21.08.2017 04:41:20
Nawigacja
ŻELAZNE KRÓLESTWA
Wstępniak
Podręczniki, zasady oraz recenzje
Opis świata
Historie kolejnych nacji
Bestiariusz
Manual botmistrza
Skrypty generalskie
Przewodnik obieżyświata
Akta Gavina Kyle
Scenariusze
Opowiadania
Forum Żelaznych Królestw
Dział PBF
Zanim Zaczniesz
Otwarte Sesje PBF
Wirtualne Elizjum
w świecie Wampira
TYLKO ZALOGOWANI

DrecarE: Wirtualny Podręcznik
Geografia DrecarE
Wymiar Czasowy
Rasy DrecarE
Kultura Istot
Tworzenie Postaci
Mechanika Gry
Magia
Technologia
Bestiariusz
Ostatnie artykuły
Czwarta edycja KC!
Hassosac
Osobliwości i dziwy ...
Profesja do KC - Bes...
Kubo - prawdziwy bard
Orchiańskie sztuki w...
Nowa profesja - opry...
Uroki księżycowe
Rawenna i Asmodeusz
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
Pomysł na dodatki do...
DE - Fetysze
Kryształy czasu powo...
No na dobry początek
Gry paragrafowe
Najciekawsze tematy
Brak tematów na forum
Ostatnie komentarze
Newsy
Dawaj, dawaj będzie do...
Cieszę się, że skorzys...
Przeszedłem całość i g...
A ja olalem babę i sko...
Już poprawione, dzięki...
Artykuły
Biedny Venar, muszę w...
Spokojnie, bana dostan...
Z PD moze by jeszcze t...
1. Panowie trochę o gr...
Ja bym tam tez wstrzym...
Galeria
Zgadzam się z Nantarem...
Uważam że pełny opis c...
Ikonki zastępujące np....
Tak zupełnie w ramach ...
Czyli czerń i biel :) ...
Dodatkowe strony
Hmm chyba część błędów...
Paragraf 82 brak linka...
Te które wyłapałem, że...
Podam wieczorem jak bę...
Może te problemy wynik...
facebook
Nawigacja
Artykuły » ŻELAZNE KRÓLESTWA » Krypta Nieśmiertelnego
Krypta Nieśmiertelnego

                      KRYPTA NIEŚMIERTELNEGO
                                                             Autor: Aeryn Rudel


     Elyshyvah podniosła spojrzenie ku stojącemu wysoko na niebie słońcu i obnażyła w bezwolnym grymasie swe zęby. Nader rzadko miewała okazje do podróżwania tak daleko na południe i skwar wczesnego lata wyjątkowo jej dokuczał.

     Rozciągające się przed nią mokradła stanowiły przedsionek odstręczającej krainy Gnarlu. Zastygłe w bezruchu cuchnące wody rozlewisk pełne były rojących się chmurami komarów i ważek. Dla nawykłych do lodu, śniegu i przenikliwego wichru Nyssów okolica ta stanowiła wstrętne zaprzeczenie wszystkiego, co uważali za bliskie swym sercom.

     Elfka cofnęła się o krok znikając w cieniu rzucanym przez konary prastarego lasu i pozwalając, by ich listowie osłoniło ją przed dokuczliwym dotykiem promieni słońca. Za plecami Elyshyvah ukrywał się tuzin przepatrywaczy Nyssów, znoszących trudy dalekiej podróży bez słowa skargi. Podobnie jak Elyshyvah, oni również obdarzeni zostali błogosławieństwem Wszechskaziciela: przekształcone nogi pozwalały im poruszać się z większą szybkością, a twarze i ramiona pokryte były kościanymi naroślami o ostrych stożkach. W porównaniu z nimi skaza Elyshyvah wydawała się dużo subtelniejsza, nie przejawiająca się cielesnymi zmianami - jeśli nie brało się pod uwagę rzędu fioletowych plam na skórze jej karku, biegnących od pleców po tył czaszki. Będąc Pasterzem, elfka obdarzona została darami skrywanymi głęboko w jej umyśle, darami więzi i zwierzchności nad smoczym pomiotem.

     Ostatni członek wyprawy myszkował w półmroku leśnego poszycia. Dzierżąc w pazurzastych łapach ogromną kuszę, nephilim kręcił powoli pozbawionym oczu łbem, obserwując swe otoczenie z pomocą zmysłów wykraczających dalece poza ograniczone możliwości zwyczajnego wzroku.

     Niewielka ekspedycja przybyła z północy, przemierzając stary las zwany przez ludzi i trollaków Olgunholtem, następnie zaś przeprawiając się skrycie przez szeroki nurt Rzeki Smoczego Jęzora. Przez cały ten czas członkowie wyprawy dokładali ogromnych starań, by nikt nie spostrzegł ich obecności. Słudzy Wszechskaziciela mieli na południu niezliczonych nieprzyjaciół i niewielka świta Elyshyvah stanowiłaby łatwą zdobycz dla dobrze uzbrojonego oddziału ludzi czy trollaków - lecz towarzyszący elfce sojusznicy posiadali ogromne doświadczenie w skrytym przemieszczaniu się poprzez wrogie terytorium. Z tego właśnie powodu zostali wybrani przez Vayl, Konsul Wszechskaziciela. Powierzono im zadanie dyskretnego przedostania się na niebezpieczny obszar i zdobycia przedmiotów zainteresowania Vayl, a poprzez nią również samego Wszechskaziciela. Ciesząc się łaskami swej pani, Elyshyvah mogła działać z dużą swobodą i wolność ta pozwoliła jej już kilkakrotnie zdobyć cenne znaleziska będące źródłem ukontentowania Vayl.

     Lecz tym razem los zmusił elfkę do połączenia sił z kimś, kogo w każdych innych okolicznościach uznałaby za wroga. Nawiązując w sobie tylko znany sposób kontakt z ludzką czarownicą noszącą miano Czarnej Fiony, Vayl zyskała wiedzę o istnieniu starożytnych ruin Orgothów na trzęsawiskach dalekiego południa. Elyshyvah i jej świta udali się w lasy Olgunholtu w poszukiwaniu wysłannika Fiony, podejmując wielkie ryzyko dla magiczki, o której elfka nie wiedziała niczego prócz oddania wobec ludzkiej bogini Thamar.

- Elyshyvah - niczym chłodny powiew wiatru, zza pleców wysłanniczki dobiegł niski męski głos. Elfka nie usłyszała najmniejszego szelestu mogącego zdradzić obecność zbliżającego się Ryvara, ale znienacka uświadomiła sobie, że zabójca znalazł się tuż za jej plecami.

     Elyshyvah odwróciła się w kierunku rozmówcy, wbijając swój pastorał w grunt pomiędzy stopami.

- Czego chcesz, Ryvar? - spytała lodowatym tonem.

     Wyższy od stopę od Pasterki, Ryvar był jednym z roślejszych Nyssów, nawet podług standardów tych śnieżnych elfów, które naznaczone były smoczą skazą. Jego długie ręce pokrywały silne mięśnie, a zwinne smukłe palce równie dobrze radziły sobie z zakrzywionym mieczem, noszonym na plecach refleksyjnym łukiem czy szyją duszonego gołymi rękami wroga. Razem ze swą towarzyszką Kyryl, Ryvar cieszył się pośród przepatrywaczy reputacją wybornego skrytobójcy, często niosącego nagłą śmierć nieprzyjaciołom wskazanym przez zaklinaczy Wszechskaziciela.

- Jesteśmy gotowi do ruszenia w drogę - odpowiedział Nyss, cichym sykliwym głosem. Jego nienaturalnie brzmiąca mowa była okrutną pamiątką sprzed lat, kiedy krtań śnieżnego elfa została rozdarta przez żądnego krwi Tharna - Vayl przykłada wielką wagę do czasu tej wyprawy.

     Elyshyvah ścisnęła mocniej trzymany w dłoni pastorał.

- Jestem świadoma tego, czego żąda Vayl, Ryvar - odpowiedziała chłodno - Nie zapominaj, ile lat służę woli Konsula.

- Rzecz jasna - rzekł elf przytakując nieznacznie głową i unosząc w cieniu uśmiechu jeden z kącików ust - Wszelako ostatnio nieco mniej udanie jak kiedyś.

     Spojrzenie zimnych oczu Nyssa pobiegło ku lewej nodze elfki. Ciemnoczerwona blizna znaczyła jej gładką jasną skórę na udzie tuż poniżej skórzanej przepaski, będąc wspomnieniem rany zadanej Pasterce przez iosańską orężniczkę Kaelyssę ponad rok przed rozpoczęciem wyprawy za Olgunholt. Biorąc udział w zniszczeniu fortecy elfów z Ios w Szczytach Gromów, Elyshyvah ścigała Kaelyssę aż do krasnoludzkiej twierdzy, w której zbiegowie chcieli uzyskać azyl, dopadając w końcu swą przeciwniczkę i rzucając jej wyzwanie. Karą za zbytnią ufność we własne siły okazały się klęska i bolesna rana, której ślad Pasterka miała nosić do końca swego życia.

     Lecz nie to było najgorszą konsekwencją porażki. Nie dając elfce umrzeć, przepatrywacze zabrali ją z pobojowiska unosząc upokorzoną i okrytą wstydem przed oblicze Vayl. Konsul Wszechskaziciela nie wpadła w straszny gniew, nie zagroziła swej faworycie śmiercią w męczarniach - tak prymitywne barbarzyńskie praktyki nie leżały w zwyczaju Vayl. Zamiast tego zauszniczka Wszechskaziciela nakazała Elyshyvah wyleczyć rany i powrócić w chwili, którą uzna za słuszną. Odzyskawszy po pewnym czasie swoją świtę przepatrywaczy, Pasterka odkryła w jej szeregach obecność Ryvara i Kyryl.

     Niespodziewana obecność utalentowanych zabójców nie mogła być traktowana inaczej jak tylko przypomnieniem, że kolejna porażka nie spotka się z podobną wyrozumiałością, co pierwsza.

- Wróć do reszty, Ryvar - rozkazała Elyshyvah - Nie trać sił w tym skwarze, bo rychło mogę cię potrzebować.

- Wedle twego życzenia - ukłonił się Ryvar - Jeśli tego zażądasz, będziemy z Kyryl twymi cieniami.

     Nie dodając nic więcej Nyss powrócił do swej towarzyszki, kucającej wśród korzeni wyjątkowo okazałego dębu i wodzącej w milczeniu osełką po klindze swego miecza.

     Spoglądając ponownie ku bagnom, Elyshyvah poczuła ukłucie podniecenia na widok tuzina postaci brnących poprzez rozlewiska w stronę krawędzi lasu. Wiodący je człowiek odziany był w czerń, toteż najpewniej on był wysłannikiem Fiony.

- Melech - Elyshyvah wezwała cicho swego nephilima. Stwór odwrócił obły łeb w jej stronę na dźwięk własnego imienia - Chodź do mnie.

     Potwór odpowiedział natychmiast na wezwanie, stanął u boku swej pani. Potężne cielsko górowało nad smukłą elfką, napełniając ją poczuciem bezpieczeństwa i dumy.

     Elyshyvah pozostała na skraju lasu, czekając w milczeniu na brodzących w błotnistej wodzie ludzi, nie przejawiając najmniejszej ochoty do wyjścia im naprzeciw i zanurzenia tym samym swych stóp w mokradle. Kiedy obcy zbliżyli się do skraju puszczy, elfka spojrzała w stronę swych przepatrywaczy.

- Pozostańcie na swoich pozycjach. Łuki w dłoniach, ale nie zakładajcie strzał na cięciwy dopóki nie rozkażę inaczej - wydawszy polecenia Pasterka wychynęła z półmroku rzucanego przez gęste listowie drzew, z Melechem stąpającym u jej boku.

     Zbliżający się ludzie nosili luźne bluzy i spodnie, ręce trzymali w pobliżu samopałów, rękojeści mieczy i stylisk toporków. Ich skóra miała ciemnobrązową barwę i sprawiała wrażenie szorstkiej w dotyku, zdradzając długie miesiące spędzone w żarze słonecznych promieni i podmuchach słonej morskiej bryzy. Sprawiali wrażenie żylastych i twardych zabijaków o niewielkim upodobaniu do dyscypliny.

     Przewodzący grupie mężczyzna nosił podobne do reszty odzienie, ale jego narzucony na wierzch czarny płaszcz okazał się starannie uszyty i wyraźnie czyściejszy od strojów pozostałych ludzi. Nie miał też przy sobie żadnej broni, ale elfka podejrzewała, że kapłan złowieszczej bogini potrafił zadbać o swe bezpieczeństwo na wiele innych sposobów.

     Przybysze zatrzymali się dziesięć jardów od Pasterki, pochód podjął jedynie ich przywódca. Wszyscy pozostali przesunęli dłonie na swą broń, nie odrywając oczu od monstrualnego kształtu Melecha.

     Człowiek w czerni nie sprawiał wrażenia zatrwożonego widokiem smoczego pomiotu, stając bez śladu lęku przed Elyshyvah. Jego ciemne włosy były krótko przycięte, policzki i podbródek pokrywał starannie wypielęgnowany zarost. Oczy mężczyzny miały kolor czystego lazuru, przywodząc elfce na myśl czyste niebo dalekiej północy. Pasterka przypuszczała, że jej sprzymierzeniec uchodził wśród kobiet swego gatunku za urodziwego.

- Ty zwiesz się Elyshyvah? - zapytał przemawiając w aericu, z drażniącym ucho akcentem zdradzającym brak biegłości w mowie śnieżnych elfów - W jakich przemawiasz językach?

     Elyshyvah nie uważała się za znawczynię ludzkich języków, ale poznała dość słów w khardiku i mowie Cygnarczyków, by móc się nimi porozumiewać. Wybrała mowę Cygnaru, bo jej rozmówca nie sprawiał wrażenia mieszkańca północy.

- Jestem Elyshyvah - odparła krótko.

- Zwę się Garrus - odparł mężczyzna - Moja pani poleciła, aby ci to przekazał.

     W ręce człowieka pojawił się zwinięty ciasno pergamin. Elyshyvah ujęła go w dłoń i odsznurowała, wodząc spojrzeniem po symbolu, którego winna była się spodziewać: skrzyżowanych ze sobą trzech strzałach umieszczonych na czarnym tle. Elfka wiedziała, że znak ów był emblematem Thamar, bogini patronującej Fionie, i że potwierdzał zarazem prawdziwość słów Garrusa.

     Pasterka oddała pergamin w ręce człowieka, ten zaś schował go ostrożnie pod swym płaszczem.

- Zaprowadzisz nas do grobowca - oznajmiła nie znoszącym sprzeciwu tonem.

- Zaprowadzę, jeśli wciąż uznajesz warunki naszego sojuszu - odrzekł Garrus.

- Warunki nie uległy zmianie - Elyshyvah zmarszczyła gniewnie czoło - Miecz należy do twej pani, księga do mnie.

     Elfka przyłożyła jedną dłoń do łuskowatej przedniej kończyny Melecha.

- Będę trzymała się umowy tak długo jak będziesz to czynił ty - dodała.

- Dobrze - Garrus kiwnął głową, puszczając obok uszu subtelną groźbę Elyshyvah - Podążajcie za nami.


II

     Garrus wędrował kilkanaście kroków za kobietą Nyssów i jej monstrualnym strażnikiem. Towarzyszący elfce wojownicy, zwani przez nią przepatrywaczami, wiedli całą grupę prowadząc ją w kierunku wskazanym przez zaszyfrowane instrukcje Fiony. Świta Garrusa trzymała się z tyłu, skupiona w grupki liczące trzech bądź czterech rębaczy i poruszająca się w sposób wyraźnie świadczący o tym, że każdy z tych ludzi nawykł bardziej do rozkołysanego pokładu statku niż gęstego poszycia lasu. Lecz wszyscy zostali dobrani spośród żeglarzy pływających na Przewrotnej Fortunie, flagowym okręcie Czarnej Fiony i Garrus wiedział, że doskonale radzili sobie z bronią i zabijaniem.

     Elyshyvah nie odezwała się ani słowem od chwili, kiedy obie grupy wyruszyły na południe. W oczach thamaryty elfka i jej ziomkowie jawili się człowiekowi istnymi dzikusami, przykuwającymi zafascynowany wzrok deformacjami wywołanymi przez smoczą skazę. Efekt oddziaływania tej niezwykłej mocy bezgranicznie Garrusa ciekawił, toteż kleryk korzystał z każdej chwili, by tylko móc się mu bliżej przyjrzeć.

     Jeszcze bardziej fascynujący od elfki okazał się towarzyszący jej smoczy pomiot. Garrus był doskonale świadomy tego, że znalazł się znienacka w bardzo wąskim gronie mieszkańców zachodniego Immorenu mających sposobność znaleźć się tak blisko podobnej bestii i nie postradać przy tym życia. Człekokształtny stwór poruszał się na dwóch długich pazurzastych łapach, a jego równie długie i naznaczone żylastymi ścięgnami przednie kończyny zwieńczone były dłońmi o czterech palcach. Ściskana w nich ogromna kusza przypominała bardziej balistę niż zwyczajny miotacz bełtów, zdradzając na dodatek przynajmniej ograniczony intelekt skrywany pod aparycją zwierzęcej natury. Nephilim był bez wątpienia fascynującym stworzeniem, budząc w Garrusie dziką żądzę zgłębienia tajemnic jego anatomii, najchętniej z pomocą wiwisekcyjnego stołu thamaryckiego kleryka.

     Mężczyzna wyzbył się z trudem niepożądanych myśli, koncentrując uwagę na swym zadaniu. Fiona okazała swemu zausznikowi niezwykłe zaufanie, wysyłając go z misją odnalezienia starożytnego grobowca Orgotów i spoczywającego w nim miecza zwanego Ciemnibronem. Czarna Fiona szukała legendarnego oręża kuszona tajemnicą mrocznej magii Orgotów, żądna pogłębienia okultystycznej wiedzy i powierzenie tego zadania Garrus poczytywał sobie za największy zaszczyt.

     Roślinność poczęła znienacka rzednąć, a rosnące wciąż wokół dęby i buki sprawiały wrażenie obumierających, straszących swymi pozbawionymi listowia konarami. Po pewnym czasie las urwał się ukazując oczom wędrowców obszar całkowicie pozbawiony jakiegokolwiek życia. Widząc to Garrus zmarszczył czoło, albowiem mimo wiedzy na temat natury swej misji nie do końca spodziewał się takiego właśnie krajobrazu.

     Grunt po podeszwami intruzów pękał z głuchym trzaskiem odsłaniając ukryty pod spodem popiół o szarej barwie. Kleryk oderwał spojrzenie od wyjałowionej gleby i przeniósł wzrok na przywódczynię Nyssów, dostrzegając cień głębokiego niepokoju majaczący na jej twarzy.

- Co tu się stało? - zapytała Pasterka, wypowiadając obce dla niej brzmiące słowa w mowie Cygnarczyków i wodząc jednocześnie wzrokiem po cichej martwej krainie.

- Nekromantyczna magia Orgotów może osłabiać lub zabijać żywe istoty - objaśnił Garrus stając u boku elfki - Ale spodziewałbym się, że moc tego rodzaju dawno już winna się rozpłynąć...

     Elyshyvah skinęła głową podzielając opinię thamaryckiego kapłana, ale nic więcej nie odrzekła, ruszając ponownie przed siebie.

     Przemierzając połacie spopielonej ziemi upstrzonej pniami dawno już obumarłych drzew, wędrowcy natrafili w końcu na pozostałość po dawnej polanie. Na jej środku wznosił się wielki kopiec z ziemi i głazów, otoczony sześcioma kamiennymi filarami. Wszystkie miały co najmniej dziesięć stóp wysokości i wszystkie pokryte były runicznymi znakami, a ich dobrze zachowana forma pozwalała domniemywać, że znalazły się w tym miejscu długo po położeniu fundamentów pod starożytny kurhan.

     Na jednym ze zboczy grobowca ział mrokiem otwór obwiedziony futryną z czarnego kamienia, tak ogromny, że bez trudu przeszedłby przez niego stwór dwukrotnie wyższy od człowieka i po wielokroć szerszy. Wielki kamienny blok będący najpewniej pokrywą broniącą dostępu do wnętrza leżał na ziemi opodal otworów. Na jego widok przywódczyni Nyssów wydała z siebie niski złowróżbny pomruk, a sam Garrus poczuł ukłucie wzburzenia na myśl, że ktoś mógł go w wyprawie do kurhanu uprzedzić.

     Elyshyvah uniosła rękę w znanym przepatrywaczom geście i widząc ów ruch Nyssowie natychmiast zamienili swe łuki na dobyte wprawnie krótkie miecze, a smoczy pomiot przysunął się jeszcze bliżej swej pani. Garrus przywołał własnych ludzi w pobliże kopca, ostrożnym krokiem zbliżając się do jednego z runicznych monolitów.

- Czym są te filary? - zapytała obserwująca go bacznie Elyshyvah - Nie są dziełem rąk Orgotów. Rozpoznajesz te znaki?

- Robota trollaków - odpowiedział ze zmarszczonym czołem Garrus - To zapewne rodzaj ostrzeżenia albo ochrony.

- Ochrony? Czy to może nas powstrzymać przed wejściem do środka?

- Nie sądzę - potrząsnął w odpowiedzi głową człowiek - Najpewniej postawiono je tutaj, aby uwięziły drzemiące w kurhanie moce.

     Elyshyvah odwróciła się w kierunku jednego z przepatrywaczy, rosłego śnieżnego elfa, który w trakcie podróży wyraźnie trzymał się na uboczu grupy swych ziomków.

- Yorvek! - kleryk przywołał do siebie jednego z własnych ludzi, obwieszonego pistoletami ciemnoskórego mężczyznę - Wejdziemy do środka, bosmanie. Chcę, żeby każdy miał zapalone łuczywo i broń w ręce. Wybierz dwóch, którzy zostaną na górze, by przypilnować wejścia.

- Tak jest - odparł Yorvek cofając się w stronę reszty marynarzy. Wydawszy rozkaz Garrus obejrzał się ku Elyshyvah, rozmawiającej półgłosem z własną świtą. Wydane przez nią polecenia zdawały się podobne do plany thamaryty: większość przepatrywaczy oraz smoczy pomiot zmierzało ku ciemnemu wejściu do grobowca, jedynie dwóch pozostało na krawędzi martwej polany. Wysoki śnieżny elf właśnie podawał kobiecie zapaloną pochodnię.

- Jestem gotowa - oznajmiła Pasterka podchodząc do otwartego wejścia kurhanu i mierząc w nie ostrzem swego pastorału - Ty podążysz tam pierwszy.

     Garrus okazał wystudiowaną obojętność słysząc dźwięczącą w głosie elfki nieufność, dusząc w zarodku cisnący mu się na usta grymas. Nie do końca radował się myślą o dziesiątce Nyssów i ich monstrualnym stworze za swymi plecami, ale powątpiewał w to, by Elyshyvah chciała go zdradzić przed spenetrowaniem najgłębszych zakamarków kurhanu. W tej chwili jego uwagę dużo bardziej zaprzątała troska o ukryte w ciemnościach pułapki, których obecności był niezbicie pewien, ale których bynajmniej się nie lękał. Idące przodem śnieżne elfy najpewniej uruchomiłyby wiele z nich w swej pogardy godnej ignorancji, a na to thamaryta nie mógł pod żadnym pozorem pozwolić.

- Niechaj tak będzie - przyznał kobiecie słuszność - lecz to wielce ważne, abyś ty i twoi... przyboczni przestrzegali mych wskazówek. Orgoci nie przejawiali cienia miłosierdzia wobec rabusiów ich grobowców.

     Garrus ujął podane mu przez Yorveka łuczywo i uniósł je wysoko w górę stając na progu grobowca. Migotliwa poświata pochodni odkryła jego oczom stromy korytarz z obrobionego gładko kamienia, opadający w głąb ziemi. Stęchłe powietrze wydobywające się z czeluści kopca niosło ze sobą ulotny zapach zgnilizny i wilgoci.

- Trzymajcie się za mną - powiedział do marynarzy Garrus, czyniąc pierwszy krok do wnętrza starożytnych podziemi.


Komentarze
#1 | Araven dnia 01.04.2013 19:29:57
Super się czytało to opowiadanie, nawet we fragmentach, ale całościowo jest świetne.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Popularne Artykuły
  Artykuł Czytań Dodany przez
» IK - tworzenie i rozwój postaci
On: ŻELAZNE KRÓLESTWA
69621 Beamhit
26.01.2013 16:19
» 01. Wybór rasy i płci
On: TWORZENIE POSTACI
20452 leobardis
11.11.2008 15:43
» 05. Czary - objaśnienia i możliwości rzucania oraz spis czarów
On: MAGIA
17660 czegoj
25.11.2008 12:56
» 07. Kasta Niesklasyfikowana
On: PROFESJE
16720 leobardis
11.11.2008 18:26
» Legenda Kryształów Czasu
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
16033 leobardis
11.12.2008 15:30
» Spis kamieni szlachetnych
On: DODATKI
14939 arikar
01.03.2009 16:48
» Charakter Postaci
On: TWORZENIE POSTACI
14319 venar
16.02.2009 14:27
» 02. Kasta Żołnierska
On: PROFESJE
14015 leobardis
11.11.2008 18:01
» Martwiaki
On: BESTIARIUSZ
13140 venar
30.04.2009 11:58
» 04. Kasta Złodziejska
On: PROFESJE
13117 leobardis
11.11.2008 18:09
» 06. Kasta Czarodziejska
On: PROFESJE
12847 leobardis
11.11.2008 18:22
» Opis świata Orchii
On: LEGENDA KRYSZTAŁÓW CZASU
12505 leobardis
12.12.2008 13:17
» Dendroid
On: BESTIARIUSZ
12299 ghasta
30.07.2011 10:22
» Kompendium Wiary
On: RELIGIA
12234 avnar
22.06.2009 15:08
» Doświadczenie - PD
On: PODRĘCZNIK GRACZA
12112 venar
13.01.2009 20:23
©
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

Suriel
20-08-2017 20:30
Cóż; jak ktos nie ma dziecka to nigdy nie zazna smaku prawdziwej herbaty. Jak tu go nie kochać skoro zadał sobie tule trudu by napoic swego ojca.

Suriel
20-08-2017 20:26
Przylapalem go jak szedł po dzbanek który nam służy do podlewania kwiatów. Wodę planował zdobyc z łazienki, z "miednicy z pianą" w której moja żona wstepnie moczyla moje ubrania po budowie

Suriel
20-08-2017 20:18
Moj trzyletni syn postanowil zrobić ojcu herbatę. Żeby łatwiej było ją przetransportować i wylac zamierzal ją zrobić w pkasikowym samochodzie wywrotce.

Suriel
20-08-2017 16:09
Dobra jak maly usnie pora się brać za kończenie tekstu o Pianaliach.

Suriel
20-08-2017 15:30
Możesz zajechać, jak będziesz gnał hulajnogą na Polcon. Pfft

8art
20-08-2017 14:49
Ta impreza odbywa sie co dwa lata?

8art
20-08-2017 14:19
Za dwa lata to zdążę przyjść z buta Smile widziałem - zacne focie!

Keth
20-08-2017 13:31
Bartek, wrzuciłem na FB zdjęcia z wczorajszego zlotu! Może byś przyjechał za dwa lata, co?

Sigil
20-08-2017 11:48
O fetyszach szamanów słów kilka: http://www.sibsi..
..ge_id=2864

lightstorm
20-08-2017 11:04
jestem dziś 10h w pracy, ale postaram się napisać post w Orleanie

Sigil
19-08-2017 16:45
Napisałem do CbN.

Suriel
18-08-2017 20:42
Martwiaki są jak wiadomo od martwienia się ( tu obrazek Krzyk Muncha)

NickPage
Najczęściej oglądane
deliad[4944]
czegoj[3282]
8art[2267]
koszal[2044]
Treant[1869]

Ostatnia aktualizacja
czegoj
dretch
Sigil
Suriel
deliad

Wszystkie NickPage
Rzuć kostką