25.04.2017 04:38:11
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Nowe oblicze Sharami
Sztuki walki DE
Szeptucha
ANHMIR -TORNT - Góra...
Stara odkurzona prof...
Drakolicz SHAFUGAL c...
KB III - Ostatnia wi...
Konkurs w konwencji KC
Medycyna ezoteryczna DE
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Gry paragrafowe
Czego akurat słuchacie?
Generator postaci do KC
Starcraft online
Gry komputerowe
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
@Keth Przecież ten cz...
Wzajemnie!
Mina królika ejst... B...
Dziękuję. No to tak. P...
OK, zrobiłem z pdf-a a...
Artykuły
Mi również się podoba....
:/cyk Bardzo klimatycz...
:) Bardzo ciekawy i po...
Aż miło poczytać. Zaws...
Czegoju, koncept bardz...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Przyszło mi do głowy, ...
http://pafhammer.net/k...
Pomysł generowania pot...
Fajny pomysl. Zeby baz...
Dodałem wszystko poza ...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » Khador oczami Kharda
Khador oczami Kharda

    
          KHADOR OCZAMI KHARDA


      Poniższa przemowa wygłoszona została przez komendanta Greczko Antonowicza w roku 602 OR do tysięcy świeżo upieczonych gwardzistów zgromadzonych w Korsku.

 


      Jestem tutaj, by przypomnieć wam, że nasza wielkość zrodziła się z brzemienia trudów spoczywających od niezliczonych pokoleń na barkach naszych przodków, aż po zamierzchłe czasy Imperium Khardyckiego. Żaden naród nie zdoła przetrwać bez oręża dzierżonego silnymi rękami, a nasi przodkowie tego właśnie dokonali. Zjednoczyli Kossytów z Kniei Scarfellskiej, Skirów z północnych gór i Umbrian ze wschodnich stepów pod władzą jednego przywódcy Khardów. U szczytu naszej potęgi wyciągaliśmy pięść ku wschodowi, by podbić słabych z natury Rynów oraz na południe, by zdusić opór północnych księstewek Tordoru. Ci niegdyś dumni ludzie oddali nam pokłon, uznając wyższość Imperium i władzę władców koni. Naród stworzony rękami naszych przodków stanął u szczytu całkowitej dominacji, kiedy przybyli po stokroć przeklęci Orgoci.

      Pamiętajcie me słowa, kiedy ruszycie na wojnę i dane wam będzie słyszeć płaczliwe argumenty tych, którzy się nas lękają. Racja jest po naszej stronie. Odbudowujemy wspaniały naród obalony przez Orgotów. Krainy odebrane nam przez innych, przez pogardy godnych grabieżców żerujących na naszej chwilowej słabości, należą do nas prawem przelanej krwi, które nie utraciło swej ważności po dziś dzień. Do was należy powinność uświadomienia tego innym za pomocą topora i garłacza.

      Orgoci nas pokonali, wszelako nie ma w tej przegranej powodu do wstydu. Najeźdźcy sięgnęli po diaboliczne czarostwo i nieznaną nam broń. Walczyliśmy z nimi o każdą pędź ziemi i zabraliśmy wielu Orgotów ze sobą do Urcaenu. Zmusiliśmy ich, by wysłali na tę stronę oceanu więcej statków i zmiażdżyli nas ogromną przewagą liczebną. Gdyby południowcy mieli równie żelazną wolę oporu jak my, Orgoci nie byliby teraz niczym więcej jak tylko zapomnianym fragmentem historycznych ksiąg. Najeźdźcy zakotwiczyli się wpierw w miękkim podbrzuszu południa, lecz Imperium Khardyckie spowolniło ich podboje. Topiliśmy wroga w morzu krwi rozlewanej khadoriańskimi ostrzami. Dzięki naszemu poświęceniu najeźdźcy potrzebowali dwóch stuleci więcej, by dokonać swego dzieła.

      Orgoci rządzili przez wiele pokoleń, plugawiąc nasze majestatyczne starożytne miasta swymi fortecami, mrocznymi świątyniami i dziwacznymi monumentami - budowlami, które zrównali z ziemią w czasie Pogromu; czasie ucieczki z naszych wybrzeży. Spośród wszystkich ludów zachodniego Immorenu to nasi przodkowie ucierpieli najbardziej w trakcie okupacji, płacą srogą cenę za swe męstwo i poświęcenie w wojnie z najeźdźcami. Nasi pradziadowie musieli żywić Orgotów uprawiając dla nich rolę, bogacić ich trudząc się w kopalniach i zabawiać krwawymi igrzyskami. Wszystkim zaoferowano ten sam wybór: uległość albo śmierć, lecz chociaż Orgoci mogli odbierać naszym przodkom życie, nie zdołali zabić w nas nieustępliwej zawziętości. Tak właśnie przetrwaliśmy.

      Każdy naród przypisuje sobie kluczową rolę w odniesieniu zwycięstwa nad Orgotami. To prawda, że do pierwszej rewolty doszło w Cygnarze, ale ich Żelazne Sprzysiężenie poniosło sromotną klęskę i zostało unicestwione krótko po wybuchu powstania. Tordorianie i Thurianie walczyli dzielnie, lecz daremnie w Bitwie Setki Czarodziejów. Orgoci ponownie odpowiedzieli z pełną siłą, wyrzynając w pień tych, którzy poważyli się odrzucić ich jarzmo. Podobnie było z Amią Gromowładnych, którą dzisiejszy Llaelijczycy wspominają z łzami w oczach. Tamten krótki epizod był jedynym godnym uznania momentem w całej ich pożałowania wartej historii. Tylko władcy koni z Khadoru odnieśli wówczas prawdziwe zwycięstwo, w roku 147 OR. Ogromne zgromadzenie mężnych wojów z północy otoczyło i zdobyło pierwsze miasto Orgotów. Nasi przodkowie obrócili je w perzynę pozostawiając jedynie wypaloną ziemię i z rozmysłem wymazali z kart historii jego nazwę. A króko potem wyrwali spod władzy najeźdźców sam Korsk.

      Orgoci podjęli wielkie wysiłki, by odzyskać dla siebie Korsk. Wysłali przeciwko naszym przodkom na poły nieśmiertelnych ludzi stworzonych z fuzji ciała i metalu oraz przerażające machiny, ale miasto im nie uległo. Korsk nie pozwolił nigdy więcej zdeptać swych murów stopami najeźdźców. To był punkt zwrotny w naszej historii. Szukając wsparcia i przywództwa z naszej strony, przedstawiciele mających się dopiero narodzić państw zawiązali w roku 160 OR Żelazny Sojusz, zaś cztery lata później wypowiedzieli najeźdźcom otwartą wojnę. Ten właśnie Sojusz podjął wysiłki, które doprowadziły do stworzenia Kolosalów.

      Wizja monumentalnych mechanicznych konstruktów zaciskających ze zgrzytem ogromne pięści i spoglądających płonącymi oczami na majaczące na horyzoncie fortece Orgotów musiała przekonać do siebie naszych mężnych przodków. Tego właśnie potrzebowali, by raz na zawsze przegnać z naszych ziem okupantów. Cygnarczycy przekonali Khadorian, że z ich pomocą marzenie o wolności stanie się rzeczywistością.

      Inne narody nie mówią wiele o tamtych czasach, przekonując jedynie, że Rada Dziesięciu przewodziła powstaniu jednomyślnie i zgodnie. Lecz prawda jest taka, że Caspianie odkryli już wtedy swą zdradziecką naturę, w najczarniejszej godzinie zmagań ze wspólnym dla wszystkich nieprzyjacielem. Lękający się nas południowcy szeptali zatrute rady w pałacach Rhulu, gdzie zabiegali o pomoc w budowie Kolosalów. Przebiegle wykluczyli nas z obrad i obrali Caspię za jedyne miejsce, w którym miano konstruować te machiny. Rhulici przystali na owe propozycję, albowiem od dawna obawiali się naszych sztandarów łopoczących na ich zachodnich granicach.

      Kiedy wieści o tym podstępie dotarły do naszych przodków, ci podjęli odważną decyzję kopiując w sekrecie plany konstrukcyjne Kolosalów. Uczynili to, by chronić swój lud, własnym fortelem chcąc zapewnić powodzenie dalekosiężnym planom Żelaznego Sojuszu. Nasze sekretne manufaktury w Korsku rozpoczęły budowę pierwszych Kolosalów.

      Południowcy zawsze nas lekceważyli. Cygnarczycy po dziś dzień uważają nas za pośledniejszych względem siebie. Zapomnieli, że to my wynaleźliśmy kocioł parowy. Nasi inżynierowie są równie przedsiębiorczy i utalentowani jak ci żyjący w południowych krainach, a nawet lepsi, ponieważ kryją w swych serca niezłomną wolę i wierność ojczyźnie. Nie potrzebujemy przyzwolenia południowców na nic, ani w tamtych czasach ani dzisiaj.

      Nienawiść wobec Khadoru przyćmiła ich umysły do końca w 188 OR, kiedy bądź to południowcy bądź Rhulici - dziś już tego nie wiemy - zdradzili nas Orgotom. Wbrew wszelkim przysięgom i deklaracjom świętej jedności ujawnili nasze manufaktury nieprzyjacielowi. Walczący dotąd na każdym froncie Orgoci skoncentrowali wówczas całą swą uwagę na Korsku, sprowadzając tam ogromną armię doświadczonych latami bojów wojowników oraz nieumarłych zabójców stworzonych czarną magią.

      Ojczyzna zawsze była naszym największym sprzymierzeńcem. Mając dość ukąszeń zamorskich insektów na swej skórze, przebudziła się niosąc ze sobą niebywale srogą zimę. Mrożące szpik w kościach wiatry i głębokie śniegi unieruchomiły armie naszych nieprzyjaciół. Uwięzieni w górskich dolinach i na nizinach, Orgoci zmuszeni zostali do odwrotu niewyobrażalnym chłodem, który kradł ciepłe oddechy prosto z ich ust. Tak to sam Khador ocalił przed zgubą swój wierny lud, zsyłając nam mistyczne przesłanie.

      Orgoci nie zdołali nas unicestwić, zniszczyli jedynie nasze manufaktury kosztem niebywale ciężkich strat we własnych szeregach. Kto wie jak wiele ludzkich istnień po naszej stronie zdołalibyśmy ocalić, gdyby do tych wydarzeń nigdy nie doszło? Stanęlibyśmy do mających dopiero nadejść bojów silniejsi i bardziej władni wyegzekwować prawa własności do ziem starego Imperium Khardyckiego. Zdradziecka Caspia zdołała osiągnąć swe podstępne cele pozbawiając nas broni, dzięki której moglibyśmy stanąć naprzeciwko siebie jak równi z równymi.

      Nie mieliśmy możności rzucenia im w twarz oskarżeń, albowiem doskonale ukryli swe uczynki nie pozostawiając żadnych dowodów. Wyczerpani krwawymi stratami, nasi przywódcy zostali zmuszeni do uległości. Zniszczenie Orgotów wciąż pozostawało najważniejszym naszym celem, toteż podjęliśmy współpracę z resztą Rady Dziesięciu. Jeśli ktoś musi sypiać w jednym łożu z wrogiem, by wspólnie strzec się przed jeszcze potężniejszym nieprzyjacielem, niechaj tak będzie.

      Milczeliśmy, gdy w 191 OR caspiańskie Kolosale wychynęły z kryjówek i zaatakowały Orgotów. Nasi bohaterscy generałowie i ich mężni żołnierze walczyli ramię w ramię z południowcami, kiedy wypieraliśmy najeźdźców w stronę wybrzeża. Po wielu pomniejszych zwycięstwach, w roku 198 OR zgromadziliśmy siły dość znaczne, by rzucić je do ostatecznego boju. Orgoci jęli się wycofywać niczym chmura szarańczy, mordując rdzenną ludność, burząc miasta i paląc uprawy w akcie bestialstwa nazwanego później Pogromem. I nadszedł w końcu ów dzień, kiedy ostatni z nich wsiedli na czarne statki i odpłynęli na wody Merediusa zmierzając ku piekielnym krainom, z których niegdyś przybyli. Immoren znów był wolny! Nigdy nie zapomnijcie o ofierze, jaką nasi przodkowie złożyli na ołtarzu tego wyzwolenia!

      Nadszedł czas odbudowy. W 202 OR Rada Dziesięciu zebrała się w Corvisie - Tonącym Mieście - podejmując się zadania ustanowienia nowego porządku politycznego. Przez wiele tygodni Rada debatowała nanosząc na papier propozycje granic, które natychmiast darto w strzępy i rozpisywano na nowo. Cygnarczycy i ich ordyjscy sługusi utrzymywali, że najlepszym rozwiązaniem kwestii terytoriów nowych państw było wyznaczenie ich granic na podstawie układu prowincji naszych niedawnych okupantów! Choć brzmiało to absurdalnie, Rada Dziesięciu na ową propozycję przystała! Czy ktokolwiek liczył się z naszym zdaniem? Południowcy mieli za nic nasze protesty, twierdząc zawzięcie, że Imperium Khardyckie w czasach swej świetności zagarnęło liczne ziemie na drodze bezprawnego podboju. Uczynili to świadomi naszych strat odniesionych w wojnie wyzwoleńczej oraz faktu, że nie mieliśmy po swej stronie Kolosalów. Starannie zawoalowane groźby nie pozbawiały naszych przodków złudzeń: gdybyśmy nie przystali na te krzywdzące warunki, nasze miasta spotkałby los taki sam jak fortece Orgotów.

      Mapy państw w swym ostatecznym kształcie znacząco okroiły nasze ziemie czyniąc miejsce dla królestw Ordu i Llaelu zbudowanych na szczątkach dawnych kultur Tordoru i Rynu. Chociaż Tordoranie zaskarbili sobie nasz szacunek jako ludzie mężni i nie stroniący od wojen, roszczenia Rynów mogły budzić tylko pusty śmiech. Nigdy nie byli niczym więcej jak tylko skupiskiem grodów wzniesionych w cieniu gór, a ich przywódcy nie powinni byli trafić pomiędzy lepszych od siebie członków Rady Dziesięciu.

      Południowcy twierdzili, że postanowienia Traktatów z Corvisu nie były dla nikogo krzywdzące. Z uporem wytykali nam jako argument rozmiary naszego państwa, lecz w ich demagogii nie było głębszego sensu. Czyż nie jest oczywistym, że potężny władca winien mieszkać w pałacu, a nie szopie? Mieliśmy prawo do tego, co nam odebrano, ale w tamtych czasach, po latach krwawej daniny złożonej podczas wojen z Orgotami, południowcy przeistoczyli się w szakale. Północne krańce naszego rzekomo ogromnego państwa są tak dzikie i niezdatne do zasiedlenia, że stały się zupełnie bezużyteczne dla celów nowoczesnego przemysłu. Nasze kopalnie, nieliczne i bez wyjątku usytuowane w trudno dostępnych miejscach, wymagają dwukrotnie większych nakładów od tych drążonych w Cygnarze. Jesteśmy dumni ze swego dziedzictwa, ale tylko południowe rubieże naszego państwa nadają się na uprawę roli. Imperium Khardyckie sięgało swą opancerzoną pięścią po inne krainy w potrzebie zyskania przestrzeni życiowej i po to właśnie przelewaliśmy krew i pot w czasach Tysiąca Miast. Szanowaliśmy sojuszników i chroniliśmy lenników, którzy składali nam poddańczy hołd. Obradujący w Corvisie południowcy uznali, że mogą przekreślić te pradawne przysięgi i deklaracje wedle swego własnego uznania.

      Po uprawomocnieniu Traktatów z Corvisu stało się oczywiste jak sprytnie Cygnar zmanipulował negocjacje dążąc do odseparowania swoich ziem od naszych granic. Ord i Llael stały się buforami dzielącymi ich żołnierzy od naszych ostrzy. Przywódcy obu tych królestw są jedynie marionetkami. Regularnie spotykają się w Caspii zabiegając o przychylność władców Cygnaru. Llaelijczycy... jakiż wstyd budzi sama myśl, że dzielimy wspólną krew z tymi Umbrianami, którzy porzucili ojczyznę! Szukając dla nich usprawiedliwienia musimy pamiętać, w jak trudnym położeniu znajdowali się nasi przodkowie w tamtych czasach. Południowcy mogli uwieść ich podstępną magią, wypaczyć umysły bądź po prostu ogłupić je gładkimi słówkami. Wtedy właśnie rozpoczęła się nasza nieustanna walka o odzyskanie tego, co nam się słusznie należy.

      Zawarliśmy porozumienie gotowi przestrzegać jego postawień pomimo błędnych decyzji naszych negocjatorów. Przysięgliśmy na swój honor szanować treść Traktatów z ojca na syna, wiążąc mocą przysięgi również potomków ludzi, którzy je podpisali. Khador nie zamierzał plamić się hańbą wiarołomcy. Jesteśmy ludźmi honoru, wszelako po wielu dziesiątkach lat uczeni akademicy w Korsku odkryli coś niezwykle intrygującego. Rodziny uczestniczących w debatach przedstawicieli naszego kraju nie miały potomków, z nieznanych nam właściwie powodów! Nie sposób nazwać tego inaczej jak tylko znakiem zesłanym nam przez bogów. Być może tak właśnie okazał nam swą przychylność Menoth, ugłaskany naszym szacunkiem wobec spisanych praw, ponieważ przez wzgląd na owe niezwykłe odkrycie postanowienia Traktatów z Corvisu przestały nas obowiązywać. Ci, którzy je podpisali już nie żyli, nie mając na dodatek potomstwa mogącego podtrzymywać stare przysięgi. Krainy odebrane nam na mocy tych wymuszonych negocjacji miały znów stać się naszą własnością.

      Mogliśmy rozpocząć naszą świętą misję.

      W roku 242 OR król Lavash Tzepesci wezwał wszystkich lojalnych Khadorian przebywających poza granicami kraju do powrotu do ojczyzny. Wielu naszych przodków rozproszyło się w tych czasach po świecie zdobywając doświadczenie i wiedzę w trakcie odbudowy zachodniego Immorenu z wojennej pożogi, ale nikt z nich nie zapomniał o swym pochodzeniu. Ci obyci w świecie i dobrze wykształceni Khadorianie odpowiedzieli na królewskie wezwanie, porzucając swe dotychczasowe życie i wracając do ojczyzny. Największą wartość mieli dla nas ci, którzy posiedli moc arkanistów w Braterskiej Wspólnocie Czarodziejów oraz Loży Złotego Tygla. Zrywając wszelkie więzi z tymi dekadenckimi stowarzyszeniami, powracający na północ arkaniści powołali w 243 OR do życia Pakt Szarych Magów.

      Uzbrojeni w magiczną i okultystyczną wiedzę, ludzie ci sprowadzili do naszych miast nowoczesną magianikę i czarostwo. Przynieśli też sztukę budowania korteksów, dając nam w końcu możliwość budowania własnych Kolosalów. Nie będąc już dłużej zależnymi od Caspian, rozpoczęliśmy zakrojone na wielką skalę przygotowania do nowej wojny. W roku 250 OR powołaliśmy do życia armię zdolną uderzyć równocześnie na Ord i Llael.

      Tak rozpoczęła się wojna o odzyskanie utraconych ziem.

      Przez siedem lat ogromne konstrukty siały zniszczenie i śmierć. Te chwalebne boje dowiodły całemu światowi, że Khador nie może być lekceważony, lecz spoglądając na tamte wydarzenia z dzisiejszej perspektywy nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zaatakowaliśmy przedwcześnie. Nasze wojska nie miały dość czasu, by jednolicie się wyekwipować. Kolosale były zbyt drogie w eksploatacji. Zatrzymanie naszych postępów wymagało połączonych wysiłków Ordu, Llaelu i Cygnaru - wysiłków przywodzących na myśl farmerów próbujących osadzić w miejscu potężnego muła - jednakże w ostatecznym rozrachunku przystaliśmy na ich propozycje podpisując traktaty demilitaryzacyjne. Cygnar obwieszczał swe zwycięstwo na każdym rogu ulicy, my jednak wiedzieliśmy już, że Kolosale okazały się przeżytkiem minionej epoki. Doszliśmy do tego wniosku na na wiele lat przed opóźnionymi intelektualnie południowcami.

      Wykorzystaliśmy wymuszony okres pokoju na odbudowę swych sił. W 293 OR nasza nowa władczyni - królowa Cherize - podjęła bój z nieprzejednanym nieprzyjacielem. Kolosale były wówczas już tylko wspomnieniem, zastąpione przez znacznie zwinniejsze paroboty. Cherize okazała się silną, aczkolwiek enigmatyczną królową. Znalazła niezwykłych sojuszników gotowych wesprzeć nas w walce z południowcami, wśród nich plemiona zapomnianych dzikusów z Ciernistej Puszczy zwących się Tharnami. Szczepy tych barbarzyńców runęły na Cygnar, lecz same w sobie okazały się nie dość silne, by przeważyć szalę zwycięstwa na naszą stronę, zapewne przez wzgląd na swą pogańską naturę i uwielbienie żywione do zwierzęcego boga.

      Królowa Cherize zniknęła w tajemniczych okolicznościach w 295 OR. Wojna trwała nadal pod rządami regenta Velibora, który jako godny mąż stanu sprawował władzę w królestwie w imieniu małoletniej dziedziczki tronu Ayn Vanar V. Taz zwane Wojny Graniczne toczone były z użyciem stali i prochu, lecz warto nadmienić, że stały się również świadkiem masowego wykorzystania pierwszych armibotów, w szczególności w bitwie o Czerwoną Twierdzę w 299 OR oraz rok później na Żelaznych Polach. W następnych latach tych bojów odepchnęliśmy od siebie Llael i Ord, przejmując we władanie słusznie się nam należące ziemie i wzmacniając swą potęgę.

      Gdybyśmy wówczas poprzestali na tych zdobyczach i wstrzymali na pewien czas podboje, być może więcej byśmy na tym zyskali, wszelako nikt nie powinien kłaść winy na głowę regenta Velibora. Nie był co prawda królem, ale dowiódł swej wartości w sprawowaniu władzy. Być może to właśnie brak królewskiej krwi w żyłach przyczynił się w końcu do jego porażki? Na początku roku 305 OR zawiązał się wielki sojusz barbarzyńskich plemion zamieszkujących odległe góry i wyżyny Khadoru. Ci potomkowie pogańskich szczepów nigdy nie dołączyli do prawdziwego ludu Imperium, żyjąc na obrzeżach naszego narodu podług starych obyczajów i oddając cześć Bestii o Wielu Kształtach. Niektórzy z nich byli zdziczałymi szaleńcami, inni dumnymi, ale okrutnymi potomkami władców koni, którzy niegdyś ugięli kolana przed królem-kapłanem Khardoviciem. Ludzie ci przybyli na nasze ziemie chcąc plądrować i grabić dobytek lepszych od siebie. Regent Velibor wziął wówczas przykład ze swej poprzedniczki Cherize i jej sojuszu z Tharnami i objawił przed tymi najeźdźcami wizję niebywałych bogactw czekających na złupienie w tłustych prowincjach południowego Ordu.

      Plan regenta Velibora niemal się powiódł. Chociaż większość ludzi południa jest słabymi tchórzami, mieszkańcy Midfastu w Ordzie raz po raz dowodzili swego męstwa i determinacji w obronie własnych ziem. Przetrwali bez szwanku nawet atak Kolosalów w 250 OR. Już wcześniej odzyskaliśmy wiele ziem położonych na północ od Midfastu, w tym Port Vladovar, który Tordoranie ochrzcili mianem Radahvo po nielegalnym zagarnięciem miasta w trakcie obrad nad Traktatami z Corvisu. Lecz mimo naszych zwycięstw Midfast i otaczające go posępne wzgórza wciąż dawały nam skuteczny odpór. Wiedząc o tym regent posłał na niezwyciężoną dotąd twierdzę barbarzyńskie plemiona chcąc sprawdzić, czy pozornie niezliczona horda dzikich wojowników podoła wyzwaniu, przed którym ugięli się żołnierze dobrze zorganizowanych armii. Nasze wojska ruszyły ich śladem, zamierzając wykorzystać każdą słabość południowców wynikłą z ataku barbarzyńców.

      Czternaście plemion liczących jakoby pięćdziesiąt tysięcy dzikich wojowników zaczęło oblegać Midfast. Trudno się łudzić nadzieją, że jakiekolwiek miasto zdolne byłoby oprzeć się równie wielkiej hordzie, ale jakaś nadnaturalna potęga pokrzyżowała plany Velibora. Niektórzy uznali to za oczywisty znak, że podobnego czynu mógłby dokonać jedynie prawdziwy król Khadoru. Inni sądzą, że porażka była efektem gniewu boskiego wywołanego sprzymierzeniem z czcicielami Żmija. Nasi uczeni znają historię Tharnów, którzy walcząc ramię w ramię z Cherize doświadczyli na własnej skórze cierpień Dziesięciu Przekleństw Morrowa płacąc tę cenę za swe bestialskie mordy na żarliwych wyznawcach Morrowa. Wybór Velibora decydującego się sięgnąć po pomoc równie bezbożnych pogan, choć ze strategicznego punktu widzenia jak najbardziej słuszny, zapewne nie zjednał mu przychylności niebios. Nie wiem tego i nie sądźcie, że jestem człowiekiem zdolnym przejrzeć zamiary i motywy postępowania bogów.

      Ordyjczycy walczyli mężnie, jak zawsze zresztą, gdy osacza się ich w pułapce bez wyjścia. Lud ten nie ma w sobie dość odwagi, by stawić nam czoła na otwartym polu, ale przyparty do ściany, niezmiennie znajduje w sobie wielkie pokłady skrywanego na co dzień męstwa. Potrafimy dostrzec i uszanować te rzadkie przypadki, kiedy na południowych ziemiach pojawia się godny poważania wojownik. W roku 305 OR ordyjski żołnierz noszący imię Markus - zapewne daleki potomek khardzkich przesiedleńców - w najczarniejszej godzinie Midfastu skupił wokół siebie broniących przystępu na blanki obrońców. Podtrzymywał nadzieję wbrew wszelkim racjom, odmawiając sobie przez tydzień snu i nie szczędząc w zamian podniosłych słów towarzyszom. Markus wiedział o zmierzających na północ posiłkach, ale zarazem zdawał sobie sprawę z tego, że sojusznicy nie zdążą dotrzeć do twierdzy na czas. Chcąc kupić im dość czasu, opuścił Midfast wyruszając naprzeciw hordzie barbarzyńców i rzucając ich czternastu wodzom wyzwanie do walki na śmierć i życie. Pragnąłbym żyć w tamtych czasach, by móc obejrzeć te pojedynki. Każdego dnia Markus opuszczał twierdzę rzucając rękawicę dwóm wodzom i za każdym razem wychodził ze starcia zwycięsko. W ostatnich dniach tego niezwykłego tygodnia odniósł ciężkie rany i wyzionął ducha krótko po odebraniu życia ostatniemu barbarzyńskiemu władyce.

      I zyskał tym samym dość czasu, by zmierzające do Midfastu wojska zdążyły nadejść obrońcom z odsieczą. Posiłki dotarły do twierdzy w chwili, kiedy mężny Ordyjczyk dostąpił wniebowstąpienia, stając się świadkami tego nadnaturalnego zdarzenia. Czytałem pamiętniki khadoriańskiego oficera, który widział owo wniebowstąpienie na własne oczy i wierzę święcie w to, że był to prawdziwy cud. Wolą bogów było, byśmy tamtego dnia nie stali się panami ziem, o które walczyliśmy. W swych myślach wciąż wspominam przeczytane słowa tamtego oficera: "Kimże jestem ja, bym ważył się sprzeciwiać woli niebios?".

      Bitwa o Midfast była w istocie niewielką porażką, kosztującą Khador w ostatecznym rozrachunku jedynie uszczerbek na dumie. We wcześniejszych latach odnieśliśmy dość innych zwycięstw, posiedliśmy wiele zdobyczy. Kiedy królowa Ayn Vanar V osiągnęła pełnoletność i objęła władzę, uznała za roztropne zakończyć wojnę. Królowa była kobietą o miłosiernym sercu, wzywając w roku 313 OR do zawieszenia broni i pozwalając naszym żołnierzom zaznać zasłużonego odpoczynku. Zdobyliśmy dla tronu Port Vladovar oraz wiele żyznych uprawnych ziem na północ Midfastu, toteż bez fałszywej skromności możemy uznać tamtą wojnę za nasze wielkie zwycięstwo. Vladovar stał się największym z naszym morskich portów i sercem khadoriańskiej floty. Jego zdobycie miało w sobie większą wartość od tuzina jałowych fortec pokroju Midfastu.

      W trakcie negocjacji pokojowych wystawiono na próbę naszą cierpliwość, zmuszając Khador od zwrócenia południowcom ziem zdobytych na pograniczu z Llaelem. W tamtych czasach ustępstwa te nie miały większego znaczenia dla interesów królestwa, chociaż wielu z nas wiązały z tamtymi krainami historyczne zaszłości. Pozostawiliśmy po sobie jedynie wypalone i splądrowane ruiny, będące rezultatem naszych wojen oraz rzezi poczynionej jeszcze przez Orgotów. Chociaż niektórzy hadoriańscy notable protestowali przeciwko uległości powołując się na konieczność odzyskania Starej Korski - niegdyś wschodniej stolicy Imperium Khardyckiego - większość z nas zadowoliła się zwróceniem Llaelijczykom bezużytecznych dla nich zgliszczy.

      Wiele lat później decyzje te okazały się taktycznym błędem, nie osądzajmy jednak zbyt surowo naszych świętujących tak wiele innych zwycięstw przodków. Nikt z nich nie miał powodu podejrzewać, że zamieszkujący wschodnie pogranicze Umbrianie tak łatwo dadzą się przekabacić na stronę południowców. Niegdyś dumni i godni szacunku potomkowie władców koni przeistoczyli się w pokojowe pieski Rynów! Zaakceptowali zmianę granic bez oporu, niczym ludzie zmieniający jeden płaszcz na drugi. Co więcej, po dziś dzień nie są nam życzliwi. Mury Laedry zostały wzniesione na dawnej khardyckiej ziemi! Przyszedł czas, byśmy zyskali sposobność do odpłacenia się tym Umbrianom za ich zdradliwą naturę i niewierność prawdziwym władcom tych ziem. Siedzą teraz w zbudowanych przez Rynów miastach strzelając z wysokości blanków do nas - ludzi, którzy winni być ich pobratymcami. Nie powinniśmy czegoś takiego ścierpieć choćby dzień dłużej. Nie mogę się doczekać dnia, kiedy wkroczymy do tego królestwa i zmusimy zdrajców do ugięcia kolan przed ich prawowitymi władcami.

      Chociaż niektórzy twierdzą, że czasy mające miejsce po Wojnach Granicznych można uznać za za okres pokoju, mimo braku otwartych deklaracji wojennych nasi żołnierze nie zaznali wówczas zbyt wielu miesięcy spokoju. Mając przeciwko sobie wszystkich sąsiadów, zostaliśmy niejako zmuszeni do zaprzestania bardziej ambitnych planów uzasadnionej ekspansji. Wówczas to wybuchła Cygnarska Wojna Domowa. W Khadorze kulty Menotha i Morrowa współżyją ze sobą bez zatargów i waśni, a nasz lud oddaje cześć obu bogom. Cygnar nie podołał temu wyzwaniu. Ich dwór otwarcie faworyzował jeden kult wynosząc go ponad drugi i doprowadzając tym samym do religijnych podziałów zwieńczonych rozlewem krwi. Kierując się haniebnymi pobudkami, Cygnar wypędził zamieszkujących południowe królestwo menitów uzurpując sobie tym samym prawo do decydowania przez śmiertelników o regułach ustanowionych przez samych bogów! Jaką pychą i butą musieli być zaślepieni ci ludzie, by wyrzucić kult Menotha poza swe granice! Myśmy od niepamiętnych czasów oddawali pokłon Stworzycielowi. Stoimy tutaj razem ramię w ramię, morrowianie i menici, zjednoczeni jako prawi Khadorianie w obronie praw naszego narodu.

      Król Rusłan Vygor był praktykującym menitą żywiącym od lat młodzieńczych ogromną niechęć i pogardę wobec Cygnaru. Być może szalony, być może zaś prawdziwie zainspirowany naszą chwalebną przeszłością, Vygor obwołał się nowym wcieleniem króla-kapłana Khardovicia. Deklarując wolę zapewnienia nam świetlanej przyszłości, zebrał tysiące żołnierzy i setki parobotów rozpoczynając nową wojnę. Wojska Vygora zaczęły wyrąbywać sobie przejście przez Ciernistą Puszczę - nazwane później "Drogą Armibotów" - mające w zamysłach królewskiego sztabu doprowadzić armię króla aż do Corvisu, tego samego miasta, w którym zawarto pamiętne Traktaty, na mocy których zrodził się Cygnar. Nim drogę zagrodziła im cygnarska armia, zdążyli dotrzeć do Rzeki Smoczego Jęzora.

      Tchórzliwi Cygnarczycy nie odważyli się stanąć do otwartego boju z naszymi pradziadami. Powinniście ich nienawidzić, ale nie możecie lekceważyć. Stosowane przez nich taktyki są podstępne i chytre, iście niczym poczynania rozumnego węża. To lekcja, której Vygor nie zdołał zaliczyć przed swą śmiercią. Unikając bezpośredniej konfrontacji Cygnarczycy bombardowali naszą armię spoza rzeki. Zniszczyli puszczański most spinający oba brzegi, wykorzystywali jako kryjówkę ukształtowanie terenu tocząc wojnę na wyczerpanie sił i zapasów. W gąszczu Ciernistej Puszczy zginęły wówczas tysiące żołnierzy, unicestwione zostały niezliczone tuziny armibotów.

      Cygnarskie działa poczyniły wiele szkód, ale szalę zwycięstwa na stronę nieprzyjaciela przeważyła zdrada naszych zaciężnych żołnierzy, Żelaznych Niedźwiedzi. Nie powinno się ufać bezgranicznie tym, którzy walczą za złoto i nigdy prawda ta nie okazała się bardziej bolesna jak wówczas, podczas Bitwy o Jęzor. Mając za sobą idące w rozsypkę oddziały, w 511 OR król Vygor poległ w boju śmiercią bohatera pozostawiając swych żołnierzy na pastwę nieprzyjaciela i trudy nużącego odwrotu na ojczyste ziemie. Lecz nawet w obliczu tak wielkiej porażki nie utraciliśmy niezłomnego ducha, a wielu naszych ziomków nie zaakceptowało rezultatu tej kampanii. Waleczny Piąty Legion Graniczny ślubował wieczystą pomstę na Cygnarze, po dziś dzień czuwając niewzruszenie nad naszymi rubieżami. Dla tych mężnych mężczyzn i kobiet strzegących południowej granicy Wojna o Ciernistą Puszczę nigdy się nie skończyła, ona ciągle trwa. Jeśli będziecie mieli w swym życiu dość szczęścia, może kiedyś dane wam będzie dołączyć do ich szeregów.

      Wierzę, że naszym przeznaczeniem jest wielka chwała. Przez ostatnie sto lat odbudowywaliśmy swą potęgę. Nasze paroboty są potężne, ale idący za nimi żołnierze jeszcze silniejsi duchem. Zbliża się nowa epoka, która przyćmi swym rozmachem dokonania naszych przodków. Rozpoczynając dzisiaj nowe dzieło, stworzymy nowy lepszy Khador. Mieliśmy niegdyś dość niezłomności, by wygnać stąd Orgotów, teraz zaś ujarzmiliśmy potęgę ich reliktów, by służyły dobru ojczyzny!

      Królowa Vanar XI, dziedziczka znamienitego rodu i imienniczka swej miłosiernej poprzedniczki sprzed wielu dekad, zadecydowała, iż nadszedł już czas, by uczynić kolejny krok. Wy właśnie uczynicie w jej imię ten krok! Nie wahajcie się ani chwili! Jesteście dziećmi Khadoru! Matka-ojczyzna, która was strzegła i karmiła teraz wzywa was do spełnienia obowiązku. Dzięki swej sile woli pokonacie wroga we wszystkich nadchodzących bojach. Toczenie wojen jest naszą najstarszą i najchwalebniejszą tradycją. Uwierzcie w swoją siłę!


Powyższy tekst został zapożyczony z wprowadzenia do frakcji Khadoru opublikowanego w podręczniku do gry bitewnej "Warmachine: Prime Remix". Tłumaczenie własne. Wszystkie prawa autorskie zastrzeżone dla Privateer Press.

Komentarze
#1 | Keth dnia 08.10.2013 23:19:52
Zawsze podobał mi się sposób, w jaki autorzy settingu przedstawiali racje przeciwnych sobie stron wkładając argumenty w usta przedstawicieli poszczególnych frakcji!

Historia potrafi się ciekawie różnić w zależności od tego, kto ją opowiada!
#2 | Waylander dnia 09.10.2013 20:06:52
Świetny tekst, nie dość że dobrze opisuje historie świata oczami khadorczyków, to jest świetnym przykładem propagandowego przekręcania faktów.
#3 | 8art dnia 10.10.2013 00:54:11
Bardzo ciekawa przemowa. Swietna propaganda i niemal "politrucka" wersja wydarzen.

Podobal mi sie kawalek o Marcusie. Fajnie tez przekuwa porazki w wielkie zwyciestwaSmile

Super tekst, swietne tlumaczenie. Keth, oklaskuje Cie na stojąco!
#4 | Araven dnia 10.10.2013 22:19:36
Super klimat. Khador to taka carska Ruś.
#5 | Keth dnia 11.10.2013 20:28:44
Patriotyzm jest fundamentem khadoriańskiego społeczeństwa. To oraz wysysane z mlekiem matki przekonanie o wyższości ludów północy nad południowcami. Władcy królestwa potrafią umiejętnie grać na emocjach ludu, ale nie zmienia to faktu, że również oni szczerze wierzą w swe imperialistyczne dziedzictwo, zwłaszcza zasłużona dla Khadoru dynastia Vanarów. To za ich rządów zniesiono pańszczyznę i rozpoczęto rewolucję przemysłową.

Inną prawdą historyczną jest fakt, że to Khardowie jako pierwsi ludzie Immorenu zastosowali w praktyce kolej (z napędem na konie, ale już na szynach) oraz to oni skonstruowali pierwszą machinę parową.

Gdyby nie najazd Orgotów, zachodni Immoren wyglądałby dzisiaj zupełnie inaczej, z chorągwiami Imperium Khardyckiego powiewającymi od Uldenfrostu do Merciru.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
68270 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
19569 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
16904 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16099 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
15049 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14589 arikar
01.03.2009 16:48
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
13491 leobardis
11.11.2008 18:01
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
13068 venar
16.02.2009 14:27
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
12571 leobardis
11.11.2008 18:09
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
12511 venar
30.04.2009 11:58
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12072 leobardis
11.11.2008 18:22
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
11895 ghasta
30.07.2011 10:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
11681 leobardis
12.12.2008 13:17
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
11669 venar
13.01.2009 20:23
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
11657 avnar
22.06.2009 15:08
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Wybiorę się na Kryształkon 2017, o ile odbędzie się on w terminie:

19-21.05.2017.
19-21.05.2017.
8% [1 głos]

02-04.06.2017.
02-04.06.2017.
0% [0 głosów]

09-11.06.2017.
09-11.06.2017.
23% [3 głosy]

w każdym z powyższych.
w każdym z powyższych.
54% [7 głosów]

19-21.05.2017 lub 02-04.06.2017.
19-21.05.2017 lub 02-04.06.2017.
8% [1 głos]

19-21.05.2017 lub 09-11.06.2017.
19-21.05.2017 lub 09-11.06.2017.
8% [1 głos]

02-04.06.2017 lub 09-11.06.2017.
02-04.06.2017 lub 09-11.06.2017.
0% [0 głosów]

Ogółem głosów: 13
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 28.02.2017 00:07

Archiwum ankiet
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

mastug
25-04-2017 00:25
uklon

koszal
25-04-2017 00:13
Hahaha Mastug wymiatasz tym objawionym awatarem!

koszal
25-04-2017 00:08
Hurrra! Jestem w pierwszej trójce! Smile

czegoj
24-04-2017 23:50
Frater_Terry masz mozliwośc oceny - kiepskie. Nie mogłem znaleźć ciekawszej ikonki.

Suriel
24-04-2017 23:32
Oki doki. Jestem ciekaw co zrobicie u Reinharddta.

8art
24-04-2017 23:30
Bede pisal jutro

dretch
24-04-2017 23:13
Będę pisał jutro!

Suriel
24-04-2017 23:10
Jeszcze raz gratuluję wszystkim.

mastug
24-04-2017 22:51
Brawo Deliad piwko Podziękowania dla Koszala i Czegoja piwko

Keth
24-04-2017 22:07
Gratulacje dla Deliada piwko

Suriel
24-04-2017 21:29
Jest ogłoszenie o wynikach konkursu KC, jakby kogoś interesowało...

czegoj
24-04-2017 20:49
TatTvamAsi mi też się tak robi ale tylko w miejscach gdzie są na forum wklejone filmy z youtuba, gdzieś w sieci przeczytałem, że to kwestia aktualizacji flesha.

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4429]
czegoj[2917]
8art[1969]
koszal[1773]
Treant[1584]

Ostatnia aktualizacja
Sigil
Suriel
deliad
8art
dretch

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką