzięki rywalizacji potrafimy wyłonić kapłana najbardziej godnego wyniesienia do najwyższej rangi. Po śmierci Hierarcha Luctine żyliśmy trzynaście lat w oczekiwaniu na wyniesienie Hierarcha Turgisa i były to czasy wielkiego zamętu pośród Synodu. Po śmierci Turgisa trzeba było czekać dziewiętnaście lat, dopóki władzy nad Świątynią nie objął Hierarch Ravonal. Za boską łaskę należy postrzegać fakt, że po śmierci Ravonala Synod obradował jedynie osiem lat. W latach tych wielu wizygotów i starszych rangą skrutatorów walczyło ze sobą o przywództwo nad Świątynią i spoglądając wstecz nie sposób odnieść wrażenia, że niektórzy z nich zapomnieli o swoich uświęconych powinnościach wobec Boga. Spośród ich grona wyłonił się w końcu Hierarch Garrick Voyle, uciszając wszystkich oponentów i biorąc w swe władanie nasze życie i przeznaczenie.

     Voyle obwołał się Hierarchem w 588 OR, u szczytu rządów dynastii Raelthrone. Skłóceni ze sobą wizygoci i ich poplecznicy zostali zmuszeni do uznania jego przywództwa bądź otwartego sprzeciwu. Większość podążyła za głosem rozsądku, wszelako byli wśród nich również racy, których spotkała odpowiednia lekcja pokory. Z wyjątkiem kilku najbardziej zatwardziałych oponentów wysłanych w ramach pokuty do Wieży Osądzonych, reszta Świątyni oddała nowemu przywódcy pełny czci pokłon. Okazał się sługą Bożym dość potężnym, by zjednoczyć Świątynię i uczynić ją silniejszą niż kiedykolwiek wcześniej. Zdusił wszelkie przejawy nieposłuszeństwa, osobiście udaremnił kilka skrytobójczych zamachów na swe życie i zdemaskował wymierzone w Świątynię spiski z przenikliwością wręcz sugerującą udział nadnaturalnych sił.

     Przyjmując tytuł Hierarcha Voyle doświadczył prawdziwego cudu. Kiedy stanął przed zmuszonymi do pokory wizygotami, ukazał ich oczom wersety Jedynego Prawa objawione w mistyczny sposób na skórze jego ciała. Pochodzące z Kanonu święte słowa pojawiły się w nieziemski sposób na ciele naszego przywódcy dowodząc swym istnieniem początek nowej ery Świątyni i udowadniając wszem i wobec patronatu Stworzyciela. Menoth poprowadził nas ku nowej drodze za pośrednictwem swego wybranego sługi. Oto przywódca Świątyni, który gotów jest urzeczywistnić marzenie Hierarcha Ravonala o zerwaniu wszelkich więzi z Cygnarem i umocnieniu pozycji niepodległej teokracji.

     Voyle powiódł nas ku absolutnej potędze. To on przeniósł stolicę teokracji z Sulu do Imeru. To on wzmocnił więzi z naszymi braćmi i siostrami w całym Immorenie zapewniając tym samym napływ do Protektoratu korteksów, byśmy mogli budować paroboty na własnej ziemi. Na jego żądanie powołano do życia instytucję Wasali Menotha. Porywani na całym świecie arkaniści trafiają tam, by służyć swymi bluźnierczymi talentami w słusznym celu, przekonani do naszej racji niekwestionowaną perswazją bądź cierpieniem. W szeregi Wasali zaczęli trafiać nawet nasi współziomkowie, rodzący się ku zgrozie rodziny z darem czarodziejstwa. Cały czas bacznie na nich spoglądamy dokładając starań, by nie zdołali skorzystać ze swej mocy w bezbożnych celach. Stworzyciel naucza nas, w jaki sposób przystosować się do wymogów współczesnej sztuki militarnej bez zatracenia tego, co w naszej cywilizacji uświęcone.

     W końcu zwróciliśmy uwagę ponownie ku Cygnarowi. Perfidia wiecznie spiskujących morrowian sięgnęła zenitu w roku 594 OR, kiedy cygnarski książę Leto obalił króla i wstąpił na tron obejmując władzę w rezultacie wątpliwego moralnie przewrotu. Cygnar jest teraz otoczony przez nieprzyjaciół, ale to my staniemy się płomieniem sprawiedliwości, który pochłonie jego stolicę przywracając ją we władanie czcicieli jedynej słusznej wiary. Napięcia na granicy wzrastają i tylko patrzeć wybuchu wojny, która odmieni przeznaczenie ludzkiego gatunku.

     W 603 OR Bóg zesłał nam ostateczny znak swej woli i dowód pisanego nam zwycięstwa - objawił wyrocznię, o której od dawna wspominały święte księgi. Oto Prorokini, cudna młoda niewiasta, której przeniknięte boską mocą ciało unosi się w powietrzu nie mogąc ścierpieć dotknięcia splugawionej grzechem ziemi. Przyszła na świat niewidoma, a mimo to potrafi na wskroś przeniknąć duszę ludzi pobożnych i pogan pospołu. Jest ucieleśnieniem woli Stworzyciela i przemawia Jego głosem, przybyłym do Imeru na oczach całego Synodu i gotowym ponieść płomień ostatecznej krucjaty. Ogromne trudy ostatnich lat - budowa sekretnych manufaktur i arsenałów, produkcja oręża wystarczającego do uzbrojenia całej teokracji - już wkrótce zostaną nagrodzone.

     Dokończymy dzieło zapoczątkowane wieki temu przez Hierarcha Sulona. Nawrócimy na słuszną wiarę inne kulty bądź je wykorzenimy, zaczynając od morrowiańskich zdrajców. Wszyscy prawdziwie wierni członkowie naszej kongregacji, nawet nasi uciśnięci bracia z Khadoru, odpowiedzą na boskie wezwanie rozpoznając prawdziwą naturę cudu ucieleśnionego postaci w Prorokini. Nigdy wcześniej nie byliśmy równie zjednoczeni i równie zdecydowani. Hierarch Voyle poprowadzi nas do ostatecznego zwycięstwa! On jest instrumentem Praworządcy, a my jego orężem! Chwała Stworzycielowi!


     Powyższy tekst został zapożyczony z wprowadzenia do frakcji Protektoratu Menotha opublikowanego w podręczniku do gry bitewnej "Warmachine: Prime Remix". Tłumaczenie własne. Wszystkie prawa autorskie zastrzeżone dla Privateer Press.

Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
69027 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
20043 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
17316 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16424 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
15612 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14767 arikar
01.03.2009 16:48
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
13772 leobardis
11.11.2008 18:01
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
13751 venar
16.02.2009 14:27
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
12855 venar
30.04.2009 11:58
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
12838 leobardis
11.11.2008 18:09
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12485 leobardis
11.11.2008 18:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
12154 leobardis
12.12.2008 13:17
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
12123 ghasta
30.07.2011 10:22
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
11987 avnar
22.06.2009 15:08
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
11913 venar
13.01.2009 20:23
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Suriel
24-06-2017 15:37
Myślę ze zeby prawa były złe to musza zawierać kazdy z tych elementów które zostały wymienione.

maciej
24-06-2017 10:43
może tu chodzi o kary wymierzane wg kodeksu,wszak praworządny dobry nie będzie okrutnikiem a zły juz owszem

Suriel
23-06-2017 17:08
To wtedy niktnie bylby zadowiliny i prawa na prawde bylyby złe. Dobry pomysl Koszalu strzal w dziesiątkę. Cool

koszal
23-06-2017 12:45
W zasazie moglibyśmy dojść do porozumiemia gdyby każdy z nas wymyślił po jednym prawie Smile

koszal
23-06-2017 12:44
Np złe- ponieważ bardzo zagmatwane i dające różnorodność interpretacji zależną od zasobności portfela. Takie nasze Smile

koszal
23-06-2017 12:43
Możnaby to wyhrzebać, pamiętam jednak, że złe prawa dla niektrórych miały znaczenie inne.

Suriel
22-06-2017 22:58
Kiepskie na pewno nie, bóg to nie półgłowek. No dobrze, przeważnie nie bo po bogach chaosu można się spodziewać wszystkiego. Prawa Katana działają jak grabie, czyli do siebie, do siebie...

Nanatar
22-06-2017 22:30
No tak myślę że złe, to nie kiepskie tylko surowe. Faworyzowanie niektórych grup też słusznie

Suriel
22-06-2017 22:28
Możemy popełnić zbiorowego arta, dawno żadnego nie napisem tom i wyposzczony...

mastug
22-06-2017 22:18
Prawa katańskiego to bym się na blachę wykuł Smile

Suriel
22-06-2017 21:49
Latow znaleźć przykłady w prawach starozytnych ludów.

Suriel
22-06-2017 21:48
Praworzadnosc to przestrzeganie praw natomiast zle prawa oznaczaja takie ktore faworyzuja pewna grupę oraz te które maja niewspółmiernie surowe kary w stosunku do popelnionych czynów.

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4728]
czegoj[3117]
8art[2147]
koszal[1923]
Treant[1756]

Ostatnia aktualizacja
Suriel
deliad
Sigil
8art
dretch

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką